W Cichoradzu stado bydła brodziło w kilkudziesięciocentymetrowej warstwie błota i odchodów

Dziki mają cały las, ale i tak kładą się w błocie. Takimi słowy próbował przekonać nas, że wszystko jest w porządku właściciel kilkudziesięciu zwierząt w Cichoradzu. Mleko z gospodarstwa sprzedawane jest na całą Polskę. W największy upał krowy, jałówki i byk stały w pełnym słońcu w fekaliach. Mieszkańcy małej wsi w gminie Zławieś Wielka mają po sąsiedzku duże gospodarstwo rolne. Jan Kowalski prowadzi przedsiębiorstwo zajmujące się usługami rolniczymi, budowlanymi i transportowymi. W Cichoradzu rezyduje od dwudziestu lat. Wpompował w gospodarstwo kilka milionów złotych. Chów bydła jest jednym z elementów jego działalności.

– Nauczyli was w szkole głupot – tymi słowami powitał nas Jan Kowalski w swoich progach. – Zwierzę to zwierzę. W oborze każde ma stanowisko, które jest regularnie sprzątane. Nikt nie wygania ich na zewnątrz.

Zepsuta maszyna czy norma?
Letnie upały sprawiają jednak, że krowy wybierają świeże powietrze. W tym przypadku to jednak oksymoron. Trudno było bowiem na wybiegu od strony ulicy znaleźć resztki słomy służącej za podściółkę. Wizytę gospodarzowi złożyliśmy 7 sierpnia.

– Są żniwa, a kilka dni temu popsuła się maszyna do wygarniania obornika – mówił Jan Kowalski. – W Polsce teraz nic nie można dostać, bo nie ma części zamiennych.
Problem polega jednak na tym, że jeżdżący drogą rowerzyści wielokrotnie widzieli warunki, w których chowane jest bydło w tym gospodarstwie.

– Od wiosny sytuacja jest mniej lub bardziej dramatyczna – mówi jeden z nich, mieszkaniec Torunia. – Szkoda zwierząt. Tam pozostawione są na pastwę losu.

Relację rowerzysty potwierdzają nam mieszkańcy wsi.

– Ten pan nigdy zbytnio nie przejmował się losem zwierząt – mówi mieszkająca w pobliskim domu starsza pani. – Liczy się raczej biznes. Prawdziwi gospodarze przecierają oczy ze zdumienia.

Łąki, na której pasie się bydło w Cichoradzu, nie uświadczymy. Nowoczesny sposób hodowli ogranicza potrzebę posiadania ziemi. Wystarczy niewielki gabarytowo wybieg i obora, w której zwierzęta są karmione i dojone.

– To nieprawda, że takie warunki są normą – utrzymuje Jan Kowalski. – Proszę zobaczyć jak wygląda całe zaplecze sanitarne w środku. Każde zwierzę ma swoje legowisko, jest również specjalnie przygotowane pomieszczenie do dojenia, w którym dbamy bardzo o higieniczne warunki. Obora jest odmalowywana kilka razy w roku.

Kontrola coś da?
Zaniepokojeni sytuacją na wybiegu zaalarmowaliśmy Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Toruniu. Początkowo odbiliśmy się od muru.

– Nie wiem czy panowie wiedzą, ale nie sposób na wsi sprzątać co chwilę po każdym zwierzęciu – mówił gazecie Poza Toruń jeden z pracowników instytucji. – To gospodarstwo pozostaje pod naszą kontrolą. Sprawdzimy jednak, co tam się aktualnie dzieje.

Większym zrozumieniem wykazała się powiatowa lekarz weterynarii.

– W trakcie kontroli zastaliśmy na miejscu bardzo złe warunki – mówi Dorota Stankiewicz, powiatowy lekarz weterynarii w Toruniu. – Nakazaliśmy gospodarzowi posprzątanie w obejściu. Na pewno może się on spodziewać kolejnych wizyt. Warunki, które utrwalone są na zdjęciach, daleko odbiegają od standardów. Kazaliśmy też posprzątać właścicielowi miejsce, w którym dojone są krowy.

Interwencja Poza Toruń przyniosła efekt
– W dniu 8 sierpnia ponownie skontrolowano gospodarstwo w Cichoradzu – mówi Dorota Stankiewicz. – Woda i resztki obornika zostały usunięte, a cały teren został wyścielony słomą.

Poza Toruń będzie na bieżąco informował o sytuacji w Cichoradzu. Jeżeli jesteś świadkiem złego traktowania zwierząt – pisz na adres redakcja@pozatorun.pl. Zajmiemy się tą sprawą.