Suszę na polu odczujemy w portfelu [raport]

Według szacunków GUS-u zbiory rzepaku i rzepiku wyniosą 2,2 mln ton, co daje nam 16 proc. mniej niż w 2017 r. (fot. Łukasz Piecyk)

Żniwa trwały niezwykle krótko. I, jak podkreślają rolnicy, były one jednymi z najsmutniejszych w historii. O stratach nikt już nie ma siły mówić. Wiadomo jednak, że problem wczesnych opadów i późniejszej suszy odczują nie tylko gospodarze, lecz także konsumenci.

Plony w województwie kujawsko-pomorskim słabsze są od 30 do nawet 70 proc. Wiele do życzenia pozostawia także jakość ziarna. Jak informuje Główny Urząd Statystyczny, zbiory zbóż podstawowych z mieszankami zbożowymi mają wynieść ok. 24 mln ton, czyli ok. 14 proc. mniej niż w roku ubiegłym.

– Warunki atmosferyczne, z którymi mierzyli się w ostatnim czasie rolnicy, nie mogły przynieść w uprawach nic dobrego – mówi Antoni Szyszka, specjalista ds. rynków rolnych z Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej w Toruniu. – Zboże jest niewykształcone i nie spełnia warunków: kwasowości i konsumpcyjności. Rolnik, który uzyskiwał 8-10 ton zboża, dziś ma szansę zebrać 5. Rzepaku ubyło o 30-40 proc. Jeżeli przed laty gospodarz zebrał 4 tony, w tym roku może cieszyć się z połowy tej liczby.

– Wysokie temperatury powierza występujące w maju i czerwcu oraz niewielkie opady deszczu doprowadziły do nadmiernego przesuszenia wierzchniej warstwy gruntu i szybkiego dojrzewania zbóż, rzepaku oraz rzepiku – czytamy w ocenie GUS-u. – Tym samym ograniczyło to ich potencjał produkcyjny.

Według szacunków GUS-u zbiory rzepaku i rzepiku wyniosą 2,2 mln ton, co daje nam 16 proc. mniej niż w 2017 r.

Choć dużym problemem dla rolników była susza, sen z powiek spędzał gospodarzom także występujący miejscami deszcz. Tak gwałtowne zmiany atmosferyczne doprowadziły m.in. do porastania zbóż.

– Rolnicy, którzy prowadzili żniwa przed lipcowymi opadami deszczu, mieli szansę zebrać plon o względnie dobrej jakości – tłumaczy Adam Piszczek, starszy specjalista ds. produkcji roślinnej z Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie. – Gospodarze rozpoczynający pracę po deszczach jakości tej nie osiągnęli. Na polu pojawiło się wtórne zachwaszczenie i choroby grzybowe, przez co parametry jakościowe ziarna mocno spadły.

Z pola nie zostały zebrane jeszcze burak cukrowy i kukurydza. Susza dała się we znaki zwłaszcza plantatorom tej ostatniej rośliny. Choć zbiory dopiero przed nimi, wiadomo już, że oni także będą liczyć straty. A te są nieodwracalne.

Województwo kujawsko-pomorskie było jednym z najbardziej dotkniętych przez niekorzystne warunki atmosferyczne na początku roku, co spowodowało zniszczenie części upraw ozimych. Szczególnie niekorzystne warunki agrometeorologiczne wystąpiły w drugiej połowie stycznia, gdy przyszły mrozy i temperatura miejscami spadła do minus 25 stopni, a grunty pokrywała niewielka warstwa śniegu.

Obecnie cieszyć się mogą tylko plantatorzy jęczmienia ozimego. Uprawa ta każdego roku zbierana jest z pól jako pierwsza. Zadowoleni są rolnicy z południa województwa. Dla ich upraw opady były łagodniejsze niż dla plonów w jego północnej części. Można zaobserwować, że plonowanie roślin jest zupełnie inne niż na północy regionu.

Na rolników czekają już kolejne zasiewy. Po 15 sierpnia na pole trafić powinien rzepak ozimowy. Szybko zakończone żniwa w tym przypadku mają swój plus. Rolnik miał bowiem więcej czasu na przygotowanie zasiewu.

– Niestety nie pada, jest więc czym się martwić – zaznacza Adam Piszczek. – W systemie tradycyjnym płużnym trzeba wykonać orkę. Robiąc to teraz, możemy przesuszyć glebę i nasiono w niej już nie urośnie. Musimy więc liczyć na deszcz. Jeżeli nie spadnie, będziemy mówić o poważnych problemach ze wschowem.

W obecnej sytuacji rolnicy liczyć będą na pomoc rządu. Pod koniec czerwca minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski zapowiedział, że gospodarze nie zostaną pozostawieni sami sobie.

– Nie pozostawimy rolników bez pomocy – deklarował. – Ci wszyscy, którzy ponieśli straty, nie z własnej przecież winy, tylko ze względu na niesprzyjającą aurę, będą mogli liczyć na pomoc rządu, na pomoc państwa. Sytuacja jest ekstremalna, wymaga też działań nadzwyczajnych i rząd takie będzie podejmować.

Jak deklaracje te wyglądają obecnie?

– Wszystko jest już przygotowane, by móc uruchomić dla rolników pomoc – podkreśla minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. – Rekompensaty nie udzieli im jednak Ministerstwo Rolnictwa, a samorządy, na których terenie uprawiają ziemię. Gminy mają swoje dochody i powinny gospodarzom swoim pomóc. I nie po wyborach, bo takie słowa również słyszałem, a teraz, kiedy straty są szacowane.

Jak podkreśla minister, w Polsce wciąż są gminy, które strat tych nie chciały określać, uważając, że nie muszą tego robić.

– To jest działalność na szkodę rolników – dodaje. – W takim przypadku podjąć się będą mogli tych działań starostowie. W województwie kujawsko-pomorskim do takich sytuacji na szczęście nie doszło.

Rolnicy, którzy oszacują straty na ponad 70 proc., otrzymają dopłatę do hektara w wysokości 1 tys. zł. W przypadku tych sięgających rzędu 30-70 proc. stawka pomocy określona zostanie po zamknięciu wszystkich szacunków. Łącznie na działania te rząd przeznaczy 800 mln zł.

– Jest to suma dwukrotnie wyższa niż ta przyznana przez rząd premier Ewy Kopacz w 2015 r. – podsumowuje minister Ardanowski.