Grunt pod AI. Toruń jedzie z peletonem czy pakuje rower do garażu? Felieton Tomasza Mosiołka
Inwestycje to nasze ulubione słowo na konferencjach. Slajdy, strategie, uściski dłoni, wspólne zdjęcie. Tylko czy metropolia toruńska naprawdę inwestuje w nowe technologie, czy głównie o nich opowiada?
Rynek gruntów zmienia się na naszych oczach, a nową walutą jest moc przyłączeniowa. Sztuczna inteligencja i centra danych potrzebują energii na skalę miasta, więc inwestorzy szukają miejsc, gdzie da się podłączyć setki megawatów. To nie prognoza na 2040 rok. To dzieje się teraz.
Popatrzmy, kto już jedzie. W Choczewie na Pomorzu ma powstać największe centrum danych w Polsce, o mocy 3,2 gigawata. Pod Bełchatowem kolejny kampus, z przyłączem do 500 megawatów. Te gminy nie zwoływały okrągłych stołów. Załatwiły warunki przyłączenia i weszły do gry o miliardy i miejsca pracy.
A u nas? Czy ktoś dziś wie, gdzie mamy wolną moc, które tereny leżą przy stacji i linii wysokiego napięcia, jak szybko uchwalimy plan pod taką inwestycję? Czy mamy gotową ofertę, czy zaczniemy jej szukać dopiero wtedy, gdy zadzwoni pierwszy inwestor, a potem odłoży słuchawkę, słysząc „wróćmy do tego za trzy lata”?
Bo on nie przyjedzie tam, gdzie się debatuje. Przyjedzie tam, gdzie prąd i procedury są gotowe. I nie chodzi tylko o wielkie kampusy, energochłonny przemysł pyta o to samo.
Tu nie chodzi o pieniądze, bo tych na promocję zawsze się znajdzie. Chodzi o odwagę, żeby postawić na coś, czego nie widać na ładnej wizualizacji, i o tempo, którego nie da się nadrobić kolejną konferencją.
Region ma grunty, ludzi i położenie. Brakuje jednego, decyzji. Możemy wyznaczać trasę albo dłubać przy łańcuchu, gdy grupa znika za horyzontem. Transformacja się nie zapowiada. Ona trwa. Pytanie brzmi: jedziemy, czy dalej kręcimy się w miejscu?


Stefek+Wandzia
16 sierpnia 2026 @ 21:16
Amen, bro!