Skip to content

! komentarz

  1. Cezary Kępski
    31 sierpnia 2026 @ 10:51

    Świadomy wybór czy świadomy PR?
    Felieton starosty toruńskiego Mirosława Graczyka brzmi jak komunikat z gabinetu, nie jak tekst, który ma coś wyjaśnić. Sukces rekrutacyjny, „ponad tysiąc uczniów”, uczniowie z Torunia i sąsiednich powiatów, VR, AI, SkillsPoland, Branżowa Szkoła Ćwiczeń — wszystko ułożone w jedną, gładką opowieść o konsekwencji, inwestycji i przełamywaniu stereotypów. Problem w tym, że autor odpowiada za te szkoły. Nie jest obserwatorem. Jest gospodarzem, który chwali własne gospodarstwo.
    To nie dyskwalifikuje faktów. Dyskwalifikuje ton pewności.
    Puste ławki to nie „zmartwienie wielu samorządów” obok którego powiat toruński stoi jako wyspa. To skutek demografii, której nikt w Polsce nie odwrócił inwestycją w pracownię. Mniej dzieci rodzi się od dekad. Jeśli w Gronowie i Chełmży nabór rośnie, ktoś indziej traci. Uczniowie z Torunia i sąsiednich powiatów to nie tylko dowód atrakcyjności oferty. To też drenaż. Lokalny sukces bywa cudzym deficytem. Felieton tego nie waży.
    „Świadomy wybór” brzmi szlachetnie. W praktyce wybór szkoły ponadpodstawowej wciąż mocno zależy od wyników, dojazdów, presji rodziców i tego, co zostało po rekrutacji do liceów. Technikum i szkoła branżowa często są decyzją racjonalną. Nie zawsze są decyzją pierwszego wyboru. Stereotyp „planu B” nie wziął się z powietrza i nie zniknie, bo starosta ogłosi, że już dawno nie obowiązuje. Prestige buduje się wynikami absolwentów na rynku, pensjami, stabilnością pracy i tym, czy po kilku latach nie wracają do systemu po przekwalifikowanie. Certyfikaty i staże u „liderów branży” są ważne. Nie zastępują twardego rachunku: ilu kończy, ilu pracuje w wyuczonym zawodzie, za ile, jak długo.
    Inwestycje w sprzęt i kadrę też zasługują na chłodniejsze zdanie. Doposażenie pracowni, dostosowanie do rynku, szkolenia nauczycieli — to standard, nie cud. Część pieniędzy pochodzi z programów unijnych, rządowych i branżowych, nie z wyjątkowej miejscowej wizji. Najnowszy sprzęt bez nauczycieli przedmiotów zawodowych, bez praktyk, które nie są fikcją, i bez aktualnych programów zostaje właśnie tym, przed czym autor ostrzega: drogim gadżetem. VR i AI w klasie brzmią nowocześnie. Pytanie, czy służą nauce zawodu, czy slajdom na inaugurację roku.
    Rynek pracy, na który powołuje się tekst, nie jest statyczny. Motoryzacja, logistyka, hotelarstwo — dziś potrzebują ludzi, jutro mogą potrzebować innych kompetencji albo mniejszej liczby rąk. Szkoła zawodowa, która chwali się bliskością „liderów”, musi też umieć powiedzieć, co zrobi, gdy lider zautomatyzuje stanowisko albo przeniesie część procesu. Bezpieczny start w dorosłość to obietnica. Dla części absolwentów będzie to etat. Dla części — niskopłatna, rotacyjna praca i poczucie, że „konkretny fach” nie wystarczył.
    Najsłabszy fragment felietonu to pewność, że problem demograficzny da się „przełamać” budowaniem oferty. Można łagodzić skutki. Można ściągać uczniów z zewnątrz. Można lepiej przygotować tych, którzy i tak przyjdą. Nie da się udawać, że lokalny nabór unieważnia spadek kohort. To nie jest bierność. To realizm.
    Szkoły branżowe i technika potrzebują obrony przed snobizmem licealnym. Potrzebują też obrony przed autocelebrą władzy, która własne zadania przedstawia jako historyczny zwrot. Świadomy wybór zaczyna się od liczb, źródeł, porównań z sąsiadami i od pytania, co zostanie, gdy skończy się fala inwestycji i marketingu. Dopóki tego nie ma, tekst zostaje tym, czym jest: sprawnym ogłoszeniem sukcesu napisanym przez człowieka, który ten sukces ma obowiązek wykazać.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *