Zawodnik z Małej Nieszawki odnosi sukcesy w MMA

Nie wychowywał się na filmach z Brucem Lee, wolał kopać piłkę na podwórku na toruńskim Rubinkowie. Pierwszy raz stanął na macie, gdy miał 15 lat. Zaczęło się od jednego treningu, skończyło na dwukrotnym tytule Mistrza Polski amatorskiego MMA. Teraz Dawid Januszewski ma szansę szkolić się w tym samym klubie, co Mamed Chalidow. Zawsze był typem sportowca. Kiedyś jeden z kolegów opowiedział mu o klubie No Limits w Toruniu. Poszedł na pierwszy trening i od razu wiedział, że znalazł się w swoim żywiole.

– Na dzień dobry czułem, że będę traktował to na poważnie. W MMA najbardziej pociąga mnie adrenalina – mówi Dawid Januszewski. – Nie liczą się tylko ciosy, na oślep. W czasie walki trzeba przede wszystkim myśleć, bo bez tego nie wygrywa się żadnego starcia.

Dziki jest spokojny
Po kilku spotkaniach miał już swój pseudonim. „Dziki”. Trener Paweł Klimkiewicz nadał mu taką ksywkę. Dawid na co dzień jest spokojnym, ułożonym 20–latkiem. Siła psychiczna nie pozwala mu na fałszywe ruchy. Mimo że w czasie walk pokazuje drugą twarz, to wewnętrzny spokój prowadzi go często do zwycięstwa.

– Trener powiedział do mnie „Dziki” i tak już zostało – mówi młody zawodnik. – Byłem zdeterminowanym dzieciakiem, który chciał walczyć jak najlepiej. Sam wiem, że poza matą jestem spokojny, a gdy wchodzę do klatki, to po to, żeby zrobić swoje.

Dawid kończy technikum elektroniczne, ale swoją przyszłość wiąże z MMA. Rodzina wspiera go w jego wyborach. Mimo że boją się o jego zdrowie, to przyzwyczaili się do ciągłych treningów. Nie próbowali go zrażać do tego sportu, bo wiedzieli, że postawi na swoim. Jest zbyt uparty. Nie zniechęca się nawet, gdy odnosi obrażenia.

„O Boże” – mówi mama
– Kiedyś po walce w Bydgoszczy, gdyby zobaczył mnie ktoś ze znajomych, to chyba by mnie nie poznał – wspomina „Dziki”. – Miałem złamany nos i zrobiły mi się kalafiory na uszach. Jak wchodzę taki do domu, to mama mówi: „o, Boże”. Ona nigdy nie widziała żadnej walki, ale tata z bratem często mnie dopingują.

Dawid ma dwóch braci. 18–letni nie poszedł w jego sportowe ślady i także uczy się w technikum. Z kolei 5–latek trenuje karate. „Dziki” nie wykorzystuje swoich umiejętności w życiu prywatnym, chyba że młodszy brat wyciąga go na trening.

– On jest taki pocieszny. Sam wybrał takie zajęcia i to wcale nie z mojego powodu. Czasem przychodzi do mnie i mówi: „porobimy boks?”. Bierze wtedy rękawice i „walczymy” – opowiada Dawid.

Jeśli wszystko dobrze się ułoży, mieszkaniec Małej Nieszawki będzie trenował w jednym klubie z Mamedem Chalidowem, międzynarodowym mistrzem MMA. Dawid był już na kilku spotkaniach w olsztyńskim Arrachionie.

– Moim zdaniem nie ma lepszego klubu w Polsce. Z Mamedem mieliśmy wspólny trening. Bardzo miły, normalny facet, inteligentny i z poczuciem humoru. Mają tam duże zaplecze dobrych zawodników w mojej wadze – mówi „Dziki”.

Wybór 20–latka w pełni popiera jego obecny trener, który wspólnie z nim rozważa przejście Dawida do klubu w Olsztynie.

Kierunek Olsztyn
– „Dziki” jest bardzo dobrym zawodnikiem, dynamicznym, ambitnym i pełnym pasji. On po prostu to lubi, co jest w tym sporcie niezwykle ważne. Jego ewentualne przejście do olsztyńskiego klubu, to nasza wspólna decyzja, ponieważ on wszystkie etapy rozwoju, jakie mógłby przejść w Toruniu, już z pewnością zaliczył. Aby mógł się rozwijać, musi walczyć z cięższymi zawodnikami, a tego tutaj nie możemy mu zapewnić – mówi Paweł Klimkiewicz, trener Dawida.

„Dziki” traktuje MMA jak każdy inny sport. Mówi, że każdy wybiera co innego – jeden woli grać w tenisa, inny w koszykówkę, kolejny w piłkę nożną. On po prostu lubi się bić. To jego sposób na życie.