Zagrali dla Jandy i Środy [felieton]

Dariusz Meller, Radny Powiatu Toruńskiego (fot. Łukasz Piecyk)

Myślałem, że jak będę oddawał tekst do druku, to jeszcze los naszej reprezentacji na Mistrzostwach Świata nie będzie przesądzony. Chyba nikt z polskich kibiców nie spodziewał się takiego rozstrzygnięcia, że po dwóch meczach wszystko będzie jasne, a walizki naszych kopaczy spakowane. Mimo że w podobnej sytuacji jest jeszcze kilka drużyn, to nasza wyróżniła się szczególnie ujemnie ze względu na styl, jaki zaprezentowała.

Trudno pojąć, jak zawodnicy grający w dobrych klubach mogą nagle wszystko utracić: umiejętności, szybkość, wytrzymałość, zadziorność, wolę walki. I choć twierdzą, że dali z siebie wszystko, to trudno w to uwierzyć, bo to, co widzieliśmy, całkowicie temu przeczy (chyba że ich „wszystko” to tak mało). Dobrze spisali się tylko kibice. Tłukli się do Rosji, by naszych dopingować, powywieszali w oknach polskie flagi, udekorowali barwami narodowymi samochody, a ulice polskich miast i wsi były w godzinach rozgrywania meczów zupełnie puste. Chodzili po nich tylko ludzie pokroju Krystyny Jandy i Magdaleny Środy. Ta pierwsza o polskich kibicach powiedziała, że „przy byle sukcesie dostają zupełnie irracjonalnego obłędu” i „gdybyśmy zwyciężyli, to nie dałoby się już wytrzymać dalej w tej euforii zwycięstwa”. Z kolei dla Środy od mundialu gorsza jest tylko niepodległość, bo mundial trwa miesiąc, a obchody 100-lecia odzyskania niepodległości cały rok. Jandzie trafnie odpowiedział Jan Tomaszewski, stwierdzając, że tymi słowami „określiła swoją nienawiść do Polski”. Sądzę, że miejsce takiej Jandy czy Środy jest np. w Niemczech, gdzie przy okazji mundialu jakiś polityk od Zielonych apelował do kibiców niemieckich, by nie chodzili w koszulkach reprezentacji i nie wieszali barw na samochodach, gdyż to przeszkadza przybyszom. Ciekawe, że gdy gra taka reprezentacja Turcji, to niemieccy Turcy zupełnie się nie szczypią. Szkoda tylko, że nasza reprezentacja nie zagrała dla swoich kibiców, tylko dla Jandy i Środy.