„Skaza” – kryminał z Chełmżą w tle. Rozmawiamy z Robertem Małeckim

Fot. Łukasz Piecyk

„Chełmża ma swój klimat. Niewielkie miasteczko położone nad jeziorem spełnia wszystkie warunki, by osadzić w jego murach kryminał” – mówi pisarz Robert Małecki, autor „Skazy”, książki, która będzie miała premierę 5 września.

„Są ciała, nie ma zbrodni”. Idealny początek dla antykryminału, nie sądzisz?

Faktycznie akcja powieści zaczyna się od odnalezienia ciał osób, które zmarły – jak to określa policja – bez udziału osób trzecich. A skoro nie ma zbrodni, to nie może być oficjalnego śledztwa. Tak zaczyna się „Skaza”, która dla mnie osobiście jest próbą odnalezienia nowego sposobu pisania. Moje wcześniejsze, „toruńskie” książki z dziennikarzem Markiem Benerem były zupełnie inne, z szybką akcją, bójkami, pościgami. „Skaza” otwiera nowy cykl kryminalny. Mroczny, niespieszny, nieco melancholijny. Marzyłem o napisaniu takiej właśnie powieści.

Nie chodzi więc tylko o to, kto zabił?

Dziś pytanie o to, kto jest mordercą, to trochę za mało, by zaciekawić czytelnika. Oczywiście, zagadka kryminalna powinna zaskakiwać, nieść świeżość, byś mógł się zaangażować w opowiadaną historię emocjonalnie. Ale prawda jest taka, że pod tą warstwą kryminału kryje się jakaś prawda o nas samych, o kondycji człowieka. W „Skazie” podejmuję problem samotności bohaterów i braku wartości we współczesnym świecie.

Niewielkie miasteczko, jakim jest Chełmża, to lepsze tło literackiej zbrodni niż miasto?

W małym mieście mamy małe tajemnice i małe grzeszki, a czasami grzechy. A jeśli w tym grzechu udział ma kilka osób, to pojawia się zmowa milczenia. Tu każdy każdego zna, zarówno jego jasne, jak i ciemne strony. To idealny pretekst do opowiadania kryminalnych historii. Poza tym nie sposób nie wykorzystać położenia Chełmży, bliskości starówki z pięknym jeziorem.

Ile czasu spędziłeś w Chełmży przed napisaniem „Skazy”?

Dobrej książki nikt nie napisze zza biurka. Jeżeli osadzasz fabułę w konkretnym miejscu, musisz je poznać. I ze mną też tak było. Zacznę od tego, że przed laty, jako dziennikarz, zajmowałem się sprawami Chełmży i problemami jej mieszkańców. Niedawno obejrzałem „Belfra”, który częściowo był kręcony w Chełmży i wtedy sobie o niej przypomniałem. Musiałem oczywiście przygotować się do napisania powieści, więc najpierw przeczytałem sporo tekstów o Chełmży, w tym książkę byłego rzecznika toruńskiej policji o historii tamtejszego komisariatu na przestrzeni wielu dziesięcioleci. Następnie, chcąc zapoznać się z sytuacją obecną, udałem się na rozmowę z komendantem Komisariatu Policji w Chełmży. Z kolei na pierwszy plenerowy research wybrałem się zimą tego roku. Latem przygotowałem zaś materiał już pod drugi tom cyklu. Poznałem życie mieszkańców z zupełnie innej strony.

Poprzez książkę będziemy mogli poznać Chełmżę bliżej?

W powieści czytelnik doszuka się miejsc prawdziwych, oddanych w skali 1:1. Nie chcę zdradzać, które to miejsca, niech to pozostanie dla czytelników niespodzianką. Czasami jednak, z różnych względów, tworzyłem nowe obiekty na mapie Chełmży. Takim przykładem może być chociażby Pub Śliwka.

Książka jednak nie może być całkowicie pozbawiona prawdy.

Oczywiście, ponieważ nikt wówczas w taką historię nie uwierzy. Obowiązkiem pisarza jest znać miejsca, o których pisze. Ale jeśli pisze kryminał, to nie sposób być ignorantem w dziedzinie technik policyjnych, ujawniania i zabezpieczania śladów na miejscu zdarzenia, czy też w zakresie prawideł przeprowadzania oględzin zwłok i sekcji sądowo-lekarskiej.

Obowiązkiem jest także zetknięcie się ze śmiercią?

Jeżeli pytasz o to, czy trzeba uczestniczyć w sekcji, to odpowiadam, że nie trzeba. Ale widziałem kilka filmów z przebiegu poszczególnych etapów otwarcia zwłok. Były to materiały dopuszczone przez prokuratora do celów szkoleniowych. Pamiętajmy jednak o tym, że powieściowy trup jest tylko pretekstem do opowiadania interesujących historii o żywych.

Tkwi w tobie, jako twórcy, brud, zło i czerń kreowanych postaci?

Nie sądzę, przynajmniej nikt mnie w tej kwestii jeszcze nie zdiagnozował (śmiech). Ale warto dodać, że praca pisarza to chałupnicza, samotnicza i smutna robota, niepodobna do tej, która często przedstawiana jest w filmach. Przychodzimy z pracy, wypełniamy domowe obowiązki, a gdy marzymy już tylko o śnie, odpalamy laptopa i piszemy kilka kolejnych scen. Gonią nas terminy, a powieści nie tworzy się w tydzień. „Skaza” zajęła mi cztery miesiące – szesnaście tygodni codziennego pisania. Mam początek i koniec historii. Pozostaje wypełnić środek. I to najtrudniejszy element. Zdarzało się, że z bezsilności wyrywałem sobie z głowy włosy. Ale i tak kocham tę robotę!

Książka „Skaza” w największych polskich księgarniach pojawi się już 5 września. Spotkania autorskie z Robertem Małeckim zaplanowane zostały 13 września o godz. 17.30 w Empiku na toruńskiej Starówce, 29 września o godz. 16.00 w Książnicy Kopernikańskiej, a także 18 października o godz. 17.00 w Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Chełmży.