W Steklinku rehabilitują niepełnosprawne dzieci

Żadna tragedia nie idzie w zapomnienie. Plany na temat przyszłości rozmywają się wtedy, jak atrament zmoczony łzami. Drogi są dwie: poddać się, lub wziąć ciężar losu na swoje barki. Marek Piernik zrobił coś więcej. Opieka nad osobami niepełnosprawnymi stała się jego życiowym powołaniem. Dla przyszłych rodziców najważniejsze jest zdrowie dziecka. To, jakie przyjdzie na świat, będzie rzutować na jego całe życie. Marek i Agnieszka wyczekiwali narodzin swojej drugiej córki. Ola przyszła na świat w 1998 roku. Od niespełna 16 lat zmaga się z przepukliną oponowo-rdzeniową.

Polska wciąż jest krajem niskiej tolerancji dla osób niepełnosprawnych. Chora na dystrofię mięśniową Paulinka, od małej jest ofiarą braku akceptacji wśród rówieśników. Wytykający ją ludzie, widzą w niej odmieńca. Z kolei przykuty do wózka „odmieniec” chciałby zobaczyć jedno: siebie samego, choć raz stąpającego po ziemi…

– To powszechny problem – mówi Marek Piernik. – Czekam na czasy, w których społeczeństwo dojrzeje do normalnego obcowania z osobami niepełnosprawnymi. Zbyt często traktuje się je, jako widowisko, czy obiekt politowania – wskazuje ojciec niepełnosprawnej nastolatki.

Opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem, lata odwiedzin u specjalistów, jeżdżenia po ośrodkach rehabilitacji, pozwoliły rodzinie Pierników zapoznać się z problematyką leczenia tego typu schorzeń.

– Pierwszym krokiem było założenie Stowarzyszenia Chorych z Przepukliną Oponowo-Rdzeniową w Toruniu – tłumaczy Marek Piernik. – Gdy ta formuła się wyczerpała, w 2007 roku otworzyliśmy Ośrodek Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży „Tratwa” w Steklinku – uzupełnia czterdziestopięcioletni mężczyzna.

Józef i Joanna marzyli o założeniu szczęśliwej rodziny. Gdy ona zaszła w ciąże, a obraz USG wykazał żeńską płeć dziecka, on nie posiadał się z radości. Był zapalonym tancerzem. Pragnął, aby jego córeczka odziedziczyła po nim talent. Wieść o chorobie Paulinki ścięła go z nóg. Dystrofia mięśniowa jest nieuleczalna…

– Rodzice dzieci niepełnosprawnych borykają się z mnóstwem problemów – tłumaczy Marek Piernik. – One potrzebują opieki dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przy niektórych schorzeniach trzeba poświęcić im cały swój czas. Człowiek nie jest w stanie podjąć żadnej pracy, a świadczenia przyznawane tym osobom są znikome – uzupełnia kierownik „Tratwy”.

Ośrodek w Steklinku to prywatna placówka, która organizuje pomoc w formie płatnych dwutygodniowych turnusów rehabilitacyjnych. „Tratwa” zapewnia profesjonalną rehabilitację z kompleksowym programem terapeutycznym. Dotyczy on rozwoju ruchowego, sfery emocjonalnej i psychicznej dziecka. Jednak jego gośćmi są podopieczni rodzin, którym udało się stanąć na nogi.

– Przyjeżdżają do nas osoby z całej Polski, ale określiłbym ich, jako czubek góry lodowej – mówi Marek Piernik. – To rodziny, których sytuacja jest stabilna, a stanowią one jedynie część całej społeczności rodzin potrzebujących. Najpilniej potrzebują pomocy te, które nie mają środków finansowych na opłacenie rehabilitacji – uzupełnia założyciel „Tratwy”.

Wychowywanie niepełnosprawnej Oli było wyzwaniem, które Piernikowie wykonali na medal. Wszelkie troski przekuli na bezcenną wiedzę o tym, jak pomagać chorym na większą skalę. Obawy, czy będą mieli w sobie tyle siły, by wprowadzić plan w życie właściwie nie istniały.

– W pewnym momencie poradziłem sobie z własnym problemem – przekonuje Marek Piernik. – Nabrałem kompetencji, dystansu do mojej sytuacji rodzinnej. Niepełnosprawność stała się dla mnie normalna i to pozwoliło mi na zachowanie równowagi psychicznej niezbędnej w prowadzeniu takiego ośrodka – czterdziestopięciolatek przekonuje z uśmiechem.

Nie każdy potrafi znieść pojawienia się upośledzonego noworodka. Wioletta, choć ciężarna, nie stroniła od alkoholu. Powikłania były nie uniknione. Kobieta urodziła niepełnosprawne dziecko. Nie chciała go. Resztka sumienia kazała jej oddać maleństwo do „okna życia”. Nie dała chłopcu żadnego imienia.