Rolnik ze łzami w oczach. Liczymy straty po suszy [raport]

Alicja Popławska z Silna twierdzi, że cała nadzieja na przetrwanie tego roku tkwi w ubiegłorocznych zapasach. (fot. Łukasz Piecyk)

Zapowiadało się całkiem nieźle. Wiosna była obiecująca. Pogoda zweryfikowała jednak rolnicze plany bardzo skutecznie. W tym roku była wyjątkowo bezwzględna. Rolnicy z pewnością o tegorocznych żniwach będą chcieli zapomnieć jak najszybciej. 

Najpierw były susze. Rolnicy modlili się o deszcze. Kiedy je wreszcie wymodlili, okazało się, że przyszły zbyt późno. Straty, głównie w zbożach, sięgają na niektórych obszarach nawet do 70 proc. Mniej stracili ci, którzy ściśle przestrzegali pory siania i oczywiście ci, którzy dysponują lepszymi glebami. Na glebach 5. i 6. klasy zbiory są katastrofalne. 

– Ten rok zaliczyć należy do wyjątkowo złych – mówi Alicja Popławska, rolnik z Silna. – Jeszcze przed samą suszą mieliśmy do czynienia z atakiem chorób. W związku z tym ogół zabiegów agrotechnicznych musiał być w tym roku wyjątkowo szeroki. Najlepiej wyszli na tym ci, którzy używają nie tylko nawozów sztucznych, ale również dużo obornika – wówczas gleba dłużej utrzymuje wilgoć, próchnica ją zatrzymuje. Później nastały upały. Niestety bardzo dotkliwe. Akurat w Silnie były tym bardziej nieznośne, że ominęły nas również późniejsze opady. Nieco lepiej sytuacja przedstawiała się na polach położonych bliżej Wisły, gdzie jest znacznie wilgotniej. Toteż plony z tych pól są przynajmniej średniej jakości. W tym przypadku widać jak na dłoni, że popłacało przestrzeganie pory siania: rolnicy, którzy się temu podporządkowali, mogli liczyć na względnie dobre plony. Jednak generalnie ogół zbiorów jest najsłabszy od lat. 

I nie jest to opinia bynajmniej odosobniona. Tego samego zdania są również inni rolnicy z naszego regionu. 

– Straty w zbożach jarych sięgają średnio powyżej 50 proc. – mówi Piotr Pawlikowski, rolnik z Łążyna, w gminie Zławieś Wielka. – To pogrom. Jakość zbóż porównywalna jest ze słomą. Nie lepiej wygląda sytuacja z kukurydzą. Do niedawna miała 3,5 m wysokości, teraz sięga raptem do pasa. Jej wartość energetyczna jest, praktycznie rzecz biorąc, żadna. Kolby urosły malutkie, mają znacznie mniejszą masę niż standardowo. 

Już po fali upałów było widać, że plony będą słabe. Ale dopiero w czasie żniw rolnicy doświadczyli tego w całej pełni. 

– Widać to, jak się jeździ kombajnem – mówi Sławomir Składanek, rolnik z Czarnowa. – Wystarczy niewielka górka, a wszystko jest popalone przez słońce. Standardowo zbiera się około 6 ton pszenicy z hektara. W tym roku raptem 2 tony. Z rzepakiem jest jeszcze gorzej: normalnie, żeby się opłacało siać, zbiera się ok. 3-4 tony. A w tym roku? 300 kilogramów z hektara. Wobec tego nie wiem, czy będę siał rzepak w przyszłym roku. Raczej wątpię. Jest drogi w uprawie, a poza tym lubi dużo oprysków i zabiegów agrotechnicznych. To wszystko kosztuje. 

Same jednak żniwa przebiegły dość sprawnie. 

– Prace szły dobrze – dodaje Piotr Pawlikowski. – Pogoda dopisała i szybko było po robocie. Co ciekawe, tegoroczne zbiory zaczęły się bardzo prędko. Pierwsze kombajny wyjechały na pola już 14 lipca. Potem przyszedł tydzień deszczu. Pszenica, jęczmień i rzepak zostały zebrane najszybciej. 

Rolnicy są zdania, że straty będą bardzo dotkliwe. I to na wielu różnych płaszczyznach. 

– Wiadomo, że dziś rolnik ma piękne maszyny, bo technika poszła znacząco naprzód – wyjaśnia Piotr Pawlikowski. – Ale przeciętny rolnik jest przecież zadłużony. I kiedy przychodzi taki rok jak obecny, to pojawiają się przed nim nierozwiązywalne problemy. Robimy kalkulacje i każdy z nas zadaje sobie pytanie, jak poradzić sobie ze zobowiązaniami? Teraz będzie deficyt i to niemały. Być może rozwiązaniem byłoby umorzenie podatku rolnego przez wójta. Ale czy to się uda? Wszystko są to kwestie, które spędzają rolnikom sen z powiek. 

Jakoś jednak trzeba będzie sobie poradzić. Doraźnym rozwiązaniem są zapasy ubiegłoroczne. 

– Zbiory są mniejsze, mniej jest słomy, będzie jej brakowało dla zwierząt – dodaje Alicja Popławska. – Ziarno jest cienkie, ma znacznie mniejszą wartość odżywczą. Więcej jest łuski, mniej białka. Przezorni mają jednak zapasy z zeszłego roku. Myślę, że jakoś damy sobie radę. Cena zbóż w tym roku będzie bardzo istotna. I to jest cały „urok” rolnictwa: zbiory co najmniej o połowę mniejsze, a nakłady pracy i środków takie same. Kombajn przygotować na wiosnę trzeba zawsze tak samo. 

Wygląda na to, że tegoroczne dożynki nie będą imprezą zbyt wesołą.  

– Nie należę raczej do pesymistów i staram się wszędzie widzieć pozytywne strony – przyznaje Piotr Pawlikowski. – Jednak rok jest naprawdę ciężki. Zdarzało mi się widzieć rolników patrzących na swoje pola ze łzami w oczach. Raz po raz w rozmowach z nimi przewija się problem przetrwania. Czeka nas deficyt pokarmowy dla zwierząt. Ci, którzy mają bydło, mówią, że do grudnia może dotrwają. Potem zmuszeni będą kupować. Jakoś ten rok trzeba będzie przetrzymać. Można jednak na razie zapomnieć o nowych inwestycjach.