Wielki szlem w Krobi

Marek Nicewicz w 2012 roku założył Klub Sportowy Krobia. (fot. Łukasz Piecyk)

Brydż sportowy jest dyscypliną niszową. Obecnie przeżywa też spadek popularności. Średnia ilość par uczestniczących w turniejach w Bydgoszczy czy Toruniu waha się od 12 do18. W mniejszych ośrodkach jest jeszcze mniej. Tym większym sukcesem jest osiągnięcie Klubu Sportowego Krobia w gminie Lubicz.W zeszłym roku udało się tamtejszym brydżystom zorganizować turniej na 61 par (!). Rozmawiamy z twórcą tego sukcesu, Markiem Nicewiczem

Gry karciane nie cieszą się powszechnie dobrą opinią? 

Rzeczywiście. Zwykle kojarzą się z hazardem. Słysząc o kartach większość ludzi ma przed oczyma słynną scenę z filmu „Alternatywy 4”: stos forsy na stole i nóż wbity obok. Oczywiście z brydżem sportowym nie ma to nic wspólnego.

Rozumiem, że jeśli „sportowy” to na starcie wszyscy mają równe szanse. A co z tymi, którzy mają więcej szczęścia? Którym los przydziela więcej Asów i Króli? Czy nie wygrywają? 

Na tym właśnie polega urok tej gry, że przydział kart przez los nie ma żadnego znaczenia. Precyzyjniejszą nazwą jest „brydż porównawczy”. Wszyscy grają dokładnie tymi samymi kartami,a na końcu porównuje się uzyskane wyniki. Jeśli ma pan przysłowiowe szczęście do kart – niech się pan nie cieszy. Inni dostaną takie same. Ważne, co potrafi pan z nimi zrobić. Liczą się więc tylko umiejętności.

Polska jest brydżową potęgą. 

Tak. Jest niewiele dyscyplin, które mogą poszczycić się podobnymi sukcesami. Byliśmy mistrzami świata i mistrzami olimpijskimi we wszystkich możliwych kategoriach. Gdyby porównać brydża z piłką nożną, to jesteśmy jeśli nie Brazylią, to przynajmniej Niemcami. Zawsze wymieniają nas w ścisłym gronie faworytów.

Jeśli tak, to skąd bierze się obecny spadek zainteresowania tym sportem

Rzecz sprowadza się głównie do szkolenia. Nie brak na to środków, nie brak też instruktorów. Trudno jednak o chętnych. Brydż to specyficzna gra. Nie można jej się nauczyć w jeden wieczór. Potrzeba trochę wysiłku. Oczywiście później, co podkreślają wszyscy brydżyści, nie można już przestać. Na początku jednak trzeba przysiąść fałdów.

Czyli to bardzo trudna gra?  

Niespecjalnie. W gruncie rzeczy sprowadza się do liczenia do 13 (tyle jest kart w ręku każdego gracza). To wszystko. Reguły nie są skomplikowane i można je posiąść stosunkowo szybko. Ale to jak z szachami. Poruszanie poszczególnymi figurami trudne nie jest. Ale żeby osiągnąć poziom mistrzowski, trzeba lat.

Jak to się stało, że brydż zawitał do Krobi?

W 2012 roku założyłem Klub Sportowy Krobia. Graliśmy w piłkę nożną, siatkówkę plażową, tenisa stołowego. Po jakimś czasie przyszedł do mnie Mirek Jackiewicz z pomysłem, aby utworzyć sekcję brydż sportowego. Zapytałem go: „A kto ci przyjedzie na wieś grać w brydża?” „Przyjadą, przyjadą” – nie ustępował. Okazało się, że miał rację. Jeśli więc mówimy o naszym sukcesie, to trzeba podkreślić, że to właśnie on był jego pomysłodawcą.

Co zrobiliście, żeby przyciągnąć graczy? 

Przede wszystkim zadbaliśmy o przyjazną, rodzinną atmosferę. Symboliczne wpisowe przeznaczamy na poczęstunek, kawę i herbatę, które sami przygotowujemy. Poza tym postawiliśmy na profesjonalizm. Zakupiliśmy niezbędny sprzęt: karty, biddingboxy (kasety do licytacji), oraz, jako jedni z pierwszych w naszym województwie, zaopatrzyliśmy się w tablety służące do liczenia wyników. Jesteśmy przygotowani bardzo profesjonalnie. Oczywiście nie dokonalibyśmy tego bez wsparcia starostwa z panem Andrzejem Siemianowskim na czele oraz firmy ABC Nieruchomości z Brodnicy pani Magdaleny Różańskiej. Chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.

Często grywacie? 

Raz w tygodniu gramy turniej par. Raz w miesiącu organizujemy większy turniej dla graczy z całego regionu, a raz na dwa miesiące rozgrywki Lubickiej Drużynowej  Ligi Brydżowej. W zeszłe wakacje udało się zorganizować turniej ogólnowojewódzki. To właśnie wtedy zawitało do Krobi aż 61 par, czyli ponad 120 zawodników. Mistrzów i arcymistrzów z całego województwa Kujawsko-Pomorskiego witał w naszych skromnych progach sołtys wsi  Marian Sulecki.

Czy można w Krobi nauczyć się grać w brydża

Oczywiście. W każdy wtorek o godz. 17.30 organizujemy w świetlicy w Krobi szkolenia i turnieje ABC dla początkujących. Serdecznie zapraszamy.

Co by pan powiedział tym, którzy chcieliby spróbować swoich sił, ale nie mają odwagi? 

Jest taka brydżowa dykteryjka. Czterech mężczyzn gra w brydża na tarasie górskiego domu. W pewnym momencie w dali pojawia się kondukt pogrzebowy. Jeden z graczy wstaje i przez chwilę patrzy w milczeniu tamtym kierunku. Następnie siada i gra dalej. Po zakończonym rozdaniu słyszy pytanie kolegi:

– Dlaczego wstałeś?

– Przecież to pogrzeb.

– A co cię obchodzi czyjś pogrzeb?

– Nie czyjś, tylko mojej żony.

Brydż to taka gra w karty, przy której wszystkie inne wydają się trywialne. Jak zaczniesz, nie ma siły, która by cię od niej oderwała. To właśnie powiedziałbym wszystkim nieśmiałym.