Przemysław Termiński: Opole w Kielcach

(fot. archiwum)

Ten tytuł to nie jakaś słowna figura stylistyczna, ale efekt słusznej linii partii rządzącej. Bo oto w jej efekcie prezes TVP Jacek Kurski w ciągu kilku dni zdołał zrazić do siebie i „mediów narodowych rzesze artystów, którzy mieli wystąpić na 54. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.

W poniedziałek – po żenującym spektaklu oficjalnych komunikatów i kolejnych protestów muzyków – okazało się, że koncert nie odbędzie się w czerwcu. Prezydent Opola wypowiedział umowę TVP, o czym poinformował na swoim profilu na Facebooku. W tym samym dniu w wieczornym wydaniu Wiadomości wystąpił sam prezes Kurski z jasnym przekazem, że cała ta akcja jest polityczną ustawką, wszystko jest OK i jeszcze wszyscy pożałują, że zbojkotowali ten event.  

W sieci zawrzało – w zasadzie to wrze do tej pory. Coś, co zazwyczaj uchodziło na sucho ekipie PiS-u – czyli dzielenie i wskazywanie palcem, że ten jest lepszy, a ten gorszy – teraz już tak pobłażliwie nie zostało przyjęte. Wszystko zaczęło się od tego, że kierownictwo TVP nie chciało dopuścić do występu Kayah, bo ta ma sympatie polityczne nieco inne od wymaganych. I bach! Środowisko artystyczne jak jeden mąż solidarnie zaczęło deklarować bojkot imprezy.  

W chwili, kiedy piszę tekst, pojawiają się pierwsze plotki o tym, że festiwal ma być zorganizowany w innym mieście, być może w Koszalinie, być może w Kielcach (sic!). W tym momencie warto dodać, że kilku znajomych samorządowców podzieliło się ze mną obawami, że mogą dostać propozycję „nie do odrzucenia” organizacji festiwalu. Na Facebooku pojawiły się memy o tym, kto ma wystąpić zamiast topowych muzyków. Pojawiły się także pytania o finanse i budżet, kto sfinansuje tę klapę?  

Morał z tego taki, że prezes Kurski wzorem Berczyńskiego uwalił ekspresowo tym razem nie caracale, a festiwal z półwieczną historią oraz umocnił większość społeczeństwa w przekonaniu, że ludzie PiS-u już dawno odlecieli i na politycznym haju bujają hen, hen w oparach absurdu.