Pożar w Mierzynku. Rodzina nie ma wątpliwości co do przyczyn

Fot. Łukasz Piecyk

Mierzynek w gminie Lubicz. W jednorodzinnym domu Aneta i Piotr Bukowscy wychowywali piątkę dzieci. „Wychowywali” ponieważ domu już nie ma. Poszedł z dymem. Strażacy jadący na miejsce zdarzenia nie mieli wątpliwości, dokąd się kierować. Pożar widoczny był z bardzo daleka. Łunę widać było już w Młyńcu.

Aneta i Piotr mają 5 dzieci. Najmłodsze ma 6 lat, najstarsze 14. Piotr prowadzi działalność gospodarczą, jego żona zajmuje się domem. Korzystają z programu 500+. Nie jest to jednak szczęśliwa rodzina. Jej spokój burzy młodszy brat Piotra, Czesław.  

Obaj bracia mieszkają w domu swojej matki Danuty. Obaj są tu zameldowani. Młodszy, Czesław, jest kawalerem. Starszy ma żonę i pięcioro dzieci. Nie należą jednak do zgodnych rodzin. O sytuacji rodziny, która według Anety jest terroryzowana przez Czesława, pisaliśmy kilka miesięcy temu. Historia ma swój ciąg dalszy. I nie jest to happy end.  

– Wieczorem, około godziny 19.30 udaliśmy się całą rodziną na festyn w Lubiczu – mówi Aneta Bukowska. – Cieszyliśmy się na koncert zespołu Bayer Full. Nie dane nam było jednak bawić się zbyt długo. O godzinie 20.30 przybiegł sąsiad z wiadomością, że nasz dom się pali. Pamiętam, że mąż zapytał, czy wyłączyłam żelazko. A ja nawet tego dnia nie prasowałam. Natychmiast wskoczyliśmy do samochodu i przyjechaliśmy na miejsce. Wokół był pełno strażaków i policji. No i oczywiście gapiów. 

Pożar był poważny. Łuna widoczna była z odległości kilku kilometrów. Dom spłonął doszczętnie.  

– Dla nas to był szok – dodaje Bukowska. – Nie mogliśmy uwierzyć w to, co widzimy. Dzieci płakały, a najstarszemu pomocy musiało udzielić pogotowie, ponieważ nie mógł się uspokoić. W jednej chwili straciliśmy wszystko. Od dawna obawiałam się, że pewnego dnia nie będziemy mieli do czego wracać. Czesław wielokrotnie nam groził… Widziałam go dwie godziny przed wyjściem na koncert. Był podpity.  

Kiedy dom płonął i rodzina Bukowskich wpatrywała się w dogorywające resztki swojego majątku, między gapiami pojawił się Czesław.  

– W ogóle nie był przejęty – wspomina Aneta. – Jakby go to w ogóle nie dotyczyło. Powiedział tylko: „O, pali się”. To był jego jedyny komentarz. Natychmiast wskazaliśmy go policji i złożyliśmy doniesienie.   

Faktycznie, w niedzielę szwagier Anety Bukowskiej został zatrzymany przez policję 

– Po przeprowadzeniu czynności wyjaśniających usłyszał zarzut gróźb karalnych, po czym go z aresztu zwolniono – mówi Wioletta Dąbrowska, rzecznik toruńskiej policji.  

Rodzina z Mierzynka nie ma wątpliwości, co stało się feralnego wieczoru w ich domu i kto mógłby to zrobić. Nastroje studzi jednak przedstawicielka mundurowych. 

– Nie dysponujemy jeszcze na tę chwilę ekspertyzą biegłego. Nie można zatem na razie orzec, czy to w ogóle było podpalenie.   

Skąd przekonanie Bukowskich? Wiążą oni podpalenie z rozprawą sądową, jaka miała miejsce dzień wcześniej. Chodziło o przyznanie własności mieszkania matce Piotra, która z chwilą uzyskania statusu właścicielki ma zamiar wyeksmitować Czesława.  

– Myślę, że to jego zemsta – mówi Bukowska. – Tak musiało być. I jakże śmieszne wydają mi się te wszystkie pomówienia, jakie czytam w Internecie, że sami sobie podpaliliśmy dom, żeby dostać odszkodowanie. To bez sensu. Nas nie było w domu. Poza tym kto sam podpala swój rodzinny dom? To dom męża. Tu się urodził i wychował. Mało tego: mimo próśb i nalegań znajomych i władz wcale nie zamierzamy się stąd wynosić. Chcemy nasz dom odbudować. Dokładnie w tym samym miejscu. To nasze miejsce na ziemi. I żaden pożar, powódź czy inny tajfun nas stąd nie przepędzi. Nie ma takiej siły.    

Nie pomagają perswazje władz gminy i życzliwych sąsiadów. Bukowscy mieszkają w tej chwili w małym holenderskim domku, obok zgliszcz swojego domu. Nie mają wody ani prądu. Starają się o ich podłączenie. Warunki są katastrofalne, ale wygląda na to, że rzeczywiście nie zamierzają się z tego miejsca ruszyć.   

– Zaoferowaliśmy rodzinie pełną pomoc prawną i psychologiczną – mówi Anna Warlikowska, zastępca kierownika Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Lubiczu. – Jeśli chodzi o tę ostatnią, matka odmówiła, twierdząc że dzieci czują się już dobrze. Sąsiedzi zorganizowali dla całej piątki  wyprawkę szkolną. Zaproponowaliśmy rodzinie lokal zastępczy, ale odmówili. Chcą odbudować dom i mieszkać nadal w tym samym miejscu.