Rekordowo wysokie plony i pustki w portfelach. Tak wyglądają tegoroczne żniwa

Z nadwyżki produkcyjnej cieszą się przetwórcy, eksporterzy i konsumenci. Rekordowa obfitość nie jest powodem do radości jedynie dla rolników, którzy nie lubią, gdy owoce ich pracy są zaskakująco duże. To prawie zawsze oznacza, że nadwyżkę produkcji zanotują też konkurenci. Jeśli towaru jest nawet o kilkadziesiąt procent za dużo, sprzedaje się go za półdarmo – po cenie niższej niż koszty jego produkcji.

W najgorszej sytuacji znalazły się małe i średnie gospodarstwa, które dysponują skromnym budżetem. Ceny nawozów, odżywek do roślin, oprysków czy ropy nie maleją.

– Nie pozostaje nic innego, jak tylko się rozpłakać – mówi Adam Dolny, mieszkaniec gminy Zławieś Wielka. – Zainwestowaliśmy w uprawę pszenicy i ziemniaków. Sprzedajemy to prawie za bezcen, żeby mieć z czym pójść do sklepu. Mamy z żoną dwanaście hektarów ziemi. Kiedyś można było nieźle z tego wyżyć, a dziś? Zimą zabraknie na opał. Od wiosny czeka się na żniwa. To powinna być uczciwa zapłata za pracę, a nie wyzysk.

Drożej już nie będzie?

Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego tegoroczne zbiory zbóż szacowane są na 29 do 30 mln ton. Wielu rolników już pozbywa się wszystkich zapasów. Nie chcą czekać do wiosny, bo nikt nie zagwarantuje im, że będzie to opłacalne. Co w sytuacji, gdy ceny będą spadać?

– Od dwudziestu lat funkcjonuję na tym rynku i jeszcze się nie zdarzyło, żeby trafiły się dwa takie same lata pod rząd – mówi Bogumił Zając z gminy Łubianka, zajmujący się skupem i przetwórstwem zbóż. – Zbiory są duże, ale pszenicy konsumpcyjnej jest jak na lekarstwo. Duże firmy już od wielu miesięcy mają podpisane kontrakty z rolnikami na określoną ilość towaru. To zawsze loteria. Raz tracą jedni, innym razem drudzy. Taki rynek.

Rolnictwa nie omija też polityka. Inwestorzy spekulacyjni skrzętnie wykorzystują napiętą sytuację na linii Wschód-Zachód. Odkupują kontrakty i realizują zyski. W tym roku mamy też dużą nadprodukcję rzepaku. Szacuje się, że w skali roku będzie go o milion ton więcej, niż zakłady są w stanie przerobić. Średnia cena za tonę w skali kraju to blisko 1200 złotych, pszenżyta – 465 złotych, jęczmienia konsumpcyjnego – 550 złotych, a owsa – 530 złotych. Cena tony pszenicy, w zależności od regionu, waha się od 500-700 złotych.

– Kukurydza również ma wydać obfite plony – mówi Andrzej Kłopotek, członek Rady Naczelnej PSL i pracownikiem spółki Elewarr. – Ziemniaki tanie, truskawki tanie, zboża tanie, owoców wielu rolnikom nie opłaca się nawet zbierać. To konsekwencja wolnego rynku. Małym i średnim rolnikom ciężko będzie w tym roku liczyć zyski. Pozostaje nadzieja na to, że skoro ceny są niskie, to straty uda się chociaż po części zminimalizować ilością towaru.

Klęska urodzaju – klęska w handlu

Rosja, która dotychczas była dla polskich producentów olbrzymim rynkiem zbytu, zamyka granicę. Nie chodzi jedynie o jabłka, choć w stosunku do nich liczby nie pozostawiają złudzeń – aż 56% ich ogólnego eksportu trafiło w tamtym roku na rynek rosyjski. Zagospodarowanie tych ton przez nasz kraj jest nierealne. Będą one tanieć – jak w tym roku niemal wszystko. Pęczek rzodkiewek kosztował w hurcie od 0,85 zł do 1,30 zł. O blisko 30% tańsze są ogórki. Jedynie ceny pomidorów pozostały zbliżone do zeszłorocznych. Stracili też producenci porzeczek i wiśni. Wielu z nich zostawiło owoce na drzewach, bo koszt zbioru przerastał wartość zebranych owoców.

– Zapowiada się dobry rok dla młynarzy, producentów mrożonek czy dżemów – dodaje Andrzej Kłopotek. – Dlaczego to nie przekłada się na tańszą żywność? Ceny powinny być w takich przypadkach elastyczne. Jeśli surowiec drożeje, podnosi się wartość żywności. Gdy maleje, nie działa to w tę samą stronę, a co mają powiedzieć hodowcy drobiu i świń? Czy to powiat toruński, bydgoski czy płocki – prawie wszyscy rolnicy w tym roku tracą w porównaniu z ubiegłym.

Los, który wszystkim rozdaje sprawiedliwie, nie okazuje się wcale łaskawy. Rolnicy jak zawsze przełkną gorycz upokorzenia i wiosną znów wyruszą na pola, by siać i sadzić, a potem z niecierpliwością czekać na owoce swojej pracy. Czy znów będzie tak, że napracują się najwięcej, a dostaną najmniej? Oby Matka Natura nie rozdała znów wszystkim po równo.