Roman Karkosik: Przez 18 lat byłem Krzysztofem

Z Romanem Karkosikiem, nie o biznesie, nie o giełdzie, ani o polityce. Za to o ogrodniku angielskiej królowej, psie Sabie i ulubionej książce, rozmawia Maria Lewandowska.Tajemnicą poliszynela jest fakt, że Pana pasją jest ogród. Kiedy zaczął powstawać ten wokół Pana domu w Kikole? 
Postanowiłem zająć się nim 17 lat temu, gdy wprowadzałem się do tego pałacyku. Budynek i niektóre, najstarsze drzewa, widział jeszcze Fryderyk Chopin. Do dziś słyszę czasem jak gra gdzieś tu, w nocy… (śmiech). Zachowały się dokumenty świadczące o wieku tego miejsca. Pierwsze zapiski pochodzą z 1236 roku. W 1395 r. mistrz krzyżacki, Urlich von Jungingen, kupił pałac od Polaka. Dobrze, że przegrał pod Grunwaldem, bo gdzie ja bym się podział? (śmiech).

Gdyby nie Pan byłaby to już pewnie ruina…
Trafiłem po prostu na dobrego projektanta, Johna Brookes’a, który stworzył ogród między innymi dla Elżbiety II. Czasem żartuję, że mamy wspólnego ogrodnika z królową angielską. John podróżuje po całym świecie. W Anglii tworzy ogrody japońskie, w Japonii- angielskie. Był bardzo zdziwiony, że dzwoni do niego ktoś z Polski. Od 15 lat przyjeżdża tu przynajmniej raz do roku i dogląda, jak roślinki się mają.

Decyzje dotyczące ogrodu podejmuje Pan czy John?
Konsultuje je ze mną. Ale mu ufam. Gdy pojawiają się jakieś wątpliwości, pytam go: A u siebie co byś zrobił?. I jeśli powie „wyciąłbym”, mówię: wycinać.

Ale John bywa tutaj rzadko. Kto więc opiekuje się roślinami na co dzień?
Zajmuje się nimi 10 osób. Brakuje mi jednak kogoś z talentem. Kogoś, kto zająłby się ogrodem z pasją, jak John, a mógłby być tu codziennie. Szukam ogrodnika darzącego rośliny miłością.

A Panu zdarza się coś posadzić?
Jeśli dostanę jakąś roślinę w prezencie, to się zdarza. Dół mi wykopią ogrodnicy, ja przyjdę, posadzę, a oni zakopią (śmiech). Symbolicznie.

Słyszałam, że potrafi Pan sprowadzić do Polski nawet drzewo.
Można sprowadzić drzewo trzydziestoletnie. Jest wtedy specjalnie uprawiane i przesadzane co pięć lat. Czasem spotyka się jednak pewne utrudnienia. Kiedyś nie wolno było przewieźć ziemi z zachodu do Polski. Taki przepis. Każda roślinka musiała być otrzepana.

Wykorzystuje Pan ogród jako miejsce do rozmów biznesowych lub spotkań towarzyskich?
Bardzo rzadko. Ja z natury jestem samotnikiem, nie znoszę imprez. Najlepszy kontakt mam z młodzieżą. Młodzi są sympatyczni, pełni energii i zapału do pracy. Rwą się do przodu, żeby coś zbudować, stworzyć. Starszym już się nie chce. Do pracy zatrudniam więc głównie tych młodych. Ale szukam pracowitych i przede wszystkim inteligentnych. Bo mamy w Polsce wielu uczonych, a niewielu mądrych…

Skoro ogród nie jest miejscem spotkań towarzyskich, to może być oazą spokoju, w której można przeczytać ulubioną książkę. Ma Pan taką?
Często wracam do książki mojego ulubieńca, Józefa Marii Bocheńskiego „Mądrości tego świata”. To zbiór zasad określających w jaki sposób powinnyśmy żyć. „Bóg stworzył świat dla Ciebie więc z niego korzystaj i nie krzywdź innych”. Więc się do tego stosuję.

Przez cały czas towarzyszy nam pies labrador. Długo jest z Panem?
Saba ma 6 lat. Laabadory to najwierniejsze i najbardziej poczciwe psy. Ale jeśli w domu pojawiłby się złodziej to, niestety, zamiast go pogonić, pomoże mu wynosić rzeczy (śmiech).

Moją uwagę przykuła również rejestracja Pana samochodu. RKK?
Roman Krzysztof Karkosik. Do 18 roku życia byłem przekonany, że mam na imię Krzysiek. Zostałem ochrzczony jako Krzysztof. Ale gdy odebrałem dowód osobisty widniało na nim imię Roman. Matka była równie zdziwiona jak ja. Jednak ojciec przypomniał sobie, że ma znajomą w urzędzie. Kiedy już zostałem ochrzczony, spodobało mu się imię Roman. I poprosił ją, by dopisała je w dokumencie przed imieniem Krzysztof…

A nie żal Panu tego Krzysztofa?
Oficjalnie musi być Roman. Ale trochę żal…

***

Roman Karkosik w pigułce
Pochodzi z Czernikowa, obecnie mieszka w pałacyku w pobliskim Kikole. Jest technikiem mechanikiem o specjalności budowa maszyn i urządzeń przemysłu cukrowniczego. Wg. Wikipedii od końca lat 70. miał prowadzić w Czernikowie bar, później zaś fabrykę napojów. W 1989r. rozpoczął produkcję przewodów i kabli. Od 1993, razem z żoną Grażyną inwestuje na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. W sierpniu 2005 był większościowym akcjonariuszem spółki Boryszew, kontrolował także giełdowe spółki Impexmetal, Skotan, Alchemia i Hutmen. W rankingu miesięcznika Forbes (z 2008 roku) zajął 1014 miejsce z majątkiem wycenionym na 1,1 mld dolarów. Z kolei na liście „100 Najbogatszych Polaków” tygodnika „Wprost”, z majątkiem wycenianym na 3,6 mld zł, w 2006 zajął 2. miejsce (za Janem Kulczykiem) i 46. na liście 100 najbogatszych Europy Środkowej i Wschodniej.