Wielu twierdzi, że to przestępcy. Nazywają ich „ścigantami” – wariatami, którzy narażają życie przypadkowych ludzi dla kilku chwil podwyższonej adrenaliny. Prawda o nich jest jednak zupełnie inna, a osoby związane z Toruń Racing Night to grupa przyjaciół i pasjonatów. Członkowie „TRN” spotykają się na wyścigach od kilkunastu lat. Robią to w różnych miejscach, najczęściej z dala od zgiełku miasta, na opustoszałych parkingach. Niechętnie rozmawiają z mediami i pierwszy kontakt z nimi nie był łatwy.

- Nie ufam „pismakom” – mówi Lukas, który odpowiada za organizację spotów (tak nazywają się piątkowe spotkania). – Parę razy obiecywano nam niestworzone rzeczy, a później robiono z nas bandytów. Po takich akcjach mamy same problemy.

Z Lukasem i resztą ekipy spotykamy się na jednym z piątkowych spotów organizowanych na parkingu w toruńskim Centrum Handlowym Plaza. Około stu wyjątkowych samochodów natychmiast wzbudza ciekawość i podziw. Nie liczy się marka auta, liczy się twórczość. Wśród kierowców krąży opinia, że dobry tuning jest jak prawdziwa sztuka, a dobry mechanik to artysta. W czasie spotkania wszystko jest zorganizowane, auta ustawiają się w rzędach. Samowolka, palenie gumy czy przyspieszanie na parkingu jest potępiane, a „indywidualistów” odsyła się do domu.

Szybcy i wściekli
Po godzinie konwój wyjątkowych aut zmierza za miasto, aby sprawdzić moc silników. Jedziemy na parking jednego z podtoruńskich zakładów. Wokół nie ma już ludzi. Sprawdzanie terenu – policji brak. Jedziemy. Po prawej stronie ustawiają się kierowcy, którzy chcą się zmierzyć. Inni zostawiają samochody na poboczu i idą na start. Wyścig na prostej, dystans – około 1 mili, trochę jak w popularnej serii filmów. Wszystkich śmiałków wypuszcza Lukas. Jeden ruch ręką i każdy z nas czuje zapach benzyny i spalonej gumy unoszący się w powietrzu.

Przez trzy godziny samochody w różnych kategoriach stają ze sobą w szranki na starcie. Kierowcy sami dobierają sobie przeciwników, według mocy silnika. Nie ma żadnych narzuconych kryteriów. Ścigają się też jednoślady. W pewnym momencie zbiera się ekipa, decyzja – kończymy zabawę. Nikt nie dyskutuje, szybko rozjeżdżamy się do domów. Wiadomo, że później ma „wpaść” policja…

- Chcę poczuć adrenalinę, emocje i dobrze się zabawić. Tu wszystko jest bezpieczne, kontrolowane. Niebezpieczeństwo to ściganie się na światłach, w dzień, gdy ruch uliczny trwa w pełni – odpowiada.

Pół litra załatwi sprawę
Historia toruńskich wyścigów nocnych, to wiele miejsc i wydarzeń. Uczestnikom zdarzały się ucieczki przed policją, która stara się utrudniać organizowanie piątkowych zabaw.

Lukas z Toruń Racing Night związany jest od dawna.

– Moja historia w TRNie zaczęła się ponad 10 lat temu, była to mała i hermetyczna grupa – mówi. – Nie dopuszczaliśmy do siebie „obcych”. Nim zacząłem „puszczać” wyścigi musiałem pokazać się z dobrej strony. Pomagałem w ustawieniu aut na parkingach, kierowałem ruchem. Dopiero później doszła cała „organizacja”.

To on dba o przygotowanie spotów i wyścigów, dobre kontakty z mieszkańcami i dyrekcją miejsc, w których zbierają się fanatycy motoryzacji.

- Muszę podziękować dyrekcji Plazy, która daje nam możliwość spotkania oraz mieszkańcom miejscowości, w których się ścigamy. Z mieszkańcami da się porozumieć, choć były przypadki, że o pozwoleniu decydowało przysłowiowe „pół litra”. – dodaje Kędzior, z ekipy TRNu . – Szkoda, że nikt nie może użyczyć nam placu, na którym moglibyśmy się rozwijać i robić to, co kochamy.

Toruń Racing Night to nie tylko wyścigi. Kierowcy często angażują się w akcje charytatywne takie jak Moto Orkiestra, czy zbiórki krwi. Nie mają problemów z udostępnieniem swoich aut na pokazy, czy spotkania. Organizują również grille, na których spędzają czas w rodzinnej wręcz atmosferze.

Nie sprzęt, a chęć szczera…
Zdarza się, że na spoty przyjeżdżają niedoświadczeni i młodzi kierowcy z samochodami o wielkiej mocy. Często na siłę próbują pokazać swoje umiejętności, co kończy się dla ich aut tragicznie.

- Kilka tygodni temu na spocie pojawił się chłopak, który pożyczył od matki bardzo mocne Audi – opowiada Kędzior. – Popisywał się, „kozaczył” i… zapaliła mu się komora silnika . Próbowaliśmy go ugasić, ale bez holowania się nie obyło.

Lukas – Posiadacz czarnego „golfa” tak jak i inni członkowie „trzonu” ekipy, nie ukrywa, że „legalizacja” spowodowałaby spadek zainteresowania, bo niektórzy widzą w TRN tylko lans. Chciałby jednak, żeby ludzie zaczęli inaczej odbierać ich poczynania i nie robili z nich „drogowych zabójców”.

- Dziękuję wszystkim chłopakom z Toruń Racing Night, starej i nowej ekipy. Działamy po to, żeby młodzi ludzie mogli w jednym i bezpiecznym miejscu, pościgać się i pobawić swoimi samochodami – kończy Lukas. – Wolę, żeby ścigali się tu, niż na ulicach między światłami, gdzie tworzą prawdziwe zagrożenie. W ciągu tylu lat organizacji spotów, nikomu nic się nie stało. Mimo to, przez wielu jesteśmy traktowani jak zło, nagminnie ściga nas policja i zamiast na wyścigach musimy skupiać się na ciągłej zabawie w „kotka i myszkę”.

Komentarze

komentarzy