Zamach na SN to domykanie systemu [felieton]

Arkadiusz Myrcha, Poseł na Sejm. (fot. Łukasz Piecyk)

Ostatnie tygodnie to zdecydowane przyspieszenie partii Jarosława Kaczyńskiego w sprawie zamachu na Sąd Najwyższy. I określenie to nie jest przesadą, bo nie można inaczej nazwać wyrzucenia I prezes w trakcie jej konstytucyjnej kadencji. To zamykanie systemu, którego budowę PiS rozpoczął od samego początku kadencji.

Piątą już nowelizacją ustaw regulujących funkcjonowanie Sądu Najwyższego, PiS wprowadziło przepis umożliwiający błyskawiczny wybór jego nowego prezesa SN. Oczywiście będzie on jedynie „dublerem”, gdyż zgodnie z prawem kadencja prof. Małgorzaty Gersdorf upływa dopiero w 2020 roku. I żadną ustawą, nawet obniżającą wiek spoczynku sędziów, nie można przerwać zakotwiczonej w konstytucji 6 – letniej kadencji.  Takie działanie opisane w kodeksie karnym.

Dlaczego zatem PiS zdecydowało się na ten haniebny atak?

Po pierwsze, Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego jest jednocześnie Przewodniczącym Trybunału Stanu. Jest to sąd dla najwyższych urzędników państwowych i wielu ministrów PiS wie, że prędzej czy później stanie przed jego obliczem. Po drugie, SN zatwierdza ważność wyborów i rozpatruje protesty wyborcze Polaków. Za 3 miesiące zaś mamy wybory samorządowe. Niezwykle ważne i kluczowe z punktu widzenia rozpoczynającego się 2-letniego maratonu wyborczego. A pamiętajmy, że PiS zmieniło już ordynację wyborczą, w wyniku której wielu Polaków ma uzasadnione obawy odnośnie ich uczciwości.