Wystąpiła w Must Be the Music. Jakie plany ma Joanna Kaczmarkiewicz?

Gdy pisaliśmy o niej w 17. numerze „Poza Toruń”, nie wiedziała, czy jej castingowy występ zostanie w ogóle wyemitowany w telewizji. Szczegółów zdradzać nie mogła, ale czuć było, że poszło co najmniej dobrze. Tak dobrze, że jej wykonanie z przesłuchań nie tylko pokazano. Stało się też przepustką do półfinału. Cztery zielone gwiazdki. Znak aprobaty. Od Łoza, Kory, Elżbiety Zapendowskiej i Adama Sztaby. Pochwały. Za wybór piosenki, bo kto dzisiaj śpiewa w telewizji Jefferson Airplane? Za vibrato, za szklistość w głosie. A to był dopiero początek.

Joanna Kaczmarkiewicz na emisję odcinka programu Must Be The Music ze swoim udziałem czekać musiała długo. Wreszcie, 24 marca, w piątej odsłonie castingów cała Polska mogła usłyszeć, jak śpiewa „Somebody to love”. A potem, 21 kwietnia, jak w drugim półfinale (w sumie były cztery), na żywo, z zapewnionym przez produkcję zespołem wykonuje „Son of the preacher man”. I to wykonuje tak, by znów otrzymać cztery pozytywne głosy jurorów.

Sama Asia z tego drugiego wykonania nie jest jednak zadowolona.

– Byłam strasznie chora, już w sobotę po próbach dostałam takiej gorączki i zapalenia gardła… – mówi. – Byłam naszpikowana specyfikami, co zresztą wyraźnie widać po twarzy i w oczach.

Mieszkance Czernikowa i studentce kognitywistyki do finału show awansować już się nie udało, mimo że widzieli ją tam Kora i Darek Maciborek z RMF FM. Inni artyści dostali więcej SMS-ów, a to one dają miejsce w ostatnim etapie programu dwóm występującym z każdego półfinału. Na dziką kartę (na Facebooku i stronie internetowej RMF FM) także zabrakło głosów.

Sukces i tak odniosła jednak Asia bardzo duży. Znalazła się w gronie 32 najlepszych wykonawców całej edycji Must Be The Music. Na precastingi przyszły tymczasem tysiące ludzi, przed jury stanęło 125 uczestników.

– To ogromna machina – opowiada Asia o programie. – Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Ludzie pracujący za kulisami są naprawdę wspaniali, począwszy od producentów, skończywszy na fryzjerach i wizażystach.

Równie pozytywnie wyglądają relacje między uczestnikami. Wokalistka wciąż utrzymuje kontakt z Jakubem Zaborskim i Piotrem Szumlasem, którzy wygrali ostatnią edycję, a brali udział w tym samym półfinale, co ona.

Asia przyznaje, że Must Be The Music to wspaniała przygoda. Wciąż spotyka się z dowodami sympatii i gratulacjami, chociaż w Czernikowie może spokojnie przejść ulicą i autografów nie rozdaje. Pojawiło się za to kilka propozycji muzycznych. Na razie muszą poczekać do wakacji, bo trzeba zająć się studiami.

– Mogę jednak zapewnić, że to nie koniec mojej przygody z muzyką i mam ogromną nadzieję, że uda się w końcu stworzyć coś własnego – mówi Asia. – Fajnie byłoby nawiązać współpracę może nie od razu z całym zespołem, ale z jakimś instrumentalistą i pokoncertować w Toruniu. To mi się marzy.

***
Grasz na jakimś instrumencie lub znasz kogoś takiego? Piszesz piosenki i szukasz zdolnej wokalistki? Możesz pomóc Asi spełnić jej muzyczne marzenia! Skontaktuj się z naszą redakcją: e-mail: redakcja@pozatorun.pl, telefon: 537 049 739.