Wał przeciwpowodziowy w Ciechocinku do likwidacji, bo szykują tereny dla inwestora?

Ma około kilometra długości. Dzieli, zagrożoną powodzią, Nizinę Ciechocińską w poprzek. Jednym daje poczucie bezpieczeństwa, inni przebąkują o jego usunięciu. W tle pozostaje brak terenów inwestycyjnych i parkingowych w Ciechocinku. Robi się gorąco…

Wał powodziowy to tutaj świętość. Mieszkańcy Ciechocinka i okolic doskonale wiedzą, że Wisła stanowi realne zagrożenie dla tych terenów. O słynnej powodzi z 1924 roku, gdy po uzdrowisku pływano łódkami, pamięć tu nie zaginęła. W maju 2010 roku, gdy wody Wisły sięgały korony wałów okalających nizinę, wielu w panice wynosiło meble na piętra domów, a nawet wywoziło co cenniejszy dobytek do znajomych mieszkających na terenach wyżej położonych. Wielu okładało workami z piaskiem wejścia do domów i modliło się pod figurą św. Jana Nepomucena, patrona powodzian. Dlatego, gdy pojawiła się TA plotka – w mieście zawrzało.

Pierwszy sygnał o planach naruszenia wału biegnącego od tężni w stronę starej warzelni soli pojawił się na sesji Rady Miejskiej ostatniego dnia marca. Jedna z projektantek miejscowego planu zagospodarowania okolic tężni wspomniała o wale w ten sposób: „Ten wał to jest tzw. wał boczny, który możemy uznać, że on jest rzeźbą w terenie i niczym więcej, ozdobą, rzeźbą, pamiątką po dawniejszych rozwiązaniach. Ten wał nie pełni żadnej roli zabezpieczającej w procesie przeciwpowodziowym”.

Radni oniemieli. Zaczęli się dopytywać, skąd taka opinia, a projektantka, nieco zmieszana wyjaśniła, że zasięgała opinii w „Zarządzie Melioracji RZGW, bo bardzo żeśmy tam to – plątała się, co znalazło wyraz w protokole z sesji i kontynuowała: …teraz nowe wytyczne i mapy się ukazały w tym względzie, które tereny są i które wały są wyrysowane, i ten nie jest zaznaczony, jako wał przeciwpowodziowy”.

A co przewiduje miejscowy plan dla tego terenu? Zaprojektowano ulicę do samego wału. W dalszej części obrad sesji projektantka dodała jeszcze, że skoro wał to nie wał, to „na pewno jakieś rozwiązanie w formie tunelu może by się znalazło”. Chodziło jej o to, że znajdująca się za wałem bocznym gmina Aleksandrów Kujawski być może byłaby zainteresowana współpracą i skomunikowaniem przez ową wyrwę w wale.

Tego było już radnym za wiele. W jednej chwili zawaliła się im utrwalana przez lata wizja obrony Niziny Ciechocińskiej przed wielką wodą, w której właśnie wał zwany bocznym odgrywał znaczącą rolę, a ponadto wyszli z obrad z przeświadczeniem, że są świadkami szykowania terenów dla inwestorów, którzy gotowi są robić biznesy narażając mieszkańców uzdrowiska.

– Byłem zaskoczony – przyznaje Marcin Zajączkowski, przewodniczący Rady Miasta. – Wystąpiłem z oficjalną prośbą do prof. Marka Grześ, hydrologa, znawcy i badacza powodzi wiślanych o wydanie opinii w tej sprawie.

Profesor szybko przeanalizował sprawę.

– Tu chodzi o bezpieczeństwo Niziny Ciechocińskiej! O bezpieczeństwo kilkunastu tysięcy mieszkańców tej „Małej Holandii” założonej przez Mennonitów – mówi prof. Marek Grześ. – Jeśli faktycznie wykreślono z rejestru wał boczny, to uznaję to za bardzo nieodpowiedzialne. Ta konstrukcja jest elementem ochrony przeciwpowodziowej Niziny Ciechocińskiej i ważnym elementem zabezpieczenia na kolejnym etapie ewentualnej akcji ratunkowej. Ten wał dzieli nizinę i dodatkowo ją zabezpiecza. A każdy taki element ma znaczenie dla zmniejszenia skutków powodzi. Wszystkim, a w szczególności włodarzom miasta, powinno zależeć, by wał boczny modernizować, wzmacniać, a przynajmniej utrzymywać w dobrej kondycji.

Opinia profesora może mieć zasadnicze znaczenie, ponieważ plan zagospodarowania okolic tężni został na razie przez radnych odrzucony, z powodu wątpliwości dotyczących właśnie samych sugestii możliwości naruszenia wału.

W mieście pojawiły się plotki, sugerujące, że jakiś duży gracz ma zamiar wejść do miasta z poważną inwestycją i to dla niego szykowana była możliwość przekopania wału.

– Niech pan nie pisze, że my chcemy rozkopywać wał! – dość impulsywnie reaguje wiceburmistrz Marian Ogrodowski. – To są tylko jakieś dywagacje. Zaplanowaliśmy na razie ulicę do wału, takie są fakty. Inna rzecz, że wał faktycznie jest wykreślony z listy wałów, więc…

Wiceburmistrz nie widzi żadnych podtekstów w kontekście likwidacji wału. Zarazem zapewnia jednak, że sprawa ma drugie dno. Jakie? Nie zechciał zdradzić. Ostatecznie jednak przyznał, że miasto szukając nowych miejsc parkingowych poza strefą uzdrowiska, w której obowiązują poważne ograniczenia, widzi teren na ten cel właśnie… za wałem bocznym, bo, choć to dosłownie obok tężni, ograniczenia uzdrowiskowe już tam nie obowiązują.

Franciszek Złotnikiewicz, dyrektor Kujawsko-Pomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych we Włocławku, mówi wprost: – Dla nas ten wał nie istnieje, bo nie figuruje w naszej ewidencji.

Nie odpowiada zaś na pytanie, od kiedy nie istnieje. – Co się z nim obecnie stanie, zależy tylko od decyzji burmistrza Ciechocinka. A nie od nas – dorzuca.

Czy wobec tego on sam podjąłby decyzję o przekopaniu tego wału? Brak odpowiedzi. Dyrektor Złotnikiewicz woli opowiadać o trwającej właśnie modernizacji głównego wału chroniącego Nizinę Ciechocińską. Z dwunastu kilometrów wykonano połowę. Prace zakończyć się mają w przyszłym roku.

– Ten wał będzie docelowo obiektem najwyższej klasy – podkreśla, co ma najwyraźniej sugerować, że żadne inne zabezpieczenia przeciwpowodziowe Nizinie Ciechocińskiej nie będą już potrzebne.

Dziwi to prof. Marka Grzesia.

– Jestem mieszkańcem Niziny Ciechocińskiej i bezgraniczna wiara w nowe wały trochę mnie dziwi. Każdy znawca tematyki powodziowej na świecie przyzna, że nie ma idealnej zapory czy wału. Czym konstrukcja wyższa, tym potencjalnie niebezpieczniejsza, bo skutki ewentualnego jej przerwania będą większe. To oczywiste. Dlatego na terenach zalewowych, a takim jest Nizina Ciechocińska, dodatkowe punkty oporu przed powodzią mają znaczenie. Koniec i kropka. Takie są doświadczenia ludzkości w tej kwestii i pochylić przed nimi głowy trzeba także w Ciechocinku.