Inspiracje w naturze
Dla Barbary Kawczyńskiej z Ciechocinka malarstwo to pasja, która pojawiła się już w najmłodszych latach i pozostała do teraz. Przez ponad dwadzieścia lat kierowała Miejskim Centrum Kultury. Obecnie ma więcej czasu na to, by poświęcać się sztuce.
Choć w wielu przypadkach mówienie o początkach przygody ze sztuką w wieku dziecięcym może być pewnym banałem, to u Barbary Kawczyńskiej ta pasja naprawdę narodziła się bardzo wcześnie.
Gdy byłam dzieckiem, to ciągle chodziłam z kredkami, z zeszytem, a moim ulubionym przedmiotem była oczywiście plastyka – wyjaśnia. – Pamiętam, że gdy w szkole na lekcji rysunku narysowałam swoją prace, to szło mi to tak szybko i sprawnie, że jeszcze dwie, trzy koleżanki mogły liczyć na jakąś pomoc. Nauczycielki nigdy mi za to uwagi nie zwracały.
Umiejętności plastyczne były wykorzystywane w szkole choćby do wykonywania dekoracji na różne okazje, co bardzo cieszyło panią Barbarę. Mogła już wtedy realizować się w swoich pasjach, co zresztą wykorzystywała także później, już podczas kierowania instytucją kultury w Ciechocinku, realizując wiele scenografii do koncertów i miejskich festiwali. W marzeniach było pójście do liceum plastycznego, ale edukację rozpoczęła w Liceum Ogólnokształcącym w Ciechocinku. Pasja jednak pozostała, wpływ na przyszłość miało pewne spotkanie, które miało miejsce na początku lat siedemdziesiątych. Barbara Kawczyńska odwiedziła wtedy Karola Kossaka, ostatniego z rodu słynnych malarzy. Było to dla niej ważne spotkanie, choć szła na nie z pewnymi obawami, gdyż nie wyobrażała sobie, że ona, niejako prosto z ulicy, trafia do tak wybitnego artysty.
Pamiętam do dzisiaj, że był to bardzo sympatyczny, bardzo wysoki człowiek. Przyjął mnie, poczęstował herbatą, porozmawiał, obejrzał te moje prace, stwierdził, że jest potencjał. Co prawda widać w nich też było błędy anatomiczne, ale zachęcił do dalszej pracy – wspomina Kawczyńska. – I dodał mi skrzydeł, bo ta wizyta upewniła mnie, że może coś tam ze mnie będzie, jeżeli będę pracowała. Rodzice widzieli, że ta pasja to nie jest tylko jakieś chwilowe zainteresowanie, ale że coś tam we mnie tkwi. Moja mama, która była nauczycielką, dowiedziała się, że istnieje możliwość, zdawania egzaminów praktycznych z rysunku i malarstwa i na podstawie świadectwa przeniesienia się do liceum plastycznego. To było duże wyzwanie, ponieważ nikt mnie do tych egzaminów nie przygotowywał. Pojechałam na nie w wakacje, z teczką swoich prac, do dzisiaj pamiętam co rysowałam i malowałam na egzaminie. Udało mi się dostać do drugiej klasy.
Potem była Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych w Poznaniu i początek życia zawodowego, związanego z kulturą. Barbara Kawczyńska pracowała między innymi jako instruktor i kierownik merytoryczny w Aleksandrowie Kujawskim. Pod koniec lat 90-tych zgłosiła się do konkursu na stanowisko dyrektora Miejskiego Centrum Kultury w Ciechocinku. Placówką kierowała przez 22 lata. Praca w kulturze wymagała dużego zaangażowania i poświęconego czasu, które trzeba było dzielić z obowiązkami rodzinnymi i wychowaniem synów, dawała jednak dużo satysfakcji, była doceniana i nagradzana przez kolejnych starostów, marszałków województwa i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Portfolio artystyczne jest imponujące. Udział w kilkudziesięciu wystawach, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Oprócz tego organizacja kilku ogólnopolskich plenerów malarskich. Prace Barbary Kawczyńskiej trafiły do prywatnych kolekcji w Niemczech, w Australii, w Stanach Zjednoczonych. Do pracy motywował ją profesor Paweł Lewandowski-Palle, kurator kilku wystaw, w których brała udział. Jedna z nich była poświęcona profesorowi Andrzejowi Klimczakowi-Dobrzanieckiemu. Wzięło w niej udział 73 artystów z całej Polski. Drugą bardzo ważną była zbiorowa wystawia „Prowokacja Bydgoska 1981”. Można je było oglądać w w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy,
Warto także wspomnieć o wystawie w Galerii Sztuki Współczesnej we Włocławku w 2021 roku pt. „Ciemno wszędzie, czyli od czerni do czerni”. Była ona wyjątkowa, gdyż wziął w niej udział także syn Barbary Kawczyńskiej. On również przejawia zainteresowania artystyczne, które dzieli z mamą.
Lubię mówić, że on to wyssał z mlekiem matki, choć nigdy go do tego nie zmuszałam. Zauważałam jednak, że ma podobną łatwość do tworzenia. Pamiętam, że miał nawet żal do mnie o to, że nie pozwoliłam mu wziąć udziału w organizowanym przeze mnie ogólnopolskim konkursie malarskim „Człowiek i jego praca”, żeby nikt potem nie zarzucał, że wygrał przez nazwisko, a nie za zdolności – wyjaśnia. – Potem jednak wygrał inny ogólnopolski konkurs, zupełnie niezwiązany ze mną. Byłam dumna. Poszedł do liceum o profilu artystycznym w Toruniu, a potem na ASP w Gdańsku. Do dziś się wspieramy – on wysyła mi zdjęcia swoich prac do korekty, a ja jemu swoich. Razem podróżujemy, zwiedzamy europejskie muzea. Tydzień temu wróciliśmy z Barcelony, zachwyciliśmy się twórczością Gauidiego i oczywiście Sagrada Familia.
Dla malarki zawsze bliska była natura. Stanowi ona źródło inspiracji. Jest ważna dla człowieka, ulega przemianom i starzeje się, tak jak ludzie. Jej ostatnie wystawy, takie jak „Aspekty natury”, prezentowane choćby w Muzeum Stanisława Noakowskiego w Nieszawie, dotyczyły tej właśnie tematyki. Kawczyńska dodaje, że lubi malarstwo nie do końca realistyczne, gdyż etap realizmu przechodziła w liceum. Lubi ekspresje i fakturę, a ulubionym narzędziem jest malarska szpachla. Jak podkreśla, każdy artysta znajduje w pewnym momencie swojej kariery indywidualny styl.

