Chcemy pokoju? Musimy być gotowi na zagrożenie. Felieton Przemysława Termińskiego
Kolejny incydent z rakietą lub dronem w pobliżu polskiej przestrzeni powietrznej przypomina o czymś, o czym zdecydowanie zbyt łatwo zapominamy. Bezpieczeństwo nie zaczyna się wtedy, gdy pojawia się zagrożenie. Zaczyna się wcześniej, od przygotowania, sprawnych procedur i odpowiedzialnych decyzji.
Polska jest członkiem NATO i znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie wojny. Nie możemy więc zakładać, że każdy potencjalny kryzys ominie nasze terytorium. Jeżeli obiekt spada na terytorium Polski, pytanie nie powinno brzmieć wyłącznie: skąd przyleciał? Powinniśmy przede wszystkim wiedzieć, czy systemy wykrywania zadziałały, kto podejmuje decyzję i czy służby są przygotowane do natychmiastowej reakcji.
Bezpieczeństwo to jednak nie tylko wojsko i obrona powietrzna. Coraz większe znaczenie ma bezpieczeństwo cyfrowe. Atak na system energetyczny, kolej, wodociągi, szpitale czy administrację może sparaliżować państwo bez jednego żołnierza przekraczającego granicę. Dlatego cyberbezpieczeństwo powinno być traktowane jako element infrastruktury krytycznej, a nie wyłącznie problem informatyków.
Potrzebujemy sprawniejszych procedur, lepszej wymiany informacji między służbami i administracją oraz inwestycji w technologie pozwalające szybciej wykrywać zagrożenia. Potrzebujemy także regularnych ćwiczeń, nie tylko wojskowych, ale również cywilnych. Państwo musi wiedzieć, co robić, kiedy wydarzy się coś nieprzewidzianego.
Paradoksalnie najlepszym sposobem na utrzymanie pokoju jest pokazanie, że jesteśmy gotowi na jego utratę. Silna obrona nie oznacza, że ktoś chce wojny. Oznacza, że potencjalny przeciwnik musi liczyć się z konsekwencjami każdego działania.
Dlatego każdy taki incydent powinien być dla Polski lekcją, a nie tylko wiadomością na jeden dzień. Jeżeli chcemy pokoju, musimy być przygotowani na zagrożenie. Bo bezpieczeństwo nie jest stanem, który dostajemy raz na zawsze. Trzeba je stale budować, sprawdzać i wzmacniać.

