Przemysław Termiński: Tomek, trzymaj się!

(fot. archiwum)

Po feralnym i do końca jeszcze nie wyjaśnionym wypadku na torze w Chełmnie Tomasz Gollob walczy o swoje zdrowie. Sportowców jest wielu, niewielu jednak takich, którzy tym, co osiągnęli i kim są, zjednali sobie rzesze fanów. Tomasz bez dwóch zdań do nich należał. Żył dla sportu i żył sportem. Nie sądziłem też, że tak szybko po tragedii, która spotkała Darcy’ego Warda, będziemy musieli znowu drżeć o stan kolejnego wspaniałego żużlowca.

W tym momencie przypomina mi się wypadek Roberta Kubicy. Choć nie tak dramatyczny w skutkach, to jednak łączy ich jeden fakt. Obaj ucierpieli nie na torach dyscyplin, które uprawiali na co dzień, tylko startując dodatkowo. Kubica miał wypadek podczas rajdu Ronde di Andora w lutym 2011 r., kiedy jego Skoda Fabia S2000 uderzyła z wielką siłą w barierę. Martwiliśmy się o jego życie, później trzymaliśmy kciuki za powrót do zdrowia. Udało się. Mimo że niestety do ścigania w cyklu Grand Prix Formuły 1 już nie powrócił, próbuje swoich sił w innych rajdach.

Tomasz Gollob podobnie – w niedzielę miał wziąć udział w motocrossowych mistrzostwach strefy północnej w Chełmnie. Podczas treningu stracił kontrolę nad motocyklem i uległ wypadkowi, po którym przetransportowano go do szpitala wojskowego w Bydgoszczy.

Można by zadać pytanie, po co takie gwiazdy startując w drugorzędnych imprezach sportowych, ryzykują swoje kariery, a przede wszystkim życie i zdrowie? Na pierwszy rzut oka trudno to wytłumaczyć. Jednak wystarczy zapoznać się z ich życiorysami, drogami, którymi dochodzili do swoich tytułów, by stwierdzić, że to ich sposób na życie. Nie mogli inaczej. Nie chcieli ograniczać się tylko do dyscyplin, z uprawiania których żyli i byli znani. To właśnie czyni ich wielkimi.

Tomasz Gollob jest i będzie wielkim sportowcem. Przekażmy mu wiele ciepłych słów wsparcia i myślmy o nim, bo Mistrz jest jeden!