„Wnuk wyskoczył oknem, a mąż uciekł w ostatniej chwili”. Ruszyła pomoc dla pogorzelców

fot. Łukasz Piecyk

Część rodziny poszła do kościoła. Ci, którzy zostali w domu, mogą mówić o ogromnym szczęściu. Ledwie uszli z życiem. Tamten niedzielny październikowy poranek zapamiętają na zawsze. Wystarczyła chwila, by stracili dorobek całego życia.

Witowąż to niewielka miejscowość w gminie Czernikowo. To tutaj 7 października o godz. 11 doszło do pożaru, który w mgnieniu oka strawił niemal całe mieszkanie państwa Prusakiewiczów.

Przyczyną był nieszczelny gumowy wąż przytwierdzony do reduktora butli gazowej. Od pewnego czasu był uszkodzony, prawdopodobnie z powodu starości. Tego dnia na skutek tej nieszczelności i wydobywającego się przez szczelinę gazu doszło do katastrofalnego w skutkach pożaru.

W chwili wybuchu w domu byli tylko państwo Prusakiewiczowie wraz z dorosłym wnukiem. Pozostała część rodziny udała się do kościoła na niedzielną mszę.

– Wnuk wyskoczył oknem, a mąż uciekł w ostatniej chwili, z tym że jeszcze zdążył poparzyć sobie rękę – mówi poszkodowana w pożarze Helena Prusakiewicz. – Właśnie gotowałam obiad. W tym całym nieszczęściu spotkało nas ogromne szczęście, że nikomu nic się nie stało. Myślę, że czuwała nad nami Opatrzność, że wydarzyło się to akurat w chwili, kiedy córka poszła z dziećmi do kościoła. Jak wrócili, było już po wszystkim. Straż już wszystko zagasiła. To musiał być znak.

Pożar wybuchł nagle i w mgnieniu oka rozprzestrzenił się na całe mieszkanie. Był naprawdę groźny. W jego wyniku spłonęły doszczętnie dwa pokoje i kuchnia. Ocalał tylko jeden pokój, ale i on na skutek pożaru nie nadaje się do mieszkania.

Prusakiewiczowie stracili w jednej chwili wszystko, mimo że straż pożarna przyjechała niemal natychmiast. Nie udało się niczego uratować poza gołymi ścianami. A i te trzeba będzie skuć z tynku. Rodzinę czeka remont kapitalny.

– Butlę wymienialiśmy od lat, jednak nigdy nie przyszło nam do głowy, żeby sprawdzić szczelność węża – dodaje Helena Prusakiewicz. – A ten, jak wszystko w przyrodzie, okazał się nie być wiecznym… Pewnie, że teraz to łatwo mówić, że trzeba było sprawdzać. Człowiek mądry po szkodzie. Pewne jest jednak jedno: kiedy uda nam się odremontować nasz dom na tyle, że da się w nim zamieszkać, to na gaz już się nie zdecydujemy. Nie po tym wszystkim. Będziemy instalować kuchenkę elektryczną.

Straż pożarna przyjechała na miejsce zdarzenia momentalnie, jednak wybuch był tak potężny, że nie udało się niczego uratować. Spłonęło dosłownie wszystko, co znajdowało się w dwóch pokojach i w kuchni: sprzęty AGD i RTV, mikrofalówka, okna, drzwi. Nie mówiąc o drewnianych meblach.

– Pożar rozprzestrzenił się tak szybko, bo miał łatwą pożywkę – wyjaśnia Helena Prusakiewicz. – Dużo drewnianych mebli, a na sufitach styropianowe kasetony. Potworny żywioł. Człowiek nawet się nie obejrzał, a z domu zostały gołe mury.

Nie wiadomo, jakie dokładnie rodzina poniosła straty. Mieszkać się nie da. Pokój, który ocalał, przeszedł czadem. Resztę straż zalała wodą. Tymczasowo Prusakiewiczowie zamieszkali u rodziny. Czy zdążą z remontem przed zimą?

– Mamy taką nadzieję – mówi Helena Prusakiewicz. – Liczymy, że uda się nam to dzięki pomocy ludzi dobrej woli. I dobrych serc. Najpilniejszą potrzebą jest wymiana okien, a także naprawa uszkodzonej instalacji elektrycznej. Na ten cel zbieramy środki w tej chwili. Będziemy również wdzięczni za wsparcie rzeczowe. Przyda się dosłownie wszystko.

Dary na rzecz rodziny Prusakiewiczów przyjmowane będą w Gminnej Bibliotece Publicznej w Czernikowie przy ul. Toruńskiej 20 od poniedziałku do piątku w godz. 16.30-18.

Osoby chętne wspomóc rodzinę mogą również odwiedzić strony internetowe Fundacji „Werwa” oraz zrzutka.pl, gdzie znajdą wszelkie dalsze informacje.