W życie weszła nowelizacja reformy samorządowej. Co nas czeka w praktyce?

Obecny rząd zdążył nas już przyzwyczaić do ekspresowego wprowadzania w życie reform. Właśnie przyszła kolej na reformę samorządową (fot. Łukasz Piecyk)

Nowelizacja reformy samorządowej została opublikowana 16 stycznia. Weszła w życie 31 stycznia. Zmian jest co niemiara. Nie wszystkimi samorządowcy są zachwyceni. Delikatnie mówiąc. 

Najważniejsza zmiana to bez wątpienia ograniczenie sprawowania urzędów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast tylko do dwóch kadencji, ale za to przedłużenie ich o jeden rok. Od tegorocznych wyborów każdy włodarz będzie mógł sprawować swoją funkcję maksymalnie przez dwie pięcioletnie kadencje, czyli łącznie co najwyżej przez dekadę. O takim rozwiązaniu samorządowcy wyrażają się raczej powściągliwie. 

– Jest to niewątpliwie decyzja polityczna – mówi Jerzy Zająkała, wójt gminy Łubianka. – Ma ona na celu zneutralizowanie potencjalnych działań korupcjogennych. Jednak jest to również decyzja podbudowana teoriami naukowymi. Istnieją na ten temat badania, które potwierdzają, że długie sprawowanie władzy przez te same osoby może tworzyć pewne preferencje do działań niezgodnych z prawem. Generalnie jest to decyzja, którą szanuję, tym bardziej że jednocześnie wydłużono kadencję o rok. 

Powstaje zatem pytanie, czy przedłużenie kadencji o rok to dostateczna rekompensata dla tych, którzy sprawują swe urzędy od kilkunastu do kilkudziesięciu lat? 

– Obecnie dany włodarz będzie mógł piastować swoją godność przez 10 lat – dodaje Jerzy Zająkała. – To niewątpliwie dość czasu na realizację ambitnych zamierzeń. A jednocześnie na tyle krótko, by powrócić do swego głównego zawodu. Ja jestem prawnikiem, który nie pracuje w zawodzie już od 28 lat, w czasie których sprawuję obowiązki wójta. Gdyby przyszło mi teraz wracać do prawa, byłoby to niemal niemożliwe. Natomiast 10 lat to okres, kiedy można powrócić w miarę bezboleśnie. Jednocześnie jest to też czas na tyle długi, by móc realizować długofalowe inwestycje. 10 lat to dwie i pół obecnej kadencji. Przez 2 lata nabiera się doświadczeń, ale przez 8 lat można już odpowiedzialnie realizować swoje cele. 

Główny argument władzy jest taki, że obecna nowelizacja ma przede wszystkim rozsadzić wewnętrzne układy tych, którzy rządzą bez przerwy od 30 lat. A zatem chodzi o wyeliminowanie owych „potencjalnych działań korupcjogennych”, o których mówił wójt 

Zająkała. Czy ten argument jest przekonywujący? Zdaniem wielu – nie. 

– Owa tak powszechnie dziś przywoływana korupcjogenność to zwykły mit – mówi Krzysztof Michalski, przewodniczący Rady Gminy Obrowo. – Oczywiście gdzieś w Polsce podobne jednostkowe przypadki się zdarzają, ale nie można na nich budować uogólnień. Poprzedni system był dobry, zmiany były niepotrzebne. Ludzie mają na tyle świadomości, że jak będą chcieli zmian, to sami je zrobią. Dobry gospodarz jest zawsze wybierany w nagrodę. 

Ustawa ma na celu, wedle jej pomysłodawców, zwiększenie udziału obywateli w procesie wybierania władz oraz kontrolowanie niektórych organów publicznych. Wprowadza ona też szereg innych zmian, na przykład: wójt będzie miał obowiązek przedstawić radnym raport o stanie samorządu; sesje rady będą transmitowane (obraz i dźwięk zostanie zapisany, a następnie udostępniony na stronach internetowych); wykazy głosowań będą upubliczniane (specjalne urządzenia będą rejestrowały imienny wykaz głosowań). 

Akurat ta ostatnia zmiana cieszy się wśród włodarzy powiatu jednogłośnym poparciem. 

– Transparentność jest zawsze korzystna dla rzetelnie sprawowanej władzy – mówi wicewójt Złejwsi Wielkiej Krzysztof Rak. – Nagrania będą odzwierciedlały to, co rzeczywiście dzieje się na sesjach. Ta zmiana jest ze wszech miar godna poparcia. 

Może więc w makroskali nowelizacja reformy samorządowej, mimo pewnych niewielkich mankamentów, została przyjęta pozytywnie? Bynajmniej. 

– Uważam, że całe to zamieszanie jest niepotrzebne – dodaje Krzysztof Rak. – Pierwsze zastrzeżenie od razu podważa wiarygodność tych pomysłów: jeśli dwukadencyjność ma funkcjonować w samorządach, to dlaczego nie w sejmie i w senacie? Po drugie to ma być panaceum na wszelkie bolączki? Od tego jest prawo i cały system, który ma działać antykorupcyjnie. To kwestia jawności i odpowiednich kontroli, a nie decyzji wywracających system. I po trzecie: dlaczego decyduje się za wyborców? Żyjemy w XXI w. i każdy Polak ma dokładne rozeznanie, co się dzieje w kraju, a w naszych małych ojczyznach zwłaszcza. Jeśli wójt, burmistrz czy prezydent miasta im się nie podoba, sami mogą mu dać czerwoną kartkę. Czyż nie na tym polega demokracja?