Telefonu od premier Szydło nie było

O powołaniu do Narodowej Rady Rozwoju, zadaniach do wykonania w tej grupie doradzającej prezydentowi RP, skandalicznym sposobie przyznawania zapomóg suszowych i możliwości wejścia do rządu – z Jerzym Zająkałą, wójtem gminy Łubianka, rozmawia Tomasz Więcławski

– Będzie pan jednym z doradców prezydenta RP Andrzeja Dudy. To nobilitacja i spore wyróżnienie.

– Tak, chociaż grono doradców jest szerokie. Stworzymy razem Narodową Radę Rozwoju. Nie jest to etat doradcy, bo takie są bodaj w kancelarii prezydenta dwa. Dodatkowo głowę państwa otacza kilka osób wykonujących tę funkcję społecznie. Jednym z pełnoprawnych osób na takim stanowisku jest prof. Andrzej Zybertowicz z Torunia. My stanowimy grupę konsultacyjno-opiniodawczą. Chociaż nie chcę umniejszać roli tego gremium. Trzy osoby z naszego województwa zostały do NRR powołane. Oprócz mnie są to Piotr Całbecki, marszałek województwa i prof. Aleksander Nalaskowski. Każdy z nas zastanawiał się, jakie oczekiwania ma prezydent, ale po kilku tygodniach funkcjonowania tego ciała wiemy więcej. Prace ruszyły sprawnie, a w sekcjach działamy prężnie nad kolejnymi zagadnieniami.

– Pan będzie zasiadał w sekcji Wieś i rolnictwo.

Dobór związany był z kompetencjami poszczególnych osób. Chociaż, mówiąc nieskromnie, do kilku sekcji mógłbym pasować, ale czasowo nie jestem w stanie tego zrobić.

– Działalność NRR będzie ustrukturyzowana?

– W naszej sekcji jest koordynator. Funkcję tę zajmuje Barbara Fedyszak-Radziejowska. To struktura konkretna, jednak bez szczegółowych wytycznych odnośnie częstotliwości spotkania się. Widzę natomiast, że poszczególne działy zabrały się ochoczo do pracy. Na początek, przy okazji wręczenia nominacji, odbyła się debata, która wieńczy pewien okres prac w danej dziedzinie, dotycząca bezpieczeństwa zdrowotnego. Teraz planowane jest kolejne spotkanie. Liczymy, że teraz pochylimy się nad problemami rolnictwa i rozwoju wsi. Dlatego zabraliśmy się czym prędzej do pracy. Już raz spotkaliśmy się nawet w ramach sekcji.

– Debatują Państwo w Warszawie?

– Tak. W Pałacu Prezydenckim. Tam mamy sprzyjające warunki do takich spotkań. Sekretarzem NRR jest sekretarz stanu minister Maciej Łopiński, który pomaga w organizacji pracy na miejscu. Każdy z nas może już także korzystać ze skrzynek e-mailowych utworzonych na prezydenckiej domenie. Działa też biuro ds. NRR.

– Od paru miesięcy mówiło się o tym tworze, ale chyba zaskoczeniem jest, że zaczął on działać tak szybko?

– Nie jest to podmiot zupełnie nowy. Pierwszą NRR utworzył prezydent Lech Kaczyński. Miała ona jednak krótki byt, bo odbyły się dwie debaty. Przygotowywana była trzecia, w sprawie zdrowia, ale prace przerwała katastrofa smoleńska. To gremium ma uspołeczniać proces podejmowania decyzji politycznych – w sensie profesjonalnych. Nie chodzi o to, żebyśmy doradzali prezydentowi w codziennym działaniu. Oczekuje się od nas pewnego wizjonerstwa i pogłębionych analiz, wariantów rozwiązania poszczególnych problemów. Mamy działać strategicznie. Jestem zbudowany, że znalazłem się w tak zaszczytnym gronie.

– Rozwieje Pan moje wątpliwości. W mediach jakiś czas temu pojawił się Pan jako członek gabinetu cieni Prawa i Sprawiedliwości pod przewodnictwem Piotra Glińskiego. To plotka czy prawda?

– Prawda, chociaż do ministerstwa się nie wybieram (śmiech). To był okres proponowanego rządu technicznego prof. Glińskiego. Poproszono mnie wtedy o przyjęcie postawy eksperckiej w dziedzinie rolnictwa i rozwoju wsi. To był projekt, o czym wszyscy wiedzieliśmy, teoretyczny. Prawo i Sprawiedliwość chciało takim działaniem wykazać przygotowania do rządzenia.

– Teraz telefonu od Beaty Szydło nie było?

– Nie było. Ale jestem przekonany, że są osoby bardziej kompetentne w tej dziedzinie.

– Przemawia przez Pana skromność.

– W żadnej mierze. W tej kwestii nie mam wątpliwości. Tu trzeba ludzi o większym doświadczeniu. Jak takich nie ma lub nie pasują do danej koncepcji, to bierze się tych z mniejszym. I pewnie byśmy sobie z tym jakoś poradzili, ale telefonu nie było (śmiech) i go nie przewiduję. Czuję się spełniony, doradzając prezydentowi.

– Są kwestie dla Pana szczególne ważne, które chce Pan poruszyć w ramach NRR?

– Naturalnie. Zacznę od strategicznych. Podstawową kwestią jest pozycja obszarów wiejskich w strategiach rozwojowych. Widzę moją pracę tam jako możliwość zaprezentowania swoich doświadczeń. Trzeba zburzyć podejście dyfuzyjno-polaryzacyjne, które zakłada skupienie na miastach, których dobrobyt ma pączkować na zewnątrz. Zawsze byłem przeciwnikiem takiego podejścia. Ubolewam, że na obszarze UE też dość mocno taki pogląd (sprzeczny z moim myśleniem) był forsowany. To temat bardzo szeroki i wielowątkowy.

– A sprawy obecne?

– Jest jedna kardynalna, a mianowicie zbójecki sposób pomocy udzielonej przez rząd rolnikom, którzy ponieśli straty w wyniku suszy. To wymaga przynajmniej rozliczenia, jeżeli nie uzupełnienia działań. Na tym polu też zamierzam działać. Już zacząłem rozmowy w naszej sekcji. Nie można takiego problemu rozwiązywać po „partyjniacku” i przekazywać nieoficjalnych informacji o sposobie podejścia do tego problemu przez samorząd, przypomnijmy, sprzecznymi z oficjalnymi wytycznymi. Tego nie wolno zostawić.

– Zakończmy ciekawostką. Gmina Łubianka jest chyba najliczniej reprezentowanym samorządem wiejskim w Narodowej Radzie Rozwoju.

– (śmiech) Wójt tej gminy zasiada w tym gremium, a druga osoba – Piotr Całbecki – w niej mieszka. To swoisty rekord. Na pewno w przeliczeniu na jednego mieszkańca.