Radni gminy Obrowo: materiał Interwencji o wyjeździe do Zakopanego jest zafałszowany

O zakopiańskim wyjeździe szkoleniowym radnych z Obrowa usłyszała, za sprawą „Interwencji” Polsatu, cała Polska. W programie pominięto jednak szereg okoliczności, bez których wydźwięk tej sprawy jest zafałszowany.

Emisję tego wydania „Interwencji” zapowiadały szeroko lokalne „Nowości”. Wszyscy mieli się przekonać, jak za publiczne pieniądze bawią się obrowscy radni i jaką to wszczęli awanturę na widok reportera telewizji. Tymczasem na zdjęciach z ukrytej kamery radnych z Obrowa nie zarejestrowano…

– Bo było już po kolacji i pewnie wszyscy byliśmy już w swoich pokojach – tłumaczy Krzysztof Michalski, przewodniczący Rady Gminy. – W hotelu byli przedstawiciele 12 samorządów z całej Polski biorący udział w trzydniowym szkoleniu i przypadkowi goście. To ich nagrano w trakcie potańcówki, na której niektórzy zostali.

Ukryta kamera reportera Polsatu zarejestrowała m.in. dość krzykliwą kobietę próbującą odebrać mu telefon komórkowy, którym ostentacyjnie nagrywał zdarzenie.

– Pewnie sądzono, że to pracownica naszego urzędu, bo w programie pojawił się komentarz dziennikarza dotyczący jednej z uczestniczek szkolenia, pani obsługującej radę, że to ta z nagrania „która odbiera telefony” – komentują radni. – Trafili kulą w płot, ale w Polskę poszło, że to myśmy się z nimi szarpali. Bzdura.

W programie pojawia się jednak radny z Obrowa, który wspomina o kolacji i jakichś nieokreślonych do końca „buteleczkach”. Dzięki zgrabnemu montażowi można odnieść wrażenie, że nagrano go następnego dnia rano pod zakopiańskim hotelem.

– Ależ skąd! Polsat przyjechał do nas w piątek na sesję, już po powrocie z Zakopanego – tłumaczy radny Wiesław Popławski. – W przerwie obrad chciałem tego dziennikarza zainteresować problemem kłopotliwego wyjazdu z Obrowa na drogę krajową w stronę Torunia. Niby mnie słuchał, ale, jak widać, wolał dokonać manipulacji. Schował kamerę, powiedział, że nie nagrywa, a ja wyznałem szczerze, że pewnie i niektórzy za własne pieniądze jakiś tam alkohol już po zakończeniu wykładów zakupili. Moją twarz zamglono, a słowa zniekształcono puszczając je szybciej, pewnie by uzyskać wrażenie człowieka „lekko wczorajszego”.

Widzów mogło dziwić, dlaczego uczestnicy wyjazdu nie opuszczali busa po wieczornym przyjeździe pod urząd gminy, co było złośliwie komentowane przez reportera.

– Nie dało się, bo oni zastawili wyjście kamerą – tłumaczy przewodniczący Michalski. – Czułem, że to prowokacja, chodziło o to, bym kamerzystę odepchnął. Wtedy by dopiero mieli materiał! Dlatego prosiliśmy policję, by była obecna, gdy zaczniemy wysiadać.

W programie podkreślano, że bus, którym radni podróżowali, służyć ma osobom niepełnosprawnym, doszło więc – zdaniem dziennikarza – do poważnej nieprawidłowości.

– Wśród 8 radnych i dwóch pracowników urzędu, którzy byli w Zakopanem, trzy osoby mają orzeczenia o niepełnosprawności – zauważa jednak Mirosława Kłosińska, sekretarz gminy. – Gmina dysponuje jeszcze dwoma innymi busami, z których w tym czasie korzystali niepełnosprawni na naszym terenie.

Program Polsatu, jak i artykuły w lokalnej prasie, podważają w ogóle sensowność wydawania społecznych pieniędzy na szkolenia tego typu.

– Można radnych nie szkolić, ależ oczywiście. Ale skoro w ich ręce ma trafić czterdziestomilionowy budżet gminy, powinni dysponować, moim zdaniem, odpowiednimi kwalifikacjami – tłumaczy wójt Andrzej Wieczyński. – Wybraliśmy bardzo korzystną ofertę znanej na rynku firmy Suprema Lex z Krakowa, bo była okazja – szkolenie organizowano dla 12 samorządów jednocześnie. 890 zł od osoby za trzy dni zajęć z utytułowanymi specjalistami to nie jest dużo. Standardowe ceny to ok. 490 zł za jednodniowe szkolenia, oczywiście, siłą rzeczy, o wiele uboższe jeśli chodzi o zakres materiału.

A może trzeba było jechać do Zakopanego innym, tańszym środkiem transportu?

– Nie ma takiej możliwości. Na paliwo wydaliśmy 650 zł. Bilet PKS, dość tani zresztą, kosztuje 80 zł w jedną stronę. Dla dziesięciu osób wychodzi 1600 – tłumaczy sekretarz gminy.

Pozostają jeszcze dodatkowe atrakcje, wytykane radnym w programie.

– W czasie wolnym niektórzy byli na Kasprowym Wierchu, inni na Gubałówce, na basenie nawet – przyznaje radny Roman Skórski. – Każdy płacił za siebie. O, mam tu jeszcze bilet na Kasprowy… 58 złotych. Za busa do Kuźnic, 4 zł, też każdy płacił sam.

A Częstochowa? W materiale prezentowanym w Polsacie pojawił się zarzut, że zamiast wracać do domu zachciało się radnym zwiedzać to miasto.

– Tuż przed Częstochową tachograf sygnalizował konieczność przerwy w pracy kierowcy po 4,5 godzinach ciągłej jazdy, więc zjedliśmy obiad w Domu Pielgrzyma na Jasnej Górze. W tym przypadku również każdy płacił za siebie – tłumaczą radni.
Radny Skórski ma nawet paragon: żurek, schabowy i deser za 16,5 zł.

Wśród radnych szkolonych w Zakopanem panuje przeświadczenie, że stali się obiektem medialnej nagonki, jakiej wcześniej nigdy nie przeżywali i nawet sobie nie wyobrażali.

– Tu jednak nie chodzi o nas – podkreślają. – Ale o naszą gminę, którą zwyczajnie opluto, manipulując nagranym materiałem, by wywołać jak najniekorzystniejsze wrażenie. Dlatego zastanawiamy się nad wystąpieniem w tej sprawie na drogę prawną. Mamy inne, ważne sprawy na głowie, ale honor gminy stawiamy na pierwszym miejscu.