Robert „Sauron” Majewski: Trzymałem w rękach zakrwawiony kask

O relacjach między samochodziarzami a motocyklistami, jeździe popolicyjnym jednośladem, zamiłowaniu do zabytków oraz święceniu pokarmów wielkanocnych z pompą – z wieloletnim szefem toruńskiego sztabu WOŚP, współorganizatorem Motoserca w grodzie Kopernika i członkiem wspierającym OSP w Papowie Toruńskim, Robertem „Sauronem” Majewskim, rozmawia Marcin Tokarz.


Zaczął się sezon motocyklowy, co niestety wiąże się często z przykrymi zdarzeniami na drodze…

Tak, kwiecień, maj, czerwiec to miesiące, kiedy kierowcy samochodów wciąż oswajają się z obecnością motocyklistów na drogach, zapominają zerkać dwa razy w lusterka. Choć wina nie leży tylko po ich stronie… Zwróć uwagę, że na końcu sezonu wypadków jest mniej, bo motocykliści już się rozjeździli, przestają skręcać kwadratowo, nabrali wprawy. Problem tkwi w sezonowym korzystaniu z jednośladów, choć nie da się ukryć, że istotny jest też czynnik szacunku wobec wszystkich użytkowników ruchu drogowego. W Polsce mamy z tym kłopot…

Czy nie przypomina to przypadkiem walki Don Kichota z wiatrakami?

Ja wierzę, że od momentu upadku komunizmu w Polsce nasza kultura osobista ulega poprawie, szczególnie w większych miastach. W takiej Warszawie kierowcy samochodów rozjeżdżają się na boki, widząc w lusterkach motocyklistę. Oni przecież nic na tym nie tracą. Chciałoby się, żeby taka postawa była bliska całemu społeczeństwu, na peryferiach, czy w takim Toruniu na przykład. Ręce opadają, gdy jakiś samochodziarz, zauważywszy motocyklistę czekającego na światłach, celowo go przyblokuje.

Nie zadałeś sobie nigdy pytania, czy może nie warto się wycofać i pozostać jedynie przy samochodzie?

Praktycznie zawsze, gdy wracamy z żoną z jakiejś wycieczki motocyklowej i naoglądamy się rozmaitych ekscesów drogowych, zastanawiamy się jak zwiększyć w przyszłości swoje bezpieczeństwo. Ja na przykład zrezygnowałem z kombinezonu w ciemnym kolorze. Jeżdżę ubrany na jasno w białym kasku z żółtymi elementami. Był nawet taki moment, że poruszałem się motocyklem popolicyjnym. To przywoływało wielu kierowców do porządku, ale nie chodziło o robienie sobie z nich jaj, tylko stanie się bardziej widocznym. Nie raz zdarzyło mi się pomagać w akcji ratunkowej motocyklisty. Kiedy trzymasz w ręku zakrwawiony kask, rzeczywiście zaczynasz zadawać sobie pytanie, czy warto to kontynuować. Po jednej z takich sytuacji zwalniałem i rozglądałem się aż do przesady przy każdym skrzyżowaniu z moim pierwszeństwem. Po prostu bałem się. Ale z czasem człowiek się rozjeździł i jakoś to przeszło.

Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się znajomość pierwszej pomocy…

Otóż to, dlatego praktycznie na wszystkich wydarzeniach, które obsługuję w związku z nagłośnianiem scenicznym z ramienia Impresariatu „Sauron”, nie może zabraknąć tego elementu. Taki pokaz pierwszej pomocy z zainscenizowanym wypadkiem, dymem i sztucznymi ranami, odbędzie się na najbliższej „Święconce w kasku” w Wielką Sobotę o godzinie 12 w Ośrodku Szkoleniowym Caritas Diecezji Toruńskiej w Przysieku. Tradycyjnie zapraszamy rodziny z dziećmi oraz wszystkich przedstawicieli służb mundurowych i sportowców z ich kaskami przerobionymi na święconki z pokarmami. Jury wybierze piętnaście najpiękniej udekorowanych i wręczy nagrody „zajączkowe” . Do wygrania będą bony na romantyczną kolację dla dwojga, karnety na basen, siłownię, vouchery na zakupy w sklepie motoryzacyjnym i wiele innych. Oczywiście, mile widziani są wszyscy mali i duzi, którzy cenią sobie składanie życzeń świątecznych w cztery oczy. Na najmłodszych czeka tor wyścigowy dla zdalnie sterowanych samochodów, konkurs na najwspanialszy rysunek wielkanocny czy też malowanie twarzy farbami. Jak zwykle, zbieramy pieniądze na potrzebujących pod skrzydłami Caritasu. Święcenie ogłosi nam wystrzał z armaty. Mamy nadzieję, że pojawią się też zabytkowe pojazdy wojskowe, tak jak było to w zeszłym roku, kiedy w święconce brały udział czołgi z filmu „1920 Bitwa Warszawska”.

No tak, Robert Majewski znany jest z zamiłowania do starej motoryzacji…

Zaszczepili mi to koledzy z klubu motocyklowego. Więcej frajdy sprawia mi dojechanie do celu jakimś zabytkiem, co chlapie olejem, niż zasuwanie nówką, której nic nie dolega. Ja niespecjalnie lubię jeździć z dużą prędkością. Świat się wtedy zamazuje, wiatr przeszkadza. Jest takie fajne hasło nad wejściem do Motocyklowego Klubu Weteran Warszawa – „Jadę 40 dożywam 70”. Bo na tych zabytkach to zawrotnych prędkości nie ma, ale ludzie klaszczą na trasie, trąbią z aprobatą, ty przy okazji toczysz z maszyną nieustanną walkę. W zasadzie więcej siedzisz pod nią niż na niej. Ale pokonujesz trasę…