Kto naprawdę płaci za cło? Felieton Przemysława Termińskiego
Cło brzmi niewinnie. Dodatkowy koszt na granicy. Papier, przelew i można wracać do interesów. Tyle że konsument szybko zauważa, że ten koszt wcale nie kończy się na granicy.
Kiedy sprowadzenie towaru zaczyna kosztować więcej, firmy zaczynają szukać innych dostawców. A kiedy zmienia się dostawca, zmienia się też cena, dostępność, a czasem nawet sam produkt. Konsument nie musi znać szczegółów polityki handlowej. Wystarczy, że przy sklepowej półce widzi wyższą cenę albo słyszy: „tego już nie mamy”. I choć klient nie widzi całej drogi produktu, odczuwa każdą zmianę, która wydarzyła się po drodze.
I tu zaczyna się prawdziwy paradoks. Zamiennik nie zawsze czeka na półce. Trzeba go znaleźć, sprawdzić, zamówić i dostarczyć. Dla konsumenta oznacza to często mniej wyboru i więcej kombinowania. Produkt, który jeszcze niedawno można było kupić bez zastanowienia, nagle trzeba zastąpić czymś innym.
Oczywiście można powiedzieć, że w ten sposób chronimy własny rynek. Brzmi rozsądnie. Tyle że gospodarka ma tę nieznośną cechę, że rachunek zawsze gdzieś trafia. Czasem płaci producent, czasem sprzedawca, ale bardzo często na końcu stoi klient. Ten sam, który przy kasie odkrywa, że polityka handlowa właśnie doliczyła mu swoją pozycję do rachunku.
Czytaj także: Chcemy pokoju? Musimy być gotowi na zagrożenie. Felieton Przemysława Termińskiego
Co więcej, konsumenci szybko się przyzwyczajają. Jeśli przez cło jeden produkt znika albo staje się nieopłacalny, zaczynają kupować inny. Firmy dostosowują ofertę, pojawiają się nowi dostawcy, a rynek zmienia swoje przyzwyczajenia.
I właśnie w tym tkwi największa przewrotność ceł. Państwo nakłada je, by chronić własny interes. Problem w tym, że handel nie działa na komendę. Jeśli jedna droga zostanie zamknięta, firmy i konsumenci znajdą inną. Z czasem mogą się do niej przyzwyczaić na tyle, że powrót przestanie być potrzebny. Zamiast uderzyć w drugą stronę, może podnieść ceny, ograniczyć wybór i skłonić firmy oraz klientów do szukania innych rozwiązań. Bo łatwo zamknąć drzwi, ale trudniej przekonać innych, by chcieli przez nie wrócić.

