Przemysław Termiński: Trump, Rosja i Polska

(fot. Łukasz Piecyk)

Zgodnie z tym, co wcześniej przypuszczałem, tegoroczne lato nie oznacza nudy w polityce. W zeszłym tygodniu wszyscy żyliśmy wizytą prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie.

Mówi się o wielkim sukcesie Polski i – wiadomo – ekipy rządzącej. Ja jednak patrzę na to nieco mniej hurraoptymistycznie. Owszem, fajnie być klepanym po ramieniu i chwalonym, zwłaszcza przez prezydenta takiego mocarstwa. Jednak jako doświadczony przedsiębiorca będę uważnie obserwował realne profity dla Polski. Ważne było potwierdzenie przez największego gracza militarnego pomocy dla nas i wzmacnianie obecności wojsk NATO (w tym USA) na terenie naszego kraju. Jednak oczekuję po naszych rządzących dużej dozy ostrożności i sprytu.

 Niemal chwilę później po krótkiej wizycie w Warszawie i półgodzinnym oficjalnym przemówieniu – pełnym kurtuazji – prezydent Trump spędził ponad dwie godziny prawie sam na sam z Władimirem Putinem podczas szczytu G20 w Hamburgu. O czym rozmawiano? Jakie decyzje tam zapadły? No właśnie, tego akurat nie da się ustalić. Zalecam ostrożność w ogłaszaniu pełnego sukcesu tej wizyty z jeszcze jednego powodu. W USA toczy się postępowanie w sprawie domniemanej współpracy ludzi ze sztabu wyborczego Donalda Trumpa ze ścisłym otoczeniem Putina. Ostatnio na jaw wypłynęły maile Donalda Trumpa Juniora (syna Donalda), z których jasno wynika, że ingerencja ze strony Rosji w przebieg wyborów prezydenckich, delikatnie mówiąc, miała miejsce. Co z tego wyniknie, do końca nie wiadomo. Być może sprawa się rozmyje, ale być może ciężar ujawnionych dowodów doprowadzi obecnego prezydenta USA do procedury odwołania. Wtedy przyda się spryt. Chociażby dlatego, że obecny udział amerykańskich firm z branży zbrojeniowej w proces modernizacji naszej armii jest coraz większy. Chcemy też kupić od nich baterie systemu Patriot. To będzie wymagało od nas twardego egzekwowania uzgodnionych porozumień.

To na razie political fiction, ale być może rząd PiS-u będzie musiał również rozmawiać z nową administracją nowego prezydenta, w przypadku procedury impeachmentu. Być może będzie to prezydent obozu Demokratów. Wtedy nie będzie już tak łatwo. Już bowiem nikt nie nabierze się na tłumy sympatyków i członków PiS-u zwożonych autokarami na spotkanie z nowym prezydentem USA.