Między pucharem a chodnikiem. Felieton Mirosława Graczyka
Trzecie miejsce Powiatu Toruńskiego w rankingu Związku Powiatów Polskich to sukces, którego nie da się zbagatelizować. Brązowy medal w skali kraju to dowód, że urzędnicy działają sprawnie, budżet się spina, a inwestycje postępują zgodnie z planem. Ważne, by w blasku tego prestiżowego wyróżnienia nie oślepiał nas blask pucharu.
Ranking ZPP to bezlitosny mechanizm. Punkty dostaje się za konkret: cyfryzację, kilometry asfaltu, zrealizowane programy. Jednak jako starosta zadaję sobie pytanie: czy ten sukces z tabeli w Excelu przekłada się na realne zadowolenie przy rodzinnym stole w Czernikowie, Chełmży czy Złejwsi Wielkiej?
Istnieje bowiem zasadnicza różnica między „punktem rankingowym” a „punktem widzenia” mieszkańca. Ekspert postawi plus przy e-urzędzie, ale dla obywatela liczy się to, czy urzędnik przy okienku potraktował go po ludzku, z empatią. Specjalista odhaczy w raporcie nową drogę, ale to mieszkaniec oceni, czy prowadzi ona tam, gdzie on faktycznie chce dojechać.
Czytaj także: Fundament, na którym budujemy codzienność. Felieton Mirosława Graczyka
Rankingi są jak zdjęcie z filtrem – pokazują najlepszą wersję rzeczywistości. Opinia mieszkańców to z kolei obraz bez retuszu, często krytyczny, ale przez to najprawdziwszy. I to w nim kryje się największe wyzwanie dla władz powiatu. Prestiżowe podium cieszy oko, ale to dopiero połowa sukcesu. Druga, znacznie trudniejsza część to sprawienie, by każdy mieszkaniec czuł się obywatelem „powiatu na podium” nie tylko po przeczytaniu gazety, ale w codziennym życiu. Prawdziwy triumf świętujemy nie wtedy, gdy odbieramy statuetkę, ale gdy wysoka ocena ekspertów staje się odczuwalnym standardem na przystanku, w szpitalu czy na wybudowanym wzdłuż jezdni chodniku.
Dopóki świat tabel i świat codziennych spraw nie zaczną mówić tym samym głosem, puchar w gabinecie pozostanie tylko miłym, ale suchym faktem. A my gramy przecież o coś więcej niż kolejny bibelot w gablocie.

