Reforma edukacji – czy nauczyciele z regionu stracili pracę?

Przed reformą nauczyciele obawiali się utraty pracy (fot. Łukasz Piecyk)

Co do pierwszych efektów reformy zdania są skrajnie podzielone. Minister edukacji Anna Zalewska mówi, że miejsc pracy wręcz przybyło, a prezes ZNP Sławomir Broniarz, że w samym tylko województwie kujawsko-pomorskim zwolniono 439 nauczycieli. 

Zgodnie z prawami elementarnej arytmetyki ktoś musi się mylić. Pytanie jest proste: zwolniono czy nie? Sprawdziliśmy. 

Większość gmin, do których zwróciliśmy się z tym pytaniem, odpowiada przecząco. Jak na przykład w Obrowie. 

– U nas nie zwolniono nikogo – mówi sekretarz gminy Mirosława Kłosińska. – Ale to wynika z dużego przyrostu liczby mieszkańców. Szkołę w Osieku musieliśmy wręcz rozbudować. 

W podobnym duchu wypowiadają się burmistrz Chełmży Jerzy Czerwiński, a także wójt gminy Łysomice Piotr Kowal. 

– Reforma weszła w życie i nikt pracy nie stracił. Została wprawdzie zwolniona jedna nauczycielka w szkole w Turznie, ale nie był to skutek reformy, tylko demografii. 

Potwierdza to dyrektor Szkoły Podstawowej im. Chopina w Turznie, Jarosław Sienkiewicz: 

– Jedna nauczycielka nauczania wczesnoszkolnego musiała niestety odejść. Spowodowane to było tym, że odeszły dwie klasy trzecie, a w ich miejsce powstał tylko jeden oddział zerowy. Krótko mówiąc, straciliśmy jeden cały oddział. Z reformą nie ma to nic wspólnego, ponieważ do zwolnienia i tak by doszło. 

W innych gminach reforma spowodowała z kolei… wzrost zatrudnień. Tak jak mówi minister edukacji. 

– W naszej gminie nie dość, że żaden nauczyciel pracy nie stracił, to jeszcze musieliśmy wręcz pracowników zatrudnić – mówi Jerzy Zająkała, wójt gminy Łubianka. – Przybyło nam dziewięć etatów. W Łubiance reforma działa zatem dobrze. To samo dotyczy pracowników obsługi. Tu mamy constans. Drobne niedogodności powstały jedynie w wyniku utworzenia nowych klas siódmych. Liczba godzin jest niewielka, stąd niektórzy nauczyciele zmuszeni są pracować w kilku szkołach naraz, aby wypracować cały etat. Muszą się przemieszczać. Ale taka jest konsekwencja pracy w niewielkich szkołach. 

Równie korzystnie sytuacja wygląda w Wielkiej Nieszawce. 

– W Nieszawce nikt pracy nie stracił, wręcz musieliśmy do pracy przyjmować – mówi Kazimierz Kaczmarek, wójt gminy Wielka Nieszawka. – Dwie osoby poszły na urlopy, dwie na emerytury. Nie został również zwolniony żaden pracownik obsługi. Mało tego: w Cierpicach ciągle potrzebujemy pracownika. Jest to efekt naszej zapobiegliwości. Tak zagospodarowaliśmy etaty, żeby nikt zwolniony nie został. Niektórym zmniejszyliśmy je do ¾. Nowy program tak został pomyślany, żeby godzin było jak najwięcej, żeby wypełnić nauczycielom etaty. Do tego doszły podziały uczniów na grupy, a to znów generuje dodatkowe godziny. 

Jedną osobę zwolniono w Czernikowie. 

– Z przyczyn organizacyjnych powodujących zmniejszenie liczby oddziałów rozwiązano stosunek pracy z dwójką nauczycieli (w tym jeden posiada uprawnienia emerytalne) – mówi Zdzisław Gawroński, wójt gminy Czernikowo. – Trzech nauczycieli z Zespołu Szkół w Czernikowie na podstawie przeniesienia od września podjęło pracę w Szkole Podstawowej w Czernikowie, natomiast pięciu uzupełnia etaty w placówkach oświatowych na terenie gminy. 

Jednak przed hurraoptymizmem przestrzega wójt Lubicza Marek Olszewski: 

– Sprawa jest bardzo złożona. Reforma dopiero rusza i na razie wszystkich jej efektów nie widać. Dopiero po całkowitym wygaśnięciu gimnazjów, a więc w 2019 r., będzie można ocenić jej rzeczywiste skutki. Wtedy nie da się tak łatwo wykazać, że nic się nie zmieniło, bo etatów z pewnością ubędzie. Teraz nauczyciele zbierają cząstki etatów w kilku szkołach. Jak będzie za dwa lata – okaże się. 

Jakkolwiek słowa minister Zalewskiej potwierdzają się w kwestii etatów, to nie można tego niestety powiedzieć o obietnicach związanych z subwencjami na oświatę. I w tej kwestii włodarze naszego powiatu są jednomyślni. 

– Niepokojące jest to, że za reformą nie poszedł wzrost subwencji na oświatę – mówi wójt Kaczmarek. – A raczej jest wzrost, ale minimalny: w Wielkiej Nieszawce dodano tylko 5 tys. zł. To oczywiście kropla w morzu potrzeb. Koszty z tytułu przyrostu godzin bardzo wzrosły. I to oczywiście jest zmartwienie gmin. Do tego dochodzą koszty, których nie ma w miastach: dodatki wiejskie i mieszkaniowe dla nauczycieli. Krótko mówiąc: póki co nikogo w wyniku reformy nie zwolniono, ale koszty wzrosły niebotycznie. 

Podobnie jest w gminie Łubianka. 

– Jeśli chodzi o subwencje oświatowe, to nigdy nie wystarczały, zatem to nic nowego – dodaje wójt Zająkała. – W roku ubiegłym musieliśmy dopłacić do oświaty 1,5 mln zł. W tym roku kwota ta wzrośnie najprawdopodobniej o 200 tys. zł. Natomiast po całkowitym wygaszeniu gimnazjów, w 2019 r., być może będzie to nawet 2,5 mln zł. Tak wynika z naszej symulacji finansowej. Jest to jednak efekt naszej decyzji, by nie likwidować żadnej ze szkół, a nie zalecenie rządzących.