Rodzice chorych dzieci z Łubianki mają własne stowarzyszenie

Niepełnosprawność, upośledzenie, autyzm, przeszczep… Dla jednych brzmi jak wyrok i to taki, od którego nie ma odwołania. Dla innych to temat tabu. Wstydliwy rumieniec przyłapanej ciekawości. Odwrócony wzrok. Szept, co ma być dyskretny, a wcale nie jest. Często wystarczy jednak tak niewiele, by pomóc sobie i innym. Wiedzą o tym członkowie Stowarzyszenia „Nasze Szczęścia” z Łubianki. Grupa zajmująca się niesieniem pomocy dzieciom niepełnosprawnym, upośledzonym i chorym oraz ich rodzinom powstała w 2011 roku, ale pierwszy impuls pojawił się wcześniej.

– Zaczęliśmy pisać projekty o dofinansowanie do Unii Europejskiej – opowiada Karolina Janiszewska, wiceprezes Stowarzyszenia. – Pracuję w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej i razem z kierownikiem wpadliśmy na taki pomysł. W naszej gminie robiliśmy coś dla dzieci niepełnosprawnych, ale nie dla ich opiekunów, dlatego stwierdziliśmy, że należy się tym zająć.

Pierwsza edycja projektu pojawiła się w 2010 roku, rok później – kolejna. Cotygodniowe spotkania gromadziły 16 rodzin. Wiele z nich poznało się dopiero tutaj. Okazało się, że ze swoimi problemami nie są sami. Tak narodziły się przyjaźnie i propozycja, by wspierać się dalej.

– Stwierdzili, że chcieliby założyć stowarzyszenie, które mogłoby pozyskiwać fundusze na rehabilitację ich dzieci i wzajemną integrację – wspomina Karolina Janiszewska.

Na początku nie było łatwo. Wszystko przez brak doświadczenia. 2011 rok poświecili na organizację pracy, a pełną parą zaczęli działać w roku 2012. I już mogą pochwalić się sukcesami.

Majowy Piknik Motocyklowy ściągnął do Łubianki nie tylko podopiecznych Stowarzyszenia i mieszkańców gminy, ale także ludzi z Torunia i Bydgoszczy. Nie mniejszym zainteresowaniem cieszył się I Bal Charytatywny zorganizowany z okazji andrzejek. Oba pomysły znajdą się w kalendarzu na ten rok. Miejsc na bal w zasadzie już nie ma.

Nie lada osiągnięciem jest też stworzenie w Pigży bezpłatnego ośrodka hipoterapii dla dzieci.

– Pisaliśmy projekt na wykonanie zadania publicznego i udało się pozyskać fundusze z Urzędu Gminy – mówi Karolina Janiszewska. – Zajęcia prowadziliśmy cały poprzedni rok i wznowiliśmy je 1 lutego.

Najpierw trzeba było jednak zabezpieczyć teren, bo po poprzednim stowarzyszeniu prowadzącym w Pigży zajęcia został rozsypujący się płot.

– Nasza pani prezes – Sabina Kardach pozyskała drewno z Lasów Państwowych – wyjaśnia Karolina Janiszewska. – Trzeba je było okorować i zbić. Zajęło nam to chyba 2 miesiące, spotykaliśmy się co sobotę, ale udało się. Wysypaliśmy też nowy piasek, bo koń się zapadał. W tym roku chcemy wyremontować stajnię.

Zapału im więc nie brakuje, ale mają dla kogo się starać. Obecnie Stowarzyszenie skupia 18 rodzin i 3 wolontariuszy. Podopieczni są różni i zmagają się z różnymi problemami. Najmłodszy ma 3 lata, najstarszy – 40. Wszystkie zebrane do tej pory pieniądze czekają na nich na koncie bankowym. Czekają, żeby spełnić marzenie: wysłać całą grupę na turnus rehabilitacyjny.