Zabójcy z sąsiedztwa. Zbrodnie, które wstrząsnęły regionem

21-letni Tomasz, przed czołowym zderzeniem, do którego prawdopodobnie sam doprowadził, w rodzinnym domu w Oborach zamordował toporkiem ojca. (fot. Łukasz Piecyk)

Przez alkohol, w afekcie i z premedytacją. W ostatniej dekadzie w powiecie toruńskim doszło do kilku makabrycznych morderstw.

Filmowy zabójca najczęściej używa pistoletu. Realny – noża lub… gołych rąk. W ten sposób zginęli 49-latek z Lubicza, 26-latka z Dzikowa i 72-latka z Chełmży. Ich oprawcy dziś siedzą w więzieniach, a świat zza krat oglądać będą jeszcze przez długie lata.

– Oskarżam Pawła M. o to, że 24 września 2008 r. w swoim domu w Dzikowie pod Toruniem pięciokrotnie uderzył w twarz 26-letnią Ewę M., a potem zacisnął dłonie na jej szyi, powodując uduszenie – mówił podczas rozprawy sądowej w Toruniu prokurator Marcin Mazur.

Paweł M. z Torunia był strażakiem. W dzień morderstwa swojej żony wypił dwa piwa i napisał do niej list. W nim oskarżył ją o zdradę i prosił, by odstawiła narkotyki. Po lekturze listu Ewa zrobiła mężowi awanturę.

Podczas przesłuchania mężczyzna przyznał się do uderzenia małżonki w twarz i duszenia. Uścisk dłoni poluźnił, gdy kobieta przestała się ruszać. Spanikował. Ciało wywiózł do lasu niedaleko Kaszczorka i ukrył w zaroślach. Po kilku dniach wrócił, by zakopać zwłoki.

Strażak za zabójstwo swojej żony skazany został na 14 lat więzienia.

Do kolejnej zbrodni na terenie powiatu toruńskiego doszło zaledwie kilka miesięcy później. Marian J. zniknął nagle. Chciał jechać do Torunia. Po raz ostatni widziano go na przystanku autobusowym w Lubiczu Dolnym. Po roku, 150 m dalej, znaleziono jego ciało. Jak zginął? W maju 2009 r. na wspomnianym przystanku został zaczepiony, a następnie brutalnie pobity, przez dwóch 20-latków. Betonowymi blokami zmasakrowali ofierze twarz i brzuch. W sam jego środek wbili także 49-latkowi kij. Oprawcy mężczyzny skazani zostali przez sąd na 25 lat pozbawienia wolności. Mury więzienia opuszczą w 2034 r.

Echo tego morderstwa jeszcze nie umilkło, a mieszkańcami powiatu i całej Polski wstrząsnęła kolejna brutalna zbrodnia. Na początku 2011 r. w Gnieźnie zginął jeden z mieszkańców miasta, a pod Rozgartami gołymi rękoma uduszona została jego żona. Co łączyło oba te morderstwa?

Według śledczych sprawca po dokonaniu zbrodni pojechał razem z żoną ofiary – Renatą Sz. – do Torunia. W Rozgartach w okrutny sposób zabił 39-letnią kobietę i pozostawił jej zwłoki w samochodzie zaparkowanym na terenie lasu. Kilka miesięcy później ten sam mężczyzna z zimną krwią zabił współwięźnia.

Sąd nie dał wiary tłumaczeniom Michała S., że zbrodni dokonał z litości, wyłącznie na prośbę swojej ofiary. Za dwa pierwsze zabójstwa usłyszał wyrok dożywocia, za kolejne 25 lat pozbawienia wolności.

Wyrok 15 lat więzienia ciąży na 50-letnim Zbigniewie W., który 6 listopada 2013 r. zabił 72-letnią sąsiadkę. Kobieta zginęła od ciosów nożem – w policzek i szyję.

Na początku lutego 2014 r. w tej samej miejscowości dwaj mężczyźni odebrali życie 53-latkowi. Do śmierci mieszkańca Chełmży przyczynili się bracia w wieku 24 i 42 lat.

– Bijąc, kopiąc i wyrządzając tak liczne obrażenia, oskarżeni liczyli się z tym, że pozbawią go życia – przypomniał Marek Biczyk, sędzia Sądu Okręgowego w Toruniu.

Młodszy z braci usłyszał wyrok 25, starszy zaś 15 lat pozbawienia wolności.

W tym samym roku policjanci przy pomocy archeologów z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pomogli rozwikłać zagadkę morderstwa Zygmunta K.

Zbrodnia miała miejsce 24 lipca 2005 r., sprawa jednak rozwiązana została 9 lat później. Do jej finału doprowadziło zeznanie jednego ze świadków innego zatrzymania. To on przekazał organom ścigania informację, że Zygmunt K. nie wyjechał, a został zamordowany przez Roberta K. i Karola P.

– Ofiara była kopana, duszona, bita pięściami po całym ciele, a potem zamknięta w bagażniku samochodu i wywieziona do pobliskiego lasu – mówił przed laty Maciej Rybszleger, szef Prokuratury Rejonowej Toruń-Wschód.

Tam oprawcy kazali kopać mu grób. Następnie przywiązali mężczyznę do samochodu i ruszyli. Pokaleczone ciało zakopali.

Przeszukanie obszaru 21 tys. ha, które należą do nadleśnictwa Dobrzejewice, nie byłoby możliwe, gdyby nie sami podejrzani i archeolodzy. To właśnie dzięki naukowcom w końcu natrafiono na niewielki skrawek ziemi, w której spoczywały zwłoki.

Za tę okrutną zbrodnię Robert K. i Karol P. zostali pozbawieni wolności na 15 lat.

W zbrodnię, która miała miejsce we wrześniu 2016 r. w gminie Obrowo, uwierzyć nie mogli nawet policjanci. W nocy z 16 na 17 września na drodze w Czernikówku doszło do wypadku dwóch samochodów osobowych.

Jak wynikało ze wstępnych ustaleń policjantów, 19-latek kierujący hondą podróżował w kierunku Lipna. Z nieustalonych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się czołowo z renaultem clio, które prowadził 21-latek. Na miejscu zginęli obydwaj kierowcy. 17-letnia pasażerka hondy trafiła do szpitala.
Według ustaleń policji 21-letni Tomasz, przed czołowym zderzeniem, w rodzinnym domu w Oborach zamordował toporkiem swojego ojca.

Noc z 30 czerwca na 1 lipca 2017 r. przyniosła kolejne tragiczne zdarzenie. W jednym z mieszkań w Kończewicach od ciosów nożem zmarł 51-letni Marek Ż.

– Funkcjonariusze wykonali szereg czynności, aby wyjaśnić tę sprawę – tłumaczyła podinsp. Wioletta Dąbrowska. – Efektem ich kilkugodzinnej pracy było zatrzymanie 24-letniego mężczyzny. Dalsze czynności pozwoliły dowieść, że jest on sprawcą tego śmiertelnego zdarzenia. W chwili zatrzymania mieszkaniec Chełmży miał prawie 4 promile alkoholu w organizmie.

Czy Mateusz S. zabił? Wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł, a rozprawa wciąż trwa. Wśród świadków pojawiły się osoby, które twierdzą, że chłopak jest niewinny.

– Nie mógł zabić – twierdzi Wiesława S. – Jest to wykluczone z tego powodu, że on od dawna nie mieszka w Kończewicach. I nie było go tam od wielu tygodni poprzedzających zajście.

Mateusz S. na decyzję sądu czeka w areszcie. W pierwszej połowie września ponownie stanie przed sądem.