Dzikość w Daniela oczach
Zabójcą podobno można zostać przez przypadek. Bo nagle w człowieka wstąpi coś, czego się nie spodziewa. Albo okoliczności sprawią, że coś tragicznego po prostu się wydarzy… Albo krew się zagotuje… Lecz obojętnie jaka jest przyczyna, odebranie życia – zmienia wszystko i na zawsze. Być może tak Daniel O. z podtoruńskiej Złotorii tłumaczył przed sobą samym to, co zrobił swojej teściowej. A może jednak wszystko zaplanował…
Obława
Tamtego styczniowego wieczora przez Złotorię lotem błyskawicy przebiegła informacja, że we wsi grasuje morderca. Nieznany sprawca miał w jednym z domów w prawie samym środku wsi zamordować bezbronną i niewinną starszą kobietę. W powietrzu gęstym od dymu z pieców centralnego ogrzewania do późnych godzin nocnych migały niebieskie koguty policyjnych radiowozów. Trwała obława.
To był naprawdę jeden z najbardziej niepokojących momentów, od kiedy tu mieszkam – mówi jedna z mieszkanek ulicy 8 marca, równoległej do tej, przy której dopuszczono się zbrodni. – Ludzie pisali do siebie wiadomości, na wiejskiej grupie w mediach społecznościowych natychmiast pojawiły się pogłoski, co się stało, ale tak naprawdę nikt nic nie wiedział. Oprócz tego, że stało się coś naprawdę poważnego, bo policji było pełno nie tylko u nas we wsi, czy w gminie Lubicz, ale praktycznie w całym Toruniu. Wszyscy myśleli, że policja ściga kogoś bardzo niebezpiecznego.
Czytaj także: Mieszkaniec Lubicza Dolnego wygrał w „Jeden z Dziesięciu”. Sukces Mariusza Węgrzyna
Strach miał jednak wielkie oczy. Choć w Złotorii rzeczywiście pojawił się zabójca, to jednak miał on upatrzony cel – teściową.
Daniel O. od kilku lat mieszkał za granicą, w Belgii. Tam znalazł dobrze płatną pracę i wygodne życie. Emigracja nie przyniosła mu jednak szczęścia rodzinnego. Kiedy wracał z obczyzny do rodzinnego kraju, regularnie kłócił się z żoną. Sąsiedzi doskonale wiedzieli, kiedy przyjeżdżał – było go słychać.
Kto się interesował życiem sąsiadów, ten wiedział, że w tym domu trwa jakiś konflikt – mówią sąsiedzi zamordowanej Małgorzaty Z. – Po wszystkim dowiedzieliśmy się, że tak jak zazwyczaj, szło o pieniądze…
Motywy
Co dokładnie wydarzyło się w środę, 15 stycznia 2025 r., wie tylko Daniel O. Kiedy zaniepokojona milczeniem matki Izabela O., żona Daniela, pospiesznie wróciła z pracy do domu, zastała męża schodzącego z piętra ich domu. Gdy zobaczyła zwłoki matki w wannie, przerażona uciekła do sąsiadów. Goniły ją wrzaski Daniela, który groził jej śmiercią. Nie żartował. Nie udawał. Miał w oczach tę dzikość, która nakazuje się bać. Nie czekał na przyjazd policji – wsiadł w swojego opla i zniknął w ciemności.
Intensywny pościg policji zakończył się stosunkowo szybko. Mężczyzna został zatrzymany kilka kilometrów od miejsca zbrodni, w pobliżu Szpitala Dziecięcego. Nie stawiał oporu. Dwa dni później usłyszał zarzut zabójstwa, przewieziono go do aresztu. Wkrótce zapadła też decyzja o skierowaniu go na badania psychiatryczne, aby ustalić, czy w chwili popełnienia zbrodni był poczytalny. Wyniki były jednoznaczne – Daniel O. rozumu nie postradał.
Rozprawa
Zarówno podczas śledztwa, jak i w trakcie zeznań przed sądem, Daniel O. konsekwentnie odmawiał składania zeznań. Mimo to prokuratura na podstawie zebranych na miejscu zbrodni dowodów ustaliła przebieg zdarzeń. Sprawca najpierw miał ciężko pobić swoją ofiarę – ślady po tym znaleziono na całym ciele Małgorzaty Z. Jednak to nie pobicie spowodowało śmierć kobiety, lecz uduszenie. Nie ustalono, czy sprawca posłużył się przy tym rękoma, czy na przykład poduszką. Wiadomo za to, że zaplanował ukrycie dowodów zbrodni. Ciało zamordowanej kobiety zostało zawleczone do łazienki i ułożone w wannie tak, aby wyglądało to na utonięcie.
12 marca Sąd Okręgowy w Toruniu skazał Daniela O. na dwadzieścia lat i sześć miesięcy pozbawienia wolności za zabójstwo i stosowanie gróźb karalnych. Jednocześnie zakazał mu przez piętnaście lat zbliżać się do swojej byłej żony na odległość nie mniejszą niż 20 m, a także tytułem zadośćuczynienia zapłacić jej kwotę 150 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny.

