W rocznicę wywózki do łagrów [felieton]

Dariusz Meller, Radny Powiatu Toruńskiego (fot. Łukasz Piecyk)

73 lata temu od tygodnia już na terenie Chełmży, Torunia, powiatu toruńskiego oraz innych miejscowości Pomorza trwały aresztowania Polaków dokonywane przez NKWD. Perfidia tych aresztowań polegała na tym, że przeprowadzano je – w przeciwieństwie do aresztowań niemieckich sprzed 6 lat – bez żadnego planu. Rosjanie organizowali łapanki uliczne, zatrzymywali przechodniów, wyciągali ludzi z domów (w tym przypadku niechlubną rolę odegrali miejscowi renegaci, często z opaskami MO, którzy z rozmaitych, najniższych pobudek wskazywali swoich sąsiadów).

Pracowników chełmżyńskiej cukrowni wezwano do zakładu, a gdy się stawili z nadzieją na uruchomienie fabryki, wszystkich w liczbie 50 aresztowano. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny. Aresztowanych przetrzymywano głównie w obiektach użyteczności publicznej, w Chełmży w tzw. małym ratuszu i w gmachu sądu. Po pewnym czasie uformowano dwie kolumny, z których jedna 1000-osobowa pomaszerowała pieszo do punktu zbornego w Ciechanowie, druga, 500-osobowa, dotarła tam pociągiem. Po dwutygodniowym pobycie w tym mieście wszystkich wywieziono do łagrów w głąb Rosji. Najstarszy wywieziony z Chełmży miał 67 lat, najmłodsi 16. Wśród nich znajdowały się też kobiety, np. Irena Grabowska z Chełmży liczyła zaledwie 17 lat. Szacuje się, że z Pomorza wywieziono do Rosji do 30 tys. ludzi. W Rosji czekał ich głód, chłód, choroby i niewolnicza praca. Według niepełnych danych spośród przeszło 600 wywiezionych chełmżan nie wróciło ponad 200 osób, z terenu powiatu śmierć poniosły 102 osoby. Deportacje poprzedzało tzw. wyzwolenie. Było to dziwne wyzwolenie, bez kwiatów i ludzi witających wyzwolicieli. Groźna sława Rosjan była znana od wojny polsko-bolszewickiej, a ich „kultura” nie uległa najmniejszej zmianie od tej przedstawionej w „Zapiskach oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego. Była to zwykła dzicz, plądrująca, gwałcąca, a częstokroć również mordująca bez opamiętania.