Po co lewakom Kościół? [felieton]

Dariusz Meller, Radny Powiatu Toruńskiego (fot. Łukasz Piecyk)

Lewactwo bez Kościoła nie istniałoby. Gdyby zwyciężyło i zlikwidowało Kościół, to powyrzynałoby nas i siebie, vide: ZSRR, Niemcy hitlerowskie czy Francja po rewolucji. Kościół jest istotnym odnośnikiem tego zwichrowanego stanu umysłu. Dzięki temu mogą po swojemu czuć się „nowocześni”, „postępowi”, „tolerancyjni”. Mogą przeciwko Kościołowi protestować, choć np. pójście pod siedzibę Episkopatu, by wymóc na nim prawo aborcyjne, to całkowite pomieszanie z poplątaniem.

Jaki chrześcijanin może być za zabijaniem?! Lewacy idący po władzę są przebiegli. Po II wojnie, gdy w Polsce byli marginesem, komuniści uczestniczyli w procesjach Bożego Ciała, w mszach św. itp. A co było potem, wiemy. Teraz jest podobnie. Wykorzystują Kościół do zbierania datków czy podpisów na swoje cele, lansują się, wysyłają kartki na Boże Narodzenie czy Wielkanoc, choć są ateistami. Czyż może istnieć większa i bardziej niebezpieczna obłuda?! Oczywiście dopuszczam, że ktoś nie wierzy w Boga, jestem tolerancyjny. Logicznie jednak rzecz biorąc, krzyż dla normalnego ateisty to dwa kawałki drewna i figura, to wszystko. Ateista lewacki to jednak nie zwykły ateista. To wojujący bezbożnik, który jako „tolerancyjny demokrata” zwalcza Kościół i ludzi wierzących (czyli pełne hasło rewolucji francuskiej: wolność – równość – braterstwo… albo śmierć, oczywiście dla tych, którzy do tych treści mają inne niż lewak podejście). Ateista lewacki wzoruje się na utworzonym w latach 20. ubiegłego wieku w Rosji sowieckiej Związku Wojujących Bezbożników, który w Polsce komunistycznej miał swój odpowiednik w postaci Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli. Obchodzimy 100-lecie niepodległości. Nie byłoby niepodległości, gdyby nie było Kościoła katolickiego. Bez Kościoła nie przetrwalibyśmy jako naród okresu zaborów. A co w tym momencie chciało lewactwo z Komunistycznej Partii Polski? Otóż chciało zostawić Górny Śląsk Niemcom.