Krzewiński: Nadążać za rzeczywistością. Wywiad z dyrektorem LO w Ciechocinku
O pracy dyrektora, 80-leciu ciechocińskiej szkoły i wyzwaniach dla oświaty – z Jakubem Krzewińskim, dyrektorem Liceum Ogólnokształcego w Ciechocinku, rozmawia Arkadiusz Włodarski.
Jak się pan czuje jako dyrektor 80-letniej placówki? Czy jej bogata historia pomaga w pracy, czy też staje się, może nie tyle obciążeniem, ale wskazaniem do większych starań?
Można na to spojrzeć z różnych stron. Z jednej strony na pewno jest troszeczkę łatwiej zostać dyrektorem szkoły, która już ma ugruntowaną pozycję na rynku oświatowym, lokalnym, która ma ugruntowaną opinię, skompletowaną kadrę, tradycję, atmosferę, uczniów, przyjaciół, no i przychylność naszego środowiska lokalnego, bo nie trzeba tego wszystkiego budować od zera. Więc ten kapitał, który się przejmuje razem z tą szkołą, jest niezwykle cenny, poprzednicy musieli na niego pracować wiele lat. Z drugiej strony, tak jak pan zasugerował, może to być traktowane jako pewnego rodzaju obciążenie dla dyrektora, bo trzeba podołać wyzwaniom i utrzymać szkołę na co najmniej tak dobrym, jeśli nie lepszym, poziomie.
Na początku mojej kadencji wspólnie z gronem pedagogicznym i pracownikami szkoły podjęliśmy starania, aby wdrożyć w szkole kilka nowości. Widziałem, co ewentualnie jest warte ulepszenia i to był dość trudny rok, ponieważ tej pracy było całkiem sporo. Do tego doszły remonty, inwestycje, zabiegi kadrowe, więc ten początek na pewno był dość trudny, ale z każdym kolejnym rokiem współpraca ze społecznością szkolną układa coraz lepiej. Mamy już wypracowane wspólne warunki, więc w tym momencie już nie traktuję tego jako tak wielkie wyzwanie, jak na początku. Jestem spokojniejszy. Myślę, że funkcjonujemy jak świetnie zgrany organizm. Każdy wie co ma robić, każdy wie jaka jest jego rola i myślę, że razem z uczniami, rodzicami i z przyjaciółmi szkoły tworzymy taką fajną społeczność.
Został pan dyrektorem po wielu latach bycia nauczycielem. Czy bardziej pasuje panu rola kogoś przy tablicy, czy osoby, która zarządza tym organizmem?
Uważam, że doświadczenie nauczycielskie bardzo mocno pomaga w kierowaniu szkołą. Trzeba znać pracę od podszewki, żeby móc wydawać ludziom polecenia, projektować życie szkoły, plan pracy na rok, dwa, trzy czy kilka lat do przodu. Czy pasuje mi bardziej rola nauczyciela czy dyrektora? Nie porównałbym ze sobą w ogóle tych dwóch ról. Są one tak różne od siebie i tak różne wymagania stawia się przed jednym i przed drugim, że w zasadzie tych wspólnych mianowników w takiej codziennej pracy paradoksalnie jest dość mało. Uważam, że praca dyrektora szkoły jest nieporównywalnie większym wyzwaniem niż praca nauczyciela. zakres działania, odpowiedzialności, którą ponosi się na co dzień w tej pracy, powoduje dużo większy stres i ciągłe napięcie. Tak naprawdę to są 24 godziny myślenia o tym, co w tej szkole się dzieje. Dodatkowo trzeba znać się na bardzo wielu rzeczach; poza oświatą są to finanse publiczne, prawo budowlane, ppoż, BHP, polityka kadrowa, zamówienia publiczne, marketing, zarządzanie zasobami ludzkimi, nowoczesne technologie i wiele wiele innych.
Będąc nauczycielem, wychodząc do domu, zabiera się co najwyżej pracę typu sprawdzić sprawdziany, zaplanować lekcje, przygotować się na następny dzień. Jak się jest dyrektorem, to ta praca towarzyszy nam praktycznie przez całą dobę i w sumie nigdy się z niej nie wychodzi, więc są to bardzo różne od siebie zadania, ale lubię zarówno jedno jak i drugie. W pracy dyrektora podoba mi się przede wszystkim jej nieprzewidywalność i zmienność. Tu nie ma dwóch takich samych dni i wiele jest nas w stanie zaskoczyć. Nauczyciel natomiast ma zdecydowanie bardziej schematyczny tryb pracy, oparty na pewnego rodzaju powtarzalności. Jako nauczyciel na 10 miesięcy do przodu wiesz już dokładnie co, gdzie i z kim będziesz robić. Na dłuższą metę może to być męczące.
Zbliża się jubileusz 80-lecia liceum, którego jestem dumnym absolwentem i które zawsze będę dobrze wspominać. Jak społeczność szkolna przygotowuje się do tej wyjątkowej chwili?
Działamy już od pół roku. Najpierw zbieraliśmy pomysły. Dzisiaj już mamy gotowy plan i wizję, którą będziemy chcieli zrealizować. Nie jest to takie proste, ponieważ szkoła personalnie rośnie w siłę, mamy coraz więcej uczniów. Nie jesteśmy już małą szkołą. W tym roku uczyć się tu będzie 255 uczniów, więc to już nie jest mało jak na szkołę będącą samodzielnym liceum. Jednak pracowników nadal mamy względnie niewielu, a to na nich spadnie główny ciężar przygotowania obchodów. Jest to dla nas wyzwanie ze względu na takie skromne grono pedagogiczne i garstkę pracowników niepedagogicznych, ale myślę, że jeżeli wszystko się uda tak jak to zaplanowaliśmy, to wszyscy powinni być zadowoleni.
Jak te obchody będą wyglądały?
Planujemy je zorganizować w dwa dni. Piątek 25 września jest dniem, w którym odbędzie się uroczysta akademia, na którą oprócz naszych uczniów i absolwentów naszej szkoły zaprosimy także lokalne władze, przedstawicieli jednostek organizacyjnych powiatu aleksandrowskiego, miasta Ciechocinka, dyrektorów szkół, przedszkoli, radnych powiatowych, przedstawicieli naszego organu prowadzącego, kuratorium, duchowieństwa, przyjaciół szkoły. Podczas tej uroczystości będziemy chcieli zaprezentować sylwetkę szkoły, przedstawić jej dorobek i streścić krótko jej historię oraz pokazać przede wszystkim naszym odwiedzającym z całego naszego regionu to, jak szkoła wygląda dzisiaj, Przez ostatnie kilka lat ten obiekt troszkę się zmienił. Dzisiaj wygląda bardzo reprezentatywnie. Chcielibyśmy móc się też tym pochwalić. Drugi dzień obchodów planowany jest na sobotę. Wtedy planujemy zorganizować także zjazd absolwentów. Nazwaliśmy to “piknikiem u Staszica”. Chcielibyśmy po prostu, aby nasi absolwenci mogli znowu wejść w mury tej szkoły, zobaczyć jak tu jest dzisiaj, spotkać ludzi, którzy razem z nimi się uczyli albo ich nauczali. Przygotowaliśmy na ten drugi dzień sporo niespodzianek. Myślę, że kiedy nasi absolwenci nas odwiedzą. to będziemy mieli szansę ich czymś zaskoczyć. Dlatego nie zdradzę szczegółów. Chcemy na pewno przyjąć wszystkich miłą atmosferą. Chcemy zorganizować grilla, pokazy albumów, filmów o szkole, oraz spotkanie ogólne ze wszystkimi odwiedzającymi. Jest planowane przemówienie dyrektora oraz msza święta w intencji uczestników zjazdu i powodzenia dla liceum w Ciechocinku na przyszłe lata. Tyle mogę dzisiaj zdradzić. Jeżeli ktoś jest zainteresowany tym, jak to będzie wyglądało w szczegółach, serdecznie zapraszamy 26 września od godziny 10:00.
Jakie wyzwania stoją teraz przed liceum w tym dynamicznym, zmieniającym się świecie?
Takim głównym wyzwaniem jest to, żeby nadążać, nie tylko nasza szkoła, ale chyba w ogóle cała oświata musi zrobić wszystko, by nadążyć za szybko zmieniającą się rzeczywistością. Nie jest to takie łatwe. Trzeba się pogodzić przede wszystkim z tym, że zmiany w świecie faktycznie zachodzą i porzucić takie myślenie, że skoro robiło się coś przez 20, 30 lat i było dobrze, to będziemy robić to dalej. Niestety dzisiaj to tempo zmian jest tak duże, że to co robiliśmy 5 lat temu, często już dzisiaj się nie sprawdza. Trzeba to zweryfikować i ułożyć sobie plan pracy na nowo. Na pewno w perspektywie kolejnych 10 i więcej lat największym wyzwaniem dla szkół ponadpodstawowych będzie bardzo niska demografia. Dzisiaj w Polsce to 1,07 dziecka na rodzinę. To jest najgorzej w Europie. Dziś jeszcze liceum tego nie odczuwa. Odczują to za moment przedszkola i szkoły podstawowe. My z pewnym opóźnieniem za jakieś 10 czy kilkanaście lat. Więc tym bardziej trzeba zbudować wokół szkoły taką opinię i atmosferę, która będzie chciała tych uczniów przyciągnąć. Od paru lat obserwujemy ogromne zainteresowanie ofertą liceum. Mamy dzisiaj więcej chętnych niż miejsc i w zasadzie już więcej przyjmować nie możemy ze względu na pojemność ogólną naszej szkoły. Więc na brak zainteresowania dzisiaj liceum nie narzeka. Mam nadzieję, że tak pozostanie jak najdłużej. Wiąże się to też z tym, że w przeciwieństwie do szkół podstawowych my swoją ofertę możemy rozpowszechniać poza tereny miasta i zauważamy także, że w ostatnich latach już ponad połowa naszych uczniów to nie są mieszkańcy Ciechocinka. Mamy bardzo dużo uczniów z Aleksandrowa Kujawskiego, z Nieszawy, z Raciążka, Stawek, z Wołuszewa. To jest taki pozytywny element w ciemnej wizji przyszłości, że my nie musimy się ograniczać do jednego miasta, bo nie podlegamy rejonizacji, więc liczymy na to, że będziemy mieli też uczniów po prostu spoza Ciechocinka.
A jak to się zmieniło, jeśli chodzi o młodzież? Czy uczeń zaczynający liceum w tym roku jest inny niż ten, który przyszedł 10-15 lat temu?
Jest tą samą osobą, tylko z innego typu doświadczeniami i problemami. Jest to taki obszar, gdzie trudno jest generalizować i trudno jest odpowiedzieć na to pytanie, jak się ten uczeń jako ogół zmienił. Wydaje mi się, że odpowiedź na to pytanie jest niemożliwa. Istnieje po prostu więcej indywidualnych przypadków, w których uczniowie przejawiają pewnego rodzaju trudności. Ma to bardzo często źródło w domu rodzinnym. Szczęśliwe dzieci to dzieci, które mają szczęśliwych rodziców. A tymczasem mamy coraz więcej rodzin niepełnych, różne sytuacje domowe, które wywierają wpływ na młodego człowieka. Często źródłem takich problemów mogą być trudne relacje z rówieśnikami, strach i lęk, który towarzyszy nam na co dzień. Korzystanie z mediów, w tym mediów społecznościowych w tak dużym wymiarze powoduje to, że jesteśmy zarzucani złymi wiadomościami w zasadzie 24 godziny na dobę. To musi wywierać skutek na takim młodym organizmie. Więc tych problemów jest bardzo dużo i nie jestem w stanie powiedzieć jaka jest jedna podstawowa różnica. Myślę, że tutaj do każdego trzeba podejść indywidualnie. Faktycznie dzisiaj pomoc psychologiczno-pedagogiczna jest dużo bardziej wzmożona i dużo bardziej potrzebna niż jeszcze w czasach, gdy pan był uczniem naszej szkoły.
Może też wiązać się to z tym, że dzisiaj, i to bardzo dobrze, że tak jest, uczniowie nie boją się prosić o pomoc. Kiedyś było tak, że wizyta u psychologa była postrzegana w charakterystyczny sposób, prawda? Dziś nie jest już oznaką słabości, ani powodem do wstydu.
Załóżmy, że ma pan możliwość zmienić jedną rzecz w polskiej oświacie. Nie musi się pan martwić o środki, tylko działa tak jakby pan miał taką różdżkę czarodziejską i powiedział: „Chcę coś zmienić”. Co by pan zrobił?
Moim zdaniem decyzje dotyczące uczniów powinny zapadać jak najbliżej nich. W związku z powyższym gdybym miał czarodziejską różdżkę, spowodowałbym, żeby tak właśnie się stało. Pozwoliłbym szkołom, aby to one w porozumieniu z uczniami i ich rodzicami same decydowały o tym jak należy w ich środowisku funkcjonowania organizować proces nauczania i wychowania. Zaufałbym, że dyrektorzy szkół i nauczyciele, którzy w nich pracują mają wiedzę na temat tego, co robią i dałbym im oraz ich lokalnym organom prowadzącym wolną rękę.

