Śmierć była w kapturze [wywiad z Markiem Kamińskim]

Fot. Łukasz Piecyk

Jako pierwszy człowiek na Ziemi zdobył w ciągu jednego roku oba bieguny. Następnie powtórzył ten wyczyn wespół z niepełnosprawnym nastolatkiem, Janem Melą. O strachu, śmierci i przesuwaniu własnych barier z polarnikiem i podróżnikiem Markiem Kamińskim rozmawia Robert Kamiński

Jakiego koloru oczy ma śmierć?
Widziałem jej postać, ale twarz miała skrytą kapturem. Nie mogłem dostrzec jej oczu.

Samotność na biegunie. Zamieć. Nikt pana nie widzi. I powiedzmy (niech bogowie nieśmiertelni uchronią), że coś by się panu przydarzyło. Czy pańska śmierć miałaby sens?
Każda śmierć ma sens, więc i moja by miała. Sens tkwi we wszystkim na tym świecie, nawet jeśli jest dla nas niedostrzegalny.

Ale jaki? Pytam o to, jaki na przykład sens miała śmierć Jerzego Kukuczki na Lhotse?
Myślę, że nie chodzi o to, czy mamy publikę. Idzie o coś znacznie większego. O sens tego, co robimy. Jaki sens miała jego śmierć? Nie wiem. Zginął tak, jak żył. Mam jednak wrażenie, że jego śmierć w szczelinie Lhotse miała większy sens, niż gdyby zginął na przykład w wypadku samochodowym.

Boi się pan śmierci?
Boję się. Nie chciałbym umrzeć.

Kiedy pustka jest najbardziej pełna?
Kiedy schodzimy w ciemną noc duszy.

I zszedł pan tam?
Nie wiem, czy w pełni, ale chyba rozumiem, o co w tym chodzi. Na polarnym bezkresie jest pusto, ale tylko na zewnątrz. To dobre miejsce, by odnaleźć siebie.

Najlepsze?
Nie wiem. To zależy tylko od nas, nie od świata zewnętrznego. To my nadajemy sens naszemu życiu. Mamy możliwość wyboru. Pustka (pusta czy pełna) jest w nas. To nie ma związku z sytuacją. Świat jest jedynie odzwierciedleniem naszych wyborów.

To pan wybrał biegun, czy biegun wybrał pana?
Jedno i drugie. Ja podjąłem decyzję, żeby tam dojść. Ale najpierw to biegun wybrał mnie. Był moim błogosławieństwem i stygmatem.

Profesor Platon mawiał, że są trzy najważniejsze wartości: Prawda, Piękno i Dobro. Czy którąś postawiłby pan ponad inne?
Myślę, że w głębi stanowią jedno i są równie ważne. A jednak są różne. Prawda jest zupełnie inną wartością. O ile Piękno i Dobro mógłbym postawić na jednym poziomie, to Prawdę postawiłbym wyżej. Dlatego, że nie zawsze musi być piękna i dobra.

Przesunął pan swoje ograniczenia do kresu możliwości?
Nie wiem, gdzie mam ten kres. Trochę pewnie przesunąłem.

Lubi pan samotność?
Nie wiem za bardzo, co to takiego. Jeśli samotność będziemy rozumieli jako odcięcie od świata i ludzi, to absolutnie nie lubię. Podział i odcięcie to przecież definicja diabła. A diabła nie lubię najbardziej. Natomiast samotność rozumiana jako cisza i połączenie ze sobą – to lubię. I to bardzo. Poznawanie siebie i tej cząstki Boga, która jest we mnie.

Szczęście to podążanie za marzeniami?
Nie wiem dokładnie, co to jest szczęście. Jakoś mnie to nie zajmuje.

Ale czymś ono dla pana jest?
Miłość jest szczęściem.

A osiąganie celów?
Może być…

Zawahał się pan. Nie chce mi pan chyba powiedzieć, że to czego pan dokonał, nie uszczęśliwiło pana?
Szczerze mówiąc, nie sądzę, by szczęście polegało na osiąganiu celów. Myślę, że byłem szczęśliwy, będąc w drodze, idąc. Ważna była droga, nie sam cel. Jeśli już, to właśnie drogę nazwałbym szczęściem. Szczęście jest chwilą – tu i teraz. Trudno być szczęśliwym przeszłością, której już nie ma… Podobnie trudno być szczęśliwym z powodu przyszłości.

Kiedy wyznacza pan sobie kolejne cele, stara się pan, by były większe od poprzednich? Bardziej wymagające? By granice własnych możliwości znów dały się przesunąć?
Staram się tylko zobaczyć w tym sens. Za każdym razem buduję go na nowo. Muszę w niego wierzyć.

Ma pan poczucie, że dużo z siebie daje pan innym?
Sam dużo dostałem, więc oddawanie tego wydaje mi się naturalne. Staram się to zwracać. Ale dawanie siebie to także przeżywanie siebie. Dając, również bardzo dużo biorę.

Co takiego?
Choćby właśnie sens.

Kiedy szedł pan na biegun z tym chłopcem, miał pan poczucie, że robi pan coś, czego nikt by dla niego nie zrobił?
Miałem wrażenie, że dając, biorę. Że nie tracę czasu. Że to, co robię, jest ważne.

Patrzył na pana jak na bohatera?
Nie zastanawiałem się, jak na mnie patrzy. Skupiałem się na tym, by wszystko było przygotowane jak należy. Byśmy mogli bezpiecznie dotrzeć na biegun.

Czuł się pan za niego odpowiedzialny?
Tak. Na pewno.

Czyli w tym sensie łatwo nie było?
Ano, nie było.

A jego rodzice są panu wdzięczni?
Tak, są. Ale to nie ma znaczenia. To ja jestem wdzięczny, że los mnie wybrał, że mogłem zrobić coś takiego.

Chciałby pan zabrać Jaśka gdzieś jeszcze?
Tak. W Kosmos. Marzymy o tym od dawna.

Mars, Jowisz, Wenus?
Nie mamy konkretnych planów, ani nawet mapy. Wystarczy sam Kosmos.

Mówi pan to całkowicie poważnie. Czyli marzenia tylko wtedy się spełniają, kiedy bierzemy je na serio?
W rzeczy samej.