Sprawa morderstwa w Kończewicach budzi wiele wątpliwości

Marka Ż. znaleziono martwego w jego mieszkaniu. Zarzut zabójstwa usłyszał Mateusz S. Najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności. (fot. Piotr Lampkowski)

Gdy wynosili ciało Marka, Mateusz miał zanosić się płaczem. Dzieliło ich ponad dwadzieścia lat, ale łączyły przyjacielskie więzy. Mimo to toruńska prokuratura oskarża 25-latka o zamordowanie druha. Dowody muszą być zatem żelazne. Co najmniej tak samo autentyczne i niezbite jak przekonanie rodziny podejrzanego i mieszkańców Kończewic o jego niewinności. 

1 lipca o godzinie 8.00 policja otrzymała telefoniczne zawiadomienie o zgonie 51-letniego mieszkańca Kończewic. Wysłani na miejsce zdarzenia śledczy z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej w Toruniu stwierdzili na ciele denata szereg ran kłutych. To one były najprawdopodobniejszą przyczyną zgonu. W trakcie wykonywania rutynowych czynności policjanci zatrzymali podejrzanego. Jak napisano w oficjalnym komunikacie Komendy Miejskiej Policji w Toruniu, „czynności dowiodły, że to on jest sprawcą tego śmiertelnego zdarzenia”.

– Na tym etapie nie możemy ujawniać szczegółów ze względu na dobro śledztwa – mówi Andrzej Kukawski, rzecznik prasowy Prokuratora Okręgowego w Toruniu. – Również nie możemy się wypowiedzieć na temat ewentualnego motywu zabójstwa. Możemy powiedzieć jedynie tyle, że podejrzanym jest Mateusz S., 25-letni mieszkaniec Kończewic. Dodam również, że w trakcie zatrzymania nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego: podejrzany nie stawiał policji oporu i nie podejmował prób ucieczki. W chwili zatrzymania stwierdzono u niego 4 promile alkoholu we krwi.

Próbujemy ustalić, co łączyło podejrzanego z ofiarą.

– Znali się od lat – mówi sąsiad zamordowanego. – Właściwie od zawsze. Zamordowany był przyjacielem ojca Mateusza. Kiedy ojca zabrakło, doglądał go. Wie pan, tak jak się zwykle człowiek troszczy o syna zmarłego przyjaciela. Również i Mateusz bardzo go lubił. Przychodził prawie codziennie. Często wspierał i pomagał. To mu papierosy podrzucił, to wpadał obudzić do pracy. Znał go od łebka. I teraz miałby go zamordować? Po co?

Nikt w Kończewicach nie wierzy w winę tego młodego człowieka.

– To bardzo dobry chłopak – dodaje sąsiadka. – Muchy by nie skrzywdził. Tu się wszyscy znają, każdy to panu powie. Kiedy przyszedł tego dnia do mieszkania i zobaczył zwłoki, zaczął płakać jak dziecko. Potem pobiegł po sąsiada, by ten zawiadomił pogotowie. Policja przesłuchiwała go długo. Później zobaczyliśmy, że wpychają go do radiowozu skutego w kajdanki. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Do tej pory nie rozumiemy, co się właściwie stało. Dla nas to szok.

Próbujemy porozmawiać z matką podejrzanego, ale nie zastajemy jej w domu. Inni członkowie rodziny odmawiają z nami rozmowy. Zgadza się jedna osoba, z zastrzeżeniem, że nie podamy, jaki stopień pokrewieństwa łączy ją z podejrzanym.

– Nawet pan sobie nie wyobraża, co my teraz przeżywamy. To można tak wsadzić niewinnego człowieka? Tak właśnie: niewinnego! Bo to niemożliwe, żeby Mateusz to zrobił. To po prostu niemożliwe. On nigdy nie zrobił nic złego. Nikogo nie skrzywdził. Niech pan zapyta w Kończewicach kogokolwiek. Kozła ofiarnego sobie znaleźli! On nawet nie pije. Czasem piwo, dwa. Wódki nigdy. Miał niby 4 promile? To jakiś żart. Sam tamtemu piwo nosił. Papierosy kupował. Znał go od dziecka. I miałby go teraz zabić? Może mi pan powiedzieć za co? To bez sensu.

Rzeczywiście, motyw morderstwa pozostaje zagadką, a prokuratura zachowuje jak dotąd pełne rezerwy milczenie. Nic nie wiadomo również na temat narzędzia zbrodni, którym zadano ów szereg ran kłutych.

Wydaje się, że siła przekonania mieszkańców Kończewic jest równie niezachwiana, jak dowody prokuratury. Dopóki jednak nie zostaną one ujawnione, skazani jesteśmy jedynie na domysły i czekanie. Na wyrok. A stawka jest poważna. Dożywocie.