Przeciwnicy dekomunizacji [felieton]

Dariusz Meller, Radny Powiatu Toruńskiego (fot. Łukasz Piecyk)

Gdy Pomorze w 1920 r. wróciło do Polski, to błyskawicznie pozbyto się pomników postawionych przez zaborcę, zamalowano niemieckie nazwy ulic (choć w późniejszych latach potrafiły się przebić, ba, do dziś się przebijają, ot, stara, solidna farba), wprowadzając w zamian polskie. Tak samo było po 1945 r. Inaczej po 1989 r., kiedy komunizm potępiono, zrównano formalnie z nazizmem i faszyzmem, ale usuwanie pomników ciągnęło się dosyć długo, a nazwy ulic z bolszewickimi patronami funkcjonowały praktycznie do dzisiaj, do zafunkcjonowania – wreszcie! – ustawy dekomunizującej przestrzeń publiczną.

W niektórych samorządach rządzonych przez PO i SLD ustawy nie wykonano, a gdy zmian dokonał właściwy wojewoda, to władze samorządowe stawały okoniem. Tak to kolejny raz objawiły się owoce zgniłego kompromisu zawartego przy Okrągłym Stole. To główne źródło patologii nękającej nasze życie polityczne. Drugie to tzw. gruba kreska – pomyślmy sobie, ilu skompromitowanych ludzi, ilu warchołów i szkodników już na starcie wypadłoby z obiegu i dziś nie musielibyśmy się z nimi męczyć. O ileż przejrzystsza byłaby polska polityka. Wracając do głównego tematu: oto radni powiatowi PO z Piaseczna wolą utworzoną przez Stalina I Dywizję Kościuszkowską zamiast płk. Witolda Pileckiego, bo – jak mętnie mówi wicestarosta – „walczyło w niej wielu Polaków, którzy bili się o wolność”. Wielu Polaków z Pomorza czy ze Śląska walczyło też przymusowo w Wehrmachcie i czy to znaczy, że ulica Wehrmachtu też powinna być? A przyniesionej przez kościuszkowców „wolności” posmakowało wielu niewinnych ludzi z wymienionych dzielnic, w tym i mój dziadek, których wywieziono do sowieckich łagrów. Z kolei radni PO i SLD z Bydgoszczy powodowani nienawiścią do śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego woleli komunistyczny ersatz planu Marshalla, czyli plan sześcioletni i jego „najnowocześniejsze narzędzie pracy” – przodowników pracy.