Zmienili podzielniki i mają kilka tysięcy złotych dopłat. „Boimy się odkręcić kaloryfer”

Miało być dokładniej, a wyszło jak zwykle. Mieszkańcy bloku przy ulicy Głowackiego w Chełmży wymienili podzielniki ciepła z parowych na elektroniczne. Oniemieli, gdy dopłaty za sezon grzewczy przekroczyły nawet 7 tys. złotych.

Elżbieta Składanowska mieszka w kawalerce na niecałych 29 metrach kwadratowych. Utrzymuje się z renty. Większość czasu spędza u córki, gdyż choroby dają jej się we znaki. Do ogrzania pokoju wiele ciepła nie potrzebowała, a sezonowa zaliczka w czynszu na ogrzewanie w kwocie 800 złotych praktycznie zaspokajała potrzeby kobiety. Gdy przyszedł rachunek wyrównujący poprzedni sezon grzewczy, zakręciła zupełnie kaloryfer.

– O mało zawału nie dostałam na widok wyrównania – żali się rencistka. – 2500 złotych do zapłaty? Jakim cudem to się stało?
Gdyby problem dotyczył tylko pani Elżbiety, można by pomyśleć, że to błąd matematyczny. Jej sąsiedzi mają jednak podobne, jeśli nie większe, kłopoty.

– Prześledziłem wszystkie faktury od 2003 roku – mówi Andrzej Bartosiński, który do zapłaty ma 1,5 tys. złotych. – Zawsze, poza opłatą w czynszu, do zapłaty miałem maksymalnie 200 złotych. Teraz to są jakieś jaja.

Rekordzistą z Głowackiego jest pan Zbigniew – ma do zapłaty ponad 7 tys. złotych.

– Ta sprawa trafi do sądu – zapowiada mężczyzna. – Przecież to jest zdzierstwo w biały dzień.

Wszystko zaczęło się w momencie zmiany podzielników. Stare “parówki” (obliczanie ciepła na podstawie odparowania płynu) zastąpiono elektronicznymi, które precyzyjnie miały wskazać, ile zużyto ciepła. Efekt? Odwrotnie proporcjonalny do założeń. Lokatorzy obawiają się włączyć kaloryfery. Na tyle, że zużycie energii cieplnej w bloku spadło o 30 procent.

– Podzielniki nie są licznikami w rozumieniu ustawy o miarach – tłumaczy Zbigniew Kręgiel, prezes Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej. – Te pierwsze jedynie obliczają – dzielą koszty – zużycia całego bloku na poszczególne mieszkania. W nowych zabudowach wprowadza się liczniki gigadżuli lub kilowatogodzin, które pozwalają na zmierzenie faktycznej ilości ciepła dostarczonego do mieszkania. W omawianym bloku nie ma możliwości podłączenie takich liczników ze względu na stary system istniejącej instalacji.

– Co mogą zrobić lokatorzy? – pytamy.

– Zwołać zebranie wspólnoty i podjąć uchwałę o zamienia podzielników na starszego typu, które są mniej dokładne, lub zdecydować o rozliczeniu ciepła według powierzchni mieszkań.

W Polsce Ludowej takich problemów nie było – ryczałt, odkręcony kaloryfer i otwarte okna. Dzisiaj mamy multum przepisów i dyrektyw z Prawem energetycznym na czele. Do tego niezrozumiałe dla większości osób kwestie współczynników, które w teorii wyrównują zużycie dla mieszkań szczytowych i środkowych. Audytor energetyczny, z którym rozmawialiśmy, stwierdził, że mógłby, z trudem, uwierzyć w dopłatę w wysokości 1500 złotych, ale większe kwoty są absurdalne i wymagają sprostowania sposobu rozliczenia ciepła.

– Firma instalująca nowoczesne podzielniki elektroniczne w miejsce wyparkowych (przyp. red. starego typu) powinna zwrócić uwagę zarządu na konsekwencje, jakie to ze sobą niesie, w szczególności na możliwość pojawienia się nieproporcjonalnie dużych różnic w wynikach rozliczenia ciepła – tłumaczy Andrzej Czajkowski. – Rolą zarządcy powinno być w takiej sytuacji porównanie rozliczeń według starego i nowego podzielnika, gdyż mają one inną zasadę działania i zupełnie inne zakresy pomiarowe, co może skutkować nadmiernym i wręcz nieuzasadnionym obciążeniem kosztami ogrzewania tych lokatorów, którzy zużywają więcej energii cieplnej. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, gdyż powrót do starego typu podzielników może być w bliskiej przyszłości niemożliwy, choćby dlatego, że zwykle umowy z firmami rozliczającymi są wieloletnie.

Rozliczaniem ciepła zajmuje się podwykonawca ZGM-u, firma Brun-Pol. Jej pracownicy byli zdziwieni, gdy usłyszeli o takich rachunkach, ale mówią zgodnie: – To możliwe.

– Sprawdzaliśmy nasze urządzenia i nie ma mowy o pomyłce – twierdzi Krzysztof Jaczkowski. – Na takie rachunki wpływ może mieć wiele czynników.

Mowa tu m. in. o słabym ociepleniu bloku czy zimnych mieszkaniach w bezpośrednim sąsiedztwie. Wtedy zachodzi tzw. dogrzewania przenikające czyli ucieczka ciepła do pustych mieszkań.

– Nie warto także zakręcać kaloryferów na kilka godzin, aby wieczorem mocno je rozkręcić – radzi przedstawiciel firmy Brun-Pol. – Rozruch jest bardzo kosztowny w stosunku do stałej emisji ciepła. W przypadku tego bloku mamy też do czynienia z rozliczeniem w 80 procentach od zużycia, a w 20 – od metrażu. Wspólnota i zarządca mogą się pochylić nad tym stosunkiem, aby zmienić sposób naliczania opłat.

Decyzję o tej zmianie może podjąć zwykła większość we wspólnocie. Sęk w tym, że osoby, które miały spore nadpłaty w naliczaniu z podzielnika wyparkowego, dzisiaj mogą liczyć na zwroty.

***
Leszek Budkiewicz, radca prawny: Sposób rozliczania kosztów ogrzewania oparty jest na zasadzie: koszty stałe (m.in. ogrzewanie klatek schodowych, przenikanie ciepła przez ściany) oraz koszty użytkownika. Szczegółowe obliczenia dokonywane są na podstawie specjalnych wzorów i laikowi trudno jest się w tym zorientować.
Warto jednak zobaczyć, jaką wartość w całym rozliczeniu stanowią koszty stałe. Często bowiem przy wymianie liczników podnosi się ich wartość procentową z 40 na 50 procent. Może to spowodować rzeczywisty wzrost rachunku o ok. 35 procent.
Wraz ze wzrostem opłaty podstawowej oraz dokładnym naliczaniem i zmianą zasad rozliczania energii, rachunek może wzrosnąć nawet o kilkaset złotych rocznie.
Stąd też mieszkańcy winni wymagać od zarządu szczegółowego określenia zasad rozliczenia energii zgodnie z przyjętym regulaminem rozliczeń. W przypadku jego kwestionowania, członkom wspólnoty pozostaje dochodzenie swych praw przed sądem.