Rolnicy, leśnicy i gospodarze agroturystyk w regionie rozliczają deszczowy lipiec

Fot. Łukasz Piecyk

Tegoroczny lipiec był jednym z najchłodniejszych i najbardziej deszczowych miesięcy od lat. Sprawdzamy, jaki miał wpływ na rolnictwo, leśnictwo i turystykę w regionie 

Leśnicy się cieszą, rolnicy liczą straty, gospodarze hoteli i gospodarstw agroturystycznych załamują ręce – niż i powietrze znad Atlantyku przyniosły nad Polskę chłód i opady deszczu. Tegoroczny sezon był jednym z najgorszych w ostatniej dekadzie – podkreślają dzierżawcy jezior w regionie, wyczekując wyżu i licząc na ostatnie, ciepłe dni wakacji.

Średnia temperatura lipca wyniosła osiemnaście stopni Celsjusza. Stwierdzenie, że nie odbiegał od normy, byłoby prawdą. Jeżeli jednak przyjrzymy się mu bliżej, wyróżnimy poszczególne etapy miesiąca: pierwsza i druga dekada lipca przyniosły ochłodzenie i temperaturę zdecydowanie poniżej normy. Znacznie cieplej było pod koniec lipca, jednak finalnie miesiąc okazał się jednym z najzimniejszych od 2011 r.

– Mieliśmy tylko cztery dni upalne, czyli takie, w których temperatura osiągała wartość 30 stopni i więcej – tłumaczy Rafał Maszewski, klimatolog, autor serwisu pogodawtoruniu.pl. – Kolejne cztery to dni gorące, kiedy termometr wskazywał 25 stopni Celsjusza. W ubiegłych latach z podobnych dni korzystaliśmy nawet przez pół miesiąca, a warto podkreślić, że lipiec traktowany jest w naszym klimacie jako najcieplejszy okres w roku.
I choć narzekaliśmy na temperatury, największym problemem stały się jednak opady deszczu, które pokrzyżowały plany zarówno wczasowiczom, jak i rolnikom.

Jak podkreśla Rafał Maszewski, opady w Toruniu i okolicach rozłożone były równomiernie, a okresów bezdeszczowych praktycznie nie było.
– W tym roku zbliżyliśmy się do normy, około 80 mm/m2, kiedy w ubiegłym było aż 200 mm/m2 – dodaje klimatolog. – Natomiast wtedy też połowa spadła w dwie doby, teraz mieliśmy równomierny opad, ziemia nie miała więc czasu wyschnąć. Susza się nie zaznaczyła.

Deszcze najbardziej cieszą leśników, którzy skutków jednego z zimniejszych lipców od lat nie odczuli.

– Duża ilość deszczu jest dla nas korzystna – twierdzi nadleśniczy Robert Paciorek z Nadleśnictwa Toruń. – W ostatnich latach lasy były bardzo suche, lipiec obfitował w opady, które pozwoliły drzewom pobrać odpowiednią ilość wody. Nie możemy mówić też o wpływie temperatury na obszary leśne, ponieważ tylko późne przymrozki mogą zahamować rozwój drzew. I choć praca w lasach jest utrudniona, ostatni miesiąc przyniósł nam same plusy.

Mniej zadowoleni z występowania opadów i niskiej temperatury są zaś rolnicy, którzy w pierwszych dniach sierpnia mogli dopiero wyruszyć na pole, by zdążyć zebrać uprawy.

– Największym problemem było położone przez deszcz zboże – mówi Henryk Fałkowski, rolnik, radny gminy Chełmża. – Każda z osób pracujących na polu zastanawiała się, czy już możemy na to pole wyjechać, czy ziemia jest jeszcze zbyt mokra. Fakt, że opady spowodowały duży wzrost upraw, nie przełożył się na zyski. W tym roku mamy od dwudziestu do trzydziestu procent mniej rzepaku niż w latach ubiegłych, zboża otrzymamy mniej więcej tyle samo. Mogło być znacznie lepiej.

Deszczowy lipiec wpłynął na jakość plonów, co za tym idzie – również na ich cenę. Za tonę rzepaku rolnik otrzyma 1550 zł, za pszenicę zaś – 700 zł.
– Z powodu opadów najbardziej ucierpiał rzepak – informuje Natalia Narewska, specjalista ds. ochrony roślin z Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie. – W wielu przypadkach nasiona zaczęły porastać i pękać. Już z nadejściem sierpnia rolnicy mogą liczyć straty. Całościowy obraz tegorocznych problemów będziemy mogli uzyskać po zebraniu danych z całego regionu po zakończonych żniwach. Tegoroczna sytuacja rolników wygląda więc gorzej niż w tym samym czasie w latach ubiegłych.

Pogoda nie oszczędza również owoców. Dojrzewające w chłodnej i deszczowej polskiej aurze w ostatnich dniach lipca narażone zostały na gwałtowny wzrost temperatury, co skutkowało pojawieniem się oparzeń słonecznych m.in. na jabłkach.

Z lipca cieszyć się nie mogą również właściciele gospodarstw agroturystycznych i dzierżawcy terenów nadbrzeżnych, przekształconych w plaże.
– Brak pogody był największym problemem – dodaje Tomasz Gembicki z agroturystyki Grot Mirakowo. – Pod względem frekwencji lipiec był bardzo słabym miesiącem, rzutującym na cały sezon.

Podobną opinię ma Artur Marzec, który od dziesięciu lat dzierżawi teren jeziora Kamionki. Położony niedaleko Torunia akwen już pod koniec czerwca został chwilowo zamknięty przez Powiatowego Inspektora Sanitarnego. Powodem było stwierdzenie zanieczyszczenia mikrobiologicznego. Na szczęście po kilku dniach problem zażegnano i mogliśmy cieszyć się z walorów jednego z najczystszych jezior w okolicy. Długo jednak radość ta nie trwała. Deszczowy lipiec pokrzyżował plany wczasowiczów i mieszkańców regionu.

– Patrząc z perspektywy dzierżawcy terenu, lipiec powinien być miesiącem strategicznym – podkreśla Artur Marzec. – Niestety od dziesięciu lat, kiedy mam ten teren pod swoją opieką, nie było gorszego sezonu. Ciągłe opady deszczu i chłód nie zachęcały do kąpieli.

Obecnie średnia temperatura wody to 23 stopnie Celsjusza. I, porównując z innymi akwenami, jest to dosyć ciepłe jezioro, warunki atmosferyczne wciąż jednak nie sprzyjają relaksowi nad wodą. Temperatura powietrza jest bowiem bardzo podobna do wody. Jak dodaje dzierżawca, lipiec spłatał nam figla.

Temperatury w Polsce w dużej mierze zależą od cyrkulacji atmosferycznej, czyli napływającego powietrza. W tym roku w pogodzie namieszał nam bardzo aktywny Atlantyk, znad którego powietrze przywędrowało do Polski.

– Pierwsza połowa lipca obfitowała w powietrze polarnomorskie, oceaniczne – podsumowuje Rafał Maszewski. – W sierpniu dotychczasowy niż zaczął przeganiać napływający wyż, blokując powietrze znad Atlantyku. W najbliższym czasie, jak już możemy obserwować, czekają nas zmiany – z południa nadciąga coraz cieplejsze powietrze.