Sprawdzamy, jak działa system Źródło w powiecie toruńskim

Gniot, beznadzieja, tragedia – takie określenia padały, gdy pytaliśmy urzędników o Źródło, nowy system do realizacji spraw cywilnych. Ogólnopolska aplikacja, która ruszyła z początkiem marca, sprawia, że pracowników Urzędów Stanu Cywilnego ogarnia szewska pasja. Czy jesteśmy świadkami kolejnej klapy na miarę podliczenia wyników ostatnich wyborów samorządowych?

Źródło docelowo ma zastąpić oprogramowania, z których obecnie korzystają urzędy. Dotychczas każda jednostka dysponowała różnymi aplikacjami, co uniemożliwiało stworzenie jednej bazy dla wszystkich gmin. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych postanowiło to zmienić i za 290 mln złotych wdrożyło nowy system z założenia usprawniający wydawanie dokumentów, np. dowodów osobistych czy aktów zgonu. W zapomnienie mają także odejść wycieczki na drugi koniec Polski po akt urodzenia. Cała ta droga ma zostać skrócona do kilku kliknięć i wymiany dokumentów w sposób cyfrowy.

– Prawda jest taka, że dali nam ten program i zostawili z problemami – żali się Małgorzata Gerus, kierownik USC w gminie Obrowo. – Całe szczęście, że ci u góry pomyśleli nad tym trochę i pozwolili korzystać przez najbliższe pół roku ze starych narzędzi.

Co by się stało, gdyby urzędników skazano na Źródło od razu?

– W niektórych sprawach odprawialibyśmy petentów z kwitkiem – dodaje urzędniczka z Obrowa. – O ile z dowodami wszystko idzie w miarę sprawnie, to wyznaczenie daty ślubu jest czasem niemożliwe.

Urzędnicy z całej Polski przed wdrożeniem aplikacji odbyli maksymalnie dwudniowe szkolenie. W pracy wspiera ich 170-stronicowy podręcznik w formie “krok po kroku” oraz tzw. lokalny administrator systemu, czyli informatyk.

– Wdrożenie tak skomplikowanego systemu może nieść ze sobą początkowo trudności i niedogodności – przyznaje Małgorzata Woźniak rzecznik prasowy MSW. – Większość tak złożonych projektów potrzebuje czasu na ustabilizowanie, a użytkownicy na przyzwyczajenie się do niego.

Ministerstwo zapewnia, że do dyspozycji użytkowników jest 25 telefonicznych konsultantów, a do 10 marca wykonano 778 000 akcji związanych z obsługą obywateli.

Zdaniem Bogumiły Wilczyńskiej, kierowniczki USC w chełmżyńskim magistracie, system jest dobry, ale jego wdrożenie – tragiczne.

– Źródło nie pracuje tak, jak powinno – przyznaje urzędniczka. – Mam wrażenie, że otrzymaliśmy produkt nieprzystosowany w pełni do realiów. Chyba nie wszystkie opcje przeszły testy. System miał pozwalać na wyciąganie dokumentów z różnych miejsc w Polsce. Jeśli ktoś ma dokumenty w Toruniu, to polecam, żeby po nie na razie sam jechał, jeżeli zależy mu na czasie.

W starcie aplikacji nie zawiodła tylko samo oprogramowanie. Wiele do życzenia można mieć także od strony organizacyjnej.

– Na pewno zabrakło komunikacji między MSW a dostawcami dotychczasowych programów – twierdzi Krzysztof Tkaczyk, informatyk gminy Zławieś Wielka. – Efektem są puste bazy czy też liczne błędy w danych obywateli. Widzimy także problemy z wydajnością, ale, jak to mówią, pierwsze koty za płoty.

Pierwszy poważny test dla systemu odbędzie się na początku kwietnia, gdy urzędy będą musiały przygotować raporty ze stanu wyborców przy pomocy nowej aplikacji. Niewykluczone, że tym razem problemy pojawią się nie po wyborach, ale jeszcze miesiąc przed nimi.

Zdjęcie:
Bogumiła Wilczyńska z Urzędu Miasta Chełmży ma spore zastrzeżenia do nowego programu
Łukasz Piecyk