Byki na gigancie. Felieton Mirosława Graczyka
Wyobraźcie sobie Państwo letni poniedziałkowy wieczór, w którym zamiast telefonu od znajomych odbieram meldunek: „Z gospodarstwa w gminie Chełmża uciekło 31 byków. Ważą po trzysta kilo. Nie wiadomo, gdzie są”. Wizja wielkiego rodeo na drogach i polach powiatu toruńskiego mogła zmrozić krew w żyłach – tyle zdezorientowanych, potężnych zwierząt w wysokich uprawach, blisko ruchliwych tras i podwórek. Sytuacja kryzysowa z gatunku tych, których nie opisują żadne podręczniki dla samorządowców.
Jednak ta nietypowa, trwająca tydzień akcja pokazała coś niezwykle cennego – naszą lokalną odporność i zdolność do szybkiej mobilizacji. Zamiast sztywnych procedur zadziałała zwykła, ludzka solidarność. Na jednym polu, ramię w ramię, stanęli strażacy z OSP, policjanci, leśnicy, weterynarze i piloci dronów przeczesujący uprawy słoneczników. Każdy bez wahania dołożył swoją cegiełkę, choć nikt przecież nie ma „łapania byków” w codziennym zakresie obowiązków.
Kluczowi okazali się sami mieszkańcy. Zamiast kręcić sensacyjne filmiki do sieci, wykazali się ogromną dyscypliną, spokojem i sąsiedzką czujnością. Każdy telefoniczny sygnał o kierunku marszu uciekinierów pozwalał nam precyzyjnie działać. Wielkie brawa należą się też lokalnym mediom. Zamiast pompować balon grozy i gonić za tanim klikiem, rzetelnie informowały o postępach akcji i uczulały na zagrożenia.
Bilans? Trzydzieści sztuk bezpiecznie wróciło do zagrody. Jeden uciekinier niestety przypłacił tę przygodę życiem, ale najważniejsze, że całe to zamieszanie zakończyło się bez jakichkolwiek ofiar i wypadków wśród ludzi. Udowodniliśmy, że gdy trzeba grać do jednej bramki, potrafimy współpracować bez barier. Nasz powiat to nie tylko sprawny urząd. To przede wszystkim wspólnota, na którą można liczyć w każdej, nawet najbardziej zwariowanej sytuacji.

