Toi Luzja: Ruch Hare Kryszna to część naszego życia

Świat zmierza w niewłaściwym kierunku. Aby nie budzić niepokoju wśród swoich obywateli, ubrał się w fałszywą iluzję. To myśl przewodnia zespołu Toi Luzja, którego frontman mieszka w Chełmży. Różowe okulary zbili już dawno. Jednak wciąż czuli potrzebę przedstawienia swojego zdania. Głośnym krzykiem i ostrym brzmieniem zadają kłam ułudzie rzeczywistości. Zagrali raptem sześć koncertów. Zespół powstał bardzo spontanicznie. Nie planowali niczego wielkiego. Marcin „Arjuna” Murawski dostał telefon. Nogi się pod nim ugięły. Chwilę potem zadzwonił do dwóch kumpli z kapeli: grającego na gitarze basowej Miłosza „Marut Suty” Cichockiego i siedzącego za perkusją Marcina Trolla Treichela.

– Zaprosili nas na Woodstock! Mamy grać na Woodstocku – dacie wiarę?! – krzyczał podekscytowany do słuchawki. To był rok 2011. Toi Luzja ledwo zaczęła muzyczną podróż, a już miała zaprezentować swoją oryginalną twórczość przed wielotysięczną publicznością w Pokojowej Wiosce Kryszny.

Trzydziestopięciolatek na co dzień prowadzi ośrodek szkoleniowy kierowców w Chełmży. Jednak gdy tylko znajdzie się czas, przywdziewa strój buntownika i ostrzy punkowe pazury. Podobnie reszta składu. Każdy z nich ma „normalną pracę”, żonę i swój dom. Ale w głębi duszy nie są z tych ludzi, którzy potrafią trzymać gębę na kłódkę tak, jak chciałoby tego społeczeństwo marionetek. Proste riffy i growl – agresywny śpiew – przyspieszający eksploatację mikrofonu. Ton głosu wokalisty przywodzi na myśl czarną mszę, ale treść przekazu to wiadomość szlachetna jak serce powstańca warszawskiego.

Człowiek, który przy pomocy licznych decybeli porusza tematy niewygodne dla innych. W dość drastyczny sposób pokazuje, jak on – wegetarianin – widzi proces przetwórstwa i konsumpcji mięsa. Ma to swój cel, a nawet źródło.

– Ludzie zarzucali nam czasem, że krzyczymy na nich ze sceny – śmieje się Marcin Murawski, frontman, wokalista i gitarzysta Toi Luzji. Prywatnie jest przyjaznym i pogodnym facetem. Poda pomocną dłoń, uśmiechnie się i wskaże drogę, klepiąc po ramieniu. W muzyce wyładowuje frustracje, obnaża buntowniczą naturę i swoje niezadowolenie.

Obecność zespołu na scenie Pokojowej Wioski Kryszny nie była przypadkowa. Oprócz wokalisty Marcina Murawskiego z ruchem Hare Kryszna utożsamia się basista Miłosz Cichocki. Treści zapisane w Wedach, czyli starożytnych pismach indyjskich poświęconych ścieżce duchowej są niejako ich inspiracją.

– Ruch Hare Kryszna to część naszego życia. Identyfikujemy się z nim na co dzień. Siłą rzeczy treść tej kultury przenika do naszej twórczości – przekonuje Arjuna, lider formacji.

Muzycy Toi Luzji mówią o sobie, że są radykalni. Ma to ścisły związek z obraną przez nich ścieżką. Życie w zgodzie z samym sobą, a także z otaczającymi ludźmi to podstawowe prawo, jakim kieruje się Marcin. Brak zdrowych relacji w społeczeństwie w odczuciu mieszkańca Chełmży wymaga kubła zimnej wody. Granie metalu czy punka to ich pomysł na porażenie odbiorców.

Specyficzny światopogląd, przynależność do ruchu Hare Kryszna i mocny przekaz to ich sposób na zdobycie przepustki na woodstockową scenę. Nawet nie śnili o takiej szansie.

– Ta informacja dodała nam skrzydeł, ale Woodstock to nie byle jaka impreza. Przed koncertem mieliśmy straszną spinę. To miała być przygoda naszego życia. Stwierdziliśmy, że jak szaleć to na całego. Wynajęliśmy na sześć dni busa, który pomieścił dziewięć osób i cały sprzęt grający. Gdy wjechaliśmy na backstage, wyglądało to dość zabawnie. Inni muzycy przybyli do Kostrzyna osobówkami z gitarami na dachu. Grać na Woodstocku to coś wspaniałego. Ten las rąk to piękny widok – opisuje swój najlepszy koncert, choć jeden z pierwszych.

Przynależność do Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny traktuje poważnie. Od kilkunastu lat identyfikuje się z indyjską filozofią egzystencji. Praktyka ruchu Hare Kryszna zakłada zasady żywieniowe, których Arjuna i Marut Suta ściśle przestrzegają.

– Nie jemy mięsa, także z ryb oraz jajek. To pozwala rozwinąć cechy współczucia. Nie toksykujemy się, czyli nie zażywamy żadnych środków odurzających i nie uprawiamy nielegalnego seksu. Jednak najważniejszym jest przeżywać Boga we wszystkim, co jest. Ludzie traktują ruch świadomości Kryszny jako coś innego, a w zasadzie tu nie ma nic nienormalnego. Nikt nie stoi nad nami z biczem. Proces duchowy jest indywidualną rzeczą – frontman Toi Luzji szczegółowo opisuje filar swej wiary – Na pierwszy rzut oka wydaje się to być zupełnie inną przestrzenią, niż ta przedstawiana na koncertach. Przy drugim wszystko staje się jasne.

Dla Marcina Murawskiego – chłopaka z prowincji – wyjazd do Indii to kolejne po Woodstocku wielkie marzenie, które od dawna chciał spełnić. To kraina gdzie narodziła się wiedza przeżywana przez niego codziennie. 19 marca 2013 roku spakował plecak i ruszył w miejsce swego kultu, w którym ludzie rodzą się i umierają na ulicy.

[fbcomments]