Uśmiech wielkiej szczeżui

Jego przyrodnicze sanktuarium od lat doceniają i rozsławiają w kraju przyrodnicy oraz nauczyciele biologii, tępią zaś sąsiedzi i urzędnicy podpierający się nieżyciowymi przepisami. Ostatnie niesamowite znalezisko wydaje się wróżyć jednak lepsze czasy…
Do gospodarstwa Ireneusza Jędrzejewskiego z Zębowa w gminie Obrowo od lat przyjeżdżają naukowcy i pasjonaci dzikiej przyrody. Wszyscy, którzy znają to miejsce przyznają zgodnie – takiego bogactwa biologicznego w jednym miejscu wcześniej nie widzieli. Wszystko za sprawą od lat prowadzonych przez gospodarza prac melioracyjnych ratujących zasychające jezioro. Na 50 hektarach nieużytków powstało przyrodnicze sanktuarium, o którym powstają opracowania naukowe.

Bobry, piżmaki, żurawie, wydry, gronostaje, łasice, łabędzie, jenoty, borsuki, tysiące gęsi, zatrzęsienie ryb… Ostoja, którą dawno należało objąć ochroną, od lat niszczeje za sprawą zawiści sąsiadów, którzy pozbawili rolnika pozwolenia wodno-prawnego. Bez piętrzenia przepływającej przez jego teren Strudze Ciechocińskiej, nie mógł uzupełniać wody w odnawianym jeziorze, które zasycha. Nie najlepiej też jest w jego stawach rybnych. I właśnie w jednym z nich rolnik znalazł niedawno niezwykłe zwierzę.

– Akurat ten staw był opróżniony z wody i wapnowany. Na dnie leżało to – pokazuje okaz z lekką uchyloną skorupą. – Zaraz przypomniały mi się opowieści dziadka, który zapewniał, że przed wojną były u nas małże wielkości patelni.

Małż został dokładnie zmierzony i zważony. Długość 28 centymetrów, waga kilogram i 120 gramów. Ichtiolodzy i biolodzy, którzy widzieli zdjęcia tego okazu, są podzieleni w opiniach. Wiadomo, że jest to szczeżuja. Ale szczeżuja wielka, największy polski gatunek waży blisko dziesięć razy mniej! Są w literaturze opisy świadczące o tym, że na początku XX wielu znajdowano w Polsce okazy o długości 26 centymetrów. Ten jest jednak jeszcze większy… Są też naukowcy, którzy twierdzą, że rolnik znalazł szczeżuję chińską – gatunek introdukowany (sztucznie wprowadzony na dane środowisko, przyp. red.) pojawiający się od niedawna w polskich wodach.

– Jestem przekonany, że to szczeżuja chińska – twierdzi Michał Mięsikowski, zoolog interesujący się m. in. mięczakami. – Wybieram się do Zębowa zbadać ten okaz.

Świat nauki przymierza się do poważnych badań znalezionego okazu, a żona rolnika już obawia się, czy znalezisko nie przysporzy rodzinie kolejnych problemów.

– Może zataić znalezienie tego zwierzaka? Jeszcze czegoś znowu nam zakażą, nałożą jakieś nowe zobowiązania…

Innego zdania jest dr Katarzyna Kubiak-Wójcicka, hydrolog, zajmująca się badaniem tego wyjątkowego miejsca.

– Robimy w gronie naukowców znających Zębowo wszystko, by doprowadzić do ustanowienia tam ochrony. Piszemy pisma w tej sprawie do urzędów.

Pierwsze dobre sygnały już się pojawiły. Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych niespodziewanie nakazał uruchomić czasowo zastawkę na Strudze Ciechocińskiej. Gdyby była w niej woda, jezioro zaczęłoby się napełniać. Problem w tym, że wody dziś nie ma…

– Teraz gmina nas zaczęła wspierać, koło łowieckie też, tylko w Starostwie Powiatowym ciągle patrzą na mnie koso i żądają kolejnego operatu – mówi Jędrzejewski. – Od lat tłumaczę, że trzeba walczyć o wodę i ją zatrzymywać. Nawet część rolników, którzy wcześniej krzyczeli, że im czasowo zalewa skrawki pól nad Strugą, chcą dziś bym piętrzył, bo im studnie wyschły. Ja tam na szczeżujach się nie znam. Ale tę już polubiłem. Jakby się do mnie uśmiechała. Może lepsze czasy idą i woda tu wróci, sanktuarium znowu ożyje? Może ta szczeżuja to dobry znak?