Proces inwestycyjny – dlaczego trwa tak długo?

Szansa na otrzymanie dofinansowania i zmniejszenie wkładu własnego w inwestycję sprawia, że samorządy ubiegają się o wsparcie ze środków zewnętrznych (fot. Łukasz Piecyk)

Nowe drogi, wodociągi czy obiekty kulturalno-sportowe są długo wyczekiwanymi inwestycjami. Zanim jednak powstaną, od fazy projektowania do przecięcia wstęgi jest długa i zawiła droga. Co sprawia, że na finalizację prostej budowy czekać musimy nawet kilka lat? 

Żadna inwestycja nie powstanie bez dostępnych na jej realizację pieniędzy. Uchwalane przed początkiem każdego roku budżety samorządowe zawierają w sobie odpowiednie pule przeznaczane do wykorzystania na inwestycje. Te kilka lub kilkanaście milionów złotych wspierane jest środkami zewnętrznymi. A o te nie jest tak prosto. 

– Apetyt mieszkańców na poprawę stanu infrastruktury gminnej jest bardzo duży – podkreśla Jerzy Zająkała, wójt gminy Łubianka. – Procesy inwestycyjne jednak trwają. Jesteśmy gminą o niewielkich dochodach, od lat więc priorytetem są działania, które będą miały szansę na dofinansowanie ze środków unijnych lub rządowych.  

Samorządy, chcąc uzyskać wpływy zewnętrzne, muszą wpisać się w harmonogram ogłaszanych konkursów. Następnie trzeba spełnić wymogi oceny danego programu, by mieć większe prawdopodobieństwo akceptacji projektu. 

– I to trwa – podkreśla włodarz Łubianki. – Szansa na otrzymanie 85-procentowego dofinansowania sprawia, że samorządy czekają. 

Dokonywanie oceny wniosków to sprawa około sześciu do ośmiu miesięcy. Kolejny miesiąc lub dwa to czas zawierania umów z samorządem województwa lub strukturą rządową. 

– Pod uwagę wziąć trzeba okres przygotowania samego wniosku – podkreśla wójt Złejwsi Wielkiej Jan Surdyka. – By móc go złożyć, należy posiadać odpowiednie dokumenty związane z inwestycją, między innymi decyzje i pozwolenia na budowę. 

Stworzenie projektu technicznego dla niewielkiego odcinka drogowego to okres około pół roku. 

Do dwóch miesięcy zaś trwają procedury wydawania pozwoleń na budowę, które poprzedza procedury tworzenia decyzji środowiskowych. Okres ten może wynieść nawet rok. 

– Są to działania bardzo pracochłonne, bez których nie można zrealizować żadnych zadań wspieranych dofinansowaniem zewnętrznym – tłumaczy Jerzy Czerwiński, burmistrz Chełmży. – Największym problemem jest jednak pozyskanie wykonawców na daną inwestycję. W przetargach proponowana przez oferentów kwota wykonania zadania często znacznie przerasta zaplanowaną sumę całej inwestycji. Jeżeli jednak wszystko pójdzie zgodnie z planem, przetarg trwa nie dłużej niż dwa-trzy miesiące. 

Z chwilą wyboru wykonawcy, po mniej więcej tygodniu, na placu budowy wbijane są pierwsze łopaty. Prace, w zależności od inwestycji, trwać mogą od miesiąca do trzech. Przykładowe termomodernizacje zaś do trzech kwartałów.  

Dzięki odpowiednio zaplanowanym i przygotowanym środkom finansowym wiele inwestycji zamykanych jest w przeciągu roku. Inne celowo rozkładane są na lata. 

– Wydłużenie procesu inwestycyjnego spowodowane jest najczęściej niewystarczającą ilością środków w budżecie w danym roku – tłumaczy burmistrz Chełmży. – W momencie, gdy proces rozłożymy na dwa lata, rezerwujemy odpowiednią ilość pieniędzy w obu dokumentach finansowych, a ponadto otrzymamy dofinansowanie na realizację zadania w tym i następnym roku. 

Najczęstszym powodem do opóźnień w tworzeniu inwestycji staje się biurokracja. 

– Procesy te odbywałyby się znacznie szybciej, gdyby każda gmina mogła przeznaczyć ze swojego budżetu na działania tylko środki własne – podsumowuje wójt Łubianki. – Tak jednak nie jest. 

Mieszkańcy więc muszą czekać, by skorzystać z planowanych inwestycji. Postępy zadań mogą śledzić jednak na bieżąco na stronach Biuletynu Informacji Publicznej swoich samorządów.