Ziemia przesuszona

Gospodarze w regionie rozkładają bezradnie ręce. Ziemia na polach wyschła na pieprz. Trudno orać, a w silosach i na klepiskach zboża jest znacznie mniej niż w poprzednich latach. Chłopi modlą się o krótką zimę, ale topniejący śnieg byłby bardzo potrzebny

Tak suchego roku dawno nie było. Rolnicy szacują straty i wypełniają wnioski o zapomogi. Te otrzymają jednak nieliczni, bo kryteria są niezwykle restrykcyjne. Wielu będzie musiało pozbyć się części stad, żeby przetrzymać zimę. Paszy bowiem nie starczy. W wielu przypadkach katastrofa hydrologiczna uderzy z opóźnieniem.

Nie ma jeszcze danych, które zbiorczo obrazowałyby plony w powiecie toruńskim i bydgoskim. Rolnicy już jednak wiedzą, co mają w swoich magazynach. Buraki cukrowe są jeszcze na polach, ale żółte placki odznaczają się z daleka. Kukurydza skarlała, a ziarno było drobniuteńkie. Zboża jare przy tegorocznej pogodzie w ogóle nie miały szans. Nieco lepiej jest z oziminą, ale i tej może zabraknąć do wiosny.

– Wielu będzie musiało redukować liczbę hodowanych zwierząt, żeby starczyło paszy – mówi wprost Wojciech Witkowski, sołtys Szembekowa w gminie Obrowo, rolnik. – Zboża jarego mamy ok. 60 procent mniej niż rok temu. Silos mamy na 100 ton, ale w żaden sposób nie da się go wypełnić w tym roku. W buraki szkoda iść. Człowiek się napracował, cena cukru wzrosła w sklepie, a w skupie płacą nam mniej. No i wyrosło tyle tego, co kot napłakał.

Jeszcze parę tygodni temu rolnicy mieli nadzieję, że przyjdą deszcze i chociaż kukurydza się trochę obroni.

– Wyglądaliśmy deszczu, ale przyszedł za późno – mówi Wojciech Witkowski. – Kukurydza była strasznie drobna, a czasami kolby były puste – zero ziarna. Ten rok dla nikogo nie będzie łatwy.

Żona gospodarza widzi wszystko w jeszcze ciemniejszych barwach.

– Cena cielaków poszła w dół, trzody chlewnej w dół, a za przekroczenie limitu produkcji mleka płaci się kary – mówi Jadwiga Witkowska. – Rolnictwo upada. Chyba nie jest dobrze, jeżeli gospodarze nie mają pieniędzy, a takich jest wielu, żeby zapłacić KRUS czy podatki? To o jakiej opłacalności produkcji my mówimy? Coraz częściej się słyszy od sąsiadów, że chcą to wszystko rzucić w cholerę.

Na polach i w magazynach skutki suszy widać. Życie jednak sobie, a przepisy sobie. W Urzędach Gminy wiele zrobić nie mogą. Wypełniają tylko formularz, który jest przesyłany do Urzędu Wojewódzkiego, ale mówią wprost, że kryteria są tak skonstruowane, że niewiele osób ma

szansę na rekompensatę poniesionych strat.

– Mogę zakwalifikować wstępnie 20 wniosków do otrzymania odszkodowania w wyniku suszy – mówi Justyna Kamińska odpowiedzialna za tę kwestię w Urzędzie Gminy w Obrowie. – Ten system jest bardzo skomplikowany. Nie jest tak, że wystarczy, że 30 procent upraw nam wypali, a dostaniemy pieniądze. We wniosku, który muszę uzupełnić, są 24 pozycje. Jeżeli ktoś ma produkcję mleczną, to nawet jakby wysuszyło mu wszystko, to nie otrzyma pieniędzy. Bo wyjdzie mu wysoki dochód ze sprzedaży mleka. Podobnie, jeżeli trzyma sporo zwierząt. To system naczyń połączonych. Rolnicy mówią wprost, że ceny średnie uwzględniane w tym systemie są wyższe niż realia.

W Łubiance swoim rolnikom nie pozostawiają złudzeń.

– Nikt nie otrzyma u nas odszkodowania za straty poniesione w wyniku suszy – mówi Bartosz Lewandowski, kierownik referatu Rolnictwa i Ochrony Środowiska. – Powołany do monitorowania tego problemu instytut w Puławach ma bardzo restrykcyjne przepisy. Na ich stronie internetowej można znaleźć wskazania, które uprawy w ogóle kwalifikują się do sprawdzenia, czy nastąpiły w nich straty. Wiele zależy także od klasy ziemi, na której rosły określone zboża. Nie ma co robić gospodarzom niepotrzebnie nadziei. Oczywiście komisja mogłaby orzec, że stwierdza na miejscu straty, ale odszkodowanie, żeby zostało wypłacone, musi mieć umocowanie w przepisach.

Sprawę bardzo szeroko analizuje Marek Nowacki, dyrektor oddziału Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Przysieku.

– Każdy już wie, co zostało zebrane – mówi specjalista. – My danych szczegółowych nie posiadamy, ale zboża jare nie miały szans, żeby się dobrze rozwinąć. W niektórych miejscach w naszym regionie sytuacja wygląda bardzo źle. Wielu rolnikom nie starczy paszy do wiosny. Będą musieli wybijać stado, a każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z rolnictwem wie, że jego odbudowa nie jest taka łatwa.

Ekspert zwraca także uwagę na skutki suszy odłożone w czasie.

– Są gospodarstwa, które będą odczuwały tegoroczną katastrofę z brakiem opadów dopiero za rok – mówi Marek Nowacki. – Przypuśćmy, że ktoś ma sady. Przecież drzewa są tak wysuszone, że nie są wstanie przeżyć długiej zimy. Przyjdą mrozy i śniegi, a wiosną będą mogły pójść tylko na opał, bo uschną. U nas w glebie nie ma materiału ilastego. On występuje na madach rzecznych, trochę jest go na Lubelszczyźnie. Uzależnieni jesteśmy więc od związków organicznych. A wielu ludzi nic już nie hoduje, więc i nie nawozi pól. Kompleks sorpcyjny został naruszony bardzo mocno, bo maleje warstwa próchnicy w glebie, która, mówiąc kolokwialnie, „trzyma” wodę. Latami będzie trzeba ją odtwarzać. Krótkotrwałe, nawet intensywne, opady nic nie pomogą.