Wakacyjna miłość lub sezonowa praca nie zawsze kończy się dobrze. Oni przeżyli piekło na ziemi

Gdy przekraczają granicę sąsiedniego kraju, mają bilet w jedną stronę. Marzenia o wielkiej wakacyjnej miłości lub zarobieniu kilku tysięcy euro szybko zmieniają się w najczarniejsze sny. Pozbawieni godności i dokumentów skazani są na los, który zgotuje im alfons w domu publicznym czy dowódca obozu pracy.

Angelika właśnie zdała ostatni egzamin maturalny. Chce studiować zarządzanie na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Zanim to jednak nastąpi, czekają na nią najdłuższe wakacje w życiu. Tym ciekawsze, gdy wyrwie się z podtoruńskiej wsi ze swoim chłopakiem, którego niedawno poznała. Słońce rozgrzało pomysły.

Dziewczyna mojego chłopaka
Mieli dojechać samochodem na lotnisko w Berlinie, aby stamtąd udać się do wakacyjnego raju na Wyspach Kanaryjskich. W pobliskim lesie Artur ją zgwałcił. Wykorzystał darmową okazję, bo za chwilę jego koledzy z zagranicznych domów publicznych zrobią z niej prostytutkę. W jej nowym przybytku zabrali dziewczynie dokumenty, odzierając ją z tożsamości, ubrań i godności. Została bezimienną dziwką, która w przerwie między klientami musi znosić upokorzenia i łóżkowe zachcianki swoich oprawców. Nie może uciec, bo nikt jej tutaj nie pomoże. Na pewno nie burdel-mama, która o domowym ognisku nie ma pojęcia. Jednego ze swoich pieniężnych kochanków Angelika poprosiła o telefon. Kara, którą wymierzył alfons, zniszczyła jej nadzieję na bezkrwawą ucieczkę – uciął jej dłoń.

– Wykrzyczał mi, że i tak się stąd nie wydostanę – mówi Angelika z Torunia, która chce pozostać anonimowa. – Groził, że jeśli nie będę posłuszna, to zabiją moją rodzinę, bo wiedzą gdzie mieszkam.

Artura nie zobaczyła już na oczy. Obiecywał wakacje kolejnej ofierze, 17-letniej Weronice. Wydostała się przypadkiem. Miejscowa policja zrobiła nalot na burdel w poszukiwaniu narkotyków. Przy okazji funkcjonariusze natrafili na żywy towar…

Praca czyni wolnym
Żona i trójka dzieci. Wszystkich utrzymywał Andrzej. Życie szybko zweryfikowało plany jego pracodawcy. Etat głowy rodziny był nieuzasadniony, więc szef pożegnał się z nim z 3-miesięczną odprawą. Potem nie było czego włożyć do garnka.
We Włoszech poszukiwali osób do pracy w ogrodach. Bez doświadczenia z atrakcyjnymi stawkami. Nie myślał wiele. Zadzwonił, zapytał i załatwił. Dla rodziny zrobiłby wszystko. Pieniądze przelewałby na konto. Miał pojawić się w Warszawie razem z innymi pracownikami. Stamtąd podstawionym autobusem ruszyliby do pracy na południu Europy, gdzie podpisaliby umowy z pracodawcą. Koordynator grupy przed granicą z Niemcami poprosił wszystkich o dokumenty, aby przedstawić je przy ewentualnej kontroli. To był ostatni raz kiedy widzieli swoje papiery. Złudzenie, że jadą po godny zarobek, rozpierzchły się razem z ptakami okupującymi barak na odludziu. Tam zatrzymał się autobus Polaków. Dookoła tylko lasy.

– Od tej pory wy zapierdalacie dla nas – odpowiedział koordynator, który zebrał ich z Warszawy. Towarzyszył mu pokaźnej postury brunet. Przy pasie miał broń.

Znaleźli się w prowizorycznym tartaku. Zwykłą piłą mieli ścinać drzewo, aby potem je rąbać i przygotowywać do sprzedaży. Paleta drewna była droższa niż ich życie. Spali stłoczeni na podłodze po ciężkiej harówce w głodowych warunkach. Na środku baraku była dziura, zastępująca toaletę. Zupełnie jak w obozach koncentracyjnych. Kary za niesubordynację, skrajne przemęczenie. Gdyby włoska policja nie odkryła tego zagłębia wyzysku, pracowników czekałaby niechybnie śmierć.

Zmowa milczenia
– Ten przypadek i tak należy do stosunkowo łagodnych – tłumaczy Iwona Fabich z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie przy Starostwie Powiatowym w Toruniu. – Zanim ktoś zgłosi taki problem mija jednak dużo czasu. Niewolnicza praca za granicą lub zmuszanie do prostytucji to temat tabu.
Takich przypadków nie ma wiele, jednak zawsze są tragiczne w skutkach. PCPR prowadzi akcję „Jesteś dla nas ważny”, która uświadamia o skutkach niesprawdzonych kontaktów z obcymi mężczyznami i uczula na podejrzane ogłoszenia pracodawców zagranicznych.

– O takie tragedie jednak nie trudno – dodaje Iwona Fabich. – Wiadomo, że wakacje sprzyjają flirtom i miłostkom. Poza tym, w niektórych rejonach naszego powiatu są naprawdę spore zagłębia bezrobocia. Osoba, która żyje w nędzy, nie będzie się zastanawiała.

Zanim gdziekolwiek wyjedziemy, po pierwsze należy zrobić ksero dokumentów. Rodzina musi bezwzględnie wiedzieć, gdzie jedziemy. Dobrym sposobem na trzymanie ręki na pulsie jest umawianie się codziennie na telefon o konkretnej godzinie. W PCPR działa również całodobowy numer 727 581 444. Mogą dzwonić pod niego rodziny i bliscy osób, z którymi urwał się kontakt za granicą. Historie Angeliki i Andrzeja są oparte na faktach. Osoby, których dotknęły te tragedia, nie chcą wracać do tamtych momentów i proszą o zachowanie anonimowości.

Reagujmy, gdy:
– po wyjeździe do pracy za granicą osoba przestaje się z nami kontaktować,
– kontaktuje się ale mówi bardzo krótko, rozmowy są przerywane, nie chce podać aktualnego adresu oraz numeru telefonu, treści wypowiedzi są lakoniczne a głos nienaturalny.

Wyjeżdżając za granicę koniecznie zabierz ze sobą:
– adres i nr telefonu najbliższego polskiego konsulatu w kraju, do którego jedziesz,
– Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego,
– telefon komórkowy z aktywnym roamingiem oraz nr telefonu Poland direct z kraju, do którego jedziesz. Dzięki niemu można za darmo lub za minimalną opłatą zadzwonić do Polski – telefonistka mówi po polsku,

Pamiętaj, aby:
– dokładnie czytać wszystkie dokumenty od pośrednika,
– zrobić kserokopię dokumentów, które ze sobą zabierasz (paszport, dowód osobisty, pozwolenie na pracę, wizę) i zostawić bliskim lub osobom, którym ufasz. Dołącz do dokumentów aktualne zdjęcie,
– informować bliskich o zmianie adresu i miejsca pracy,
– ustalić z bliskimi częstotliwość kontaktów (np. raz w tygodniu o ustalonej porze) oraz hasło, którym się posłużysz w przypadku kłopotów i braku możliwości powiedzenia tego wprost przez telefon (np. przekaż pozdrowienia dla kogoś, kto nie istnieje).