Malarstwo jako część życia
Maluje od dziecka. Sztuka to jej wielka pasja. Dzięki niej można odkryć samego siebie, zajrzeć do zakamarków duszy i ciągle odnajdywać nowe jej oblicza. Teraz prace Aleksandry Ciążyńskiej trafią także do turystów na pamiątkach z uzdrowiska.
Ciechocńska artystka jest absolwentką Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Jej prace były wystawiane nie tylko w Polsce, ale także we Włoszech, Francji, Austrii, Chinach, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, USA i wielu innych krajach. Przez wiele lat uczestniczyła w zajęciach w Pracowni Rysunku i Malarstwa prof. Pawła Lewandowskiego-Palle, gdzie szkoliła swój warsztat. To tam jeszcze bardziej pokochała sztukę, szczególnie malarstwo. Jednak jej przygoda ze sztuką zaczęła się dużo wcześniej.
Już jako dziecko uwielbiałam malować. Najpierw malowałam wszystko to, co mnie otaczało: dom dziadków, rodzinę, ogród, pobliski las… W domu było zawsze dużo kredek ale i kasztanów, żołędzi, szyszek czy kwiatów, z których tworzyłam najróżniejsze kompozycje. Kredki były dla mnie tym, czym dla większości dzieci misie, zabierałam je ze sobą wszędzie – mówi Aleksandra Ciążyńska. -Nie zastanawiałam się wtedy, że malowanie jest czynnością, którą uwielbiam wykonywać. Traktowałam sztukę jako naturalną część mojego codziennego życia.
Dostrzeżono talent i zapisano Aleksandrę na zajęcia do Miejskiego Centrum Kultury prowadzone przez prof. Pawła Lewandowskiego-Palle. Próbowała wtedy różnych technik malarskich, zaś najbardziej przypadły do gustu farby olejne, z którymi pracuje do dziś. Jednak wbrew pozorom malarstwo nie jest taką prostą sprawą. Wielu ludzi wyobraża sobie, że gdy człowiek podąża za swoją pasją to mu wszystko wychodzi, nie męczy się i zawsze jest zadowolony. Prawda wygląda inaczej.
Malowanie to ciężka fizyczna praca- długie godziny spędzane przy sztaludze, plamy farby na ubraniach, zmęczenie, czasem frustracja, że poprawia się coś piąty raz… – tak wygląda codzienność. Ale warto! – podkreśla Ciążyńska. – Ja lubię malować rano, bo uważam że wtedy jest najlepsze światło słoneczne. Maluję kilka obrazów na raz. Farby olejne długo schną, więc żeby nie marnować czasu, zabieram się wtedy za kolejny. Nie mam ustalonego czasu malowania. Wszystko zależy od dnia, od tego czy mi wychodzi czy nie, po prostu raz maluję dłużej a raz krócej ale staram się to robić codziennie.
Pierwsze sukcesy malarki z Ciechocinka wiążą się jeszcze z dzieciństwem. Wtedy wygrała konkurs „Człowiek i jego praca”, a potem dostała Złotą Paletę (nagroda główna) w międzynarodowym konkursie w Macedonii. Jednak jak sama mówi, wówczas sceptycznie patrzyła na swoją sztukę. Było wiele poprawek. Z biegiem lat to nastawienie się zmieniło i teraz każdą nagrodę traktuje jako motywację do dalszej pracy i znak, że jej dzieła się podobają.
Co dla Aleksandry Ciążyńskiej jest ważne w sztuce? Skąd czerpie inspirację?
Uwielbiam różnorodność. Świat to dla mnie nieskończone źródło inspiracji. Jest tak piękny i kolorowy, że nie potrafiłabym zamknąć się tylko w jednym temacie. Fascynuje mnie wszystko co dotyczy życia- patrzę na ludzi, na ich tradycje, na miejsca, w których mieszkają, na przyrodę, miasta… To wszystko chciałabym pokazać w moich obrazach. „Kwietne łąki”, „Maski weneckie”, „Dotyk”…- to tylko niektóre z serii, które maluję – wyjaśnia artystka.
Jedną z jej najnowszych prac jest seria „Zaproszenia”. Autorka chce w niej pokazać niedoceniane fragmenty naszej codzienności, miejsca, które mijamy codziennie obojętnie, nie zwracając na nie uwagi. Wszystko zaczęło się od podróży do Genui.
Zobaczyłam wejście do ratusza, którego pilnował strażnik. Wejście było bardzo piękne a nikt nie zwracał na nie uwagi. Turyści mijali to miejsce bez refleksji a petenci wchodzili i wychodzili nie patrząc na otoczenie. Zrobiłam zdjęcie i wiedziałam, że muszę to namalować – stwierdza Aleksandra Ciążyńska. – Tak samo było z jednym z genueńskich tuneli oraz z wejściem do metra w Rzymie (konkretnie na stację Spagna). Codziennie chodzi tam bardzo dużo ludzi- mieszkańcy turyści, wszyscy się spieszą i nie patrzą, że wejście jest wyjątkowe- imitacja mozaiki na ścianach, światła- to naprawdę robi wrażenie!
Aleksandra Ciążyńska nie żałuje decyzji o pójściu na studia ekonomiczne, które jednak nie kojarzą się od razu ze sztuką czy malarstwem. Jej zdaniem metody związane z matematyką można wykorzystać w malarstwie. Matematyka pokazuje, że nie istnieje tylko jedna ścieżka prowadząca do rozwiązania zadania. Żeby otrzymać prawidłowy wynik, można zastosować wiele metod, które prowadzą do pożądanego efektu.
Właśnie to stosuję w malarstwie. Nie podążam jedną ścieżką, nie maluję zawsze tak samo, według schematu – mówi malarka. – Czasem rozpoczynam od malowania tła, czasem od detali, ale zawsze podążam za obrazem, który mam w głowie i dążę, by osiągnąć ten efekt na płótnie. Matematyka uczy też cierpliwości, a to bardzo cenne przy malowaniu.
Ważne są dla niej związki z Ciechocinkiem. To miasto, które łączy pokolenia, gdzie każdy może znaleźć miejsce dla siebie. Właśnie takie chciała pokazać w swoich pracach, które trafiły na ręczniki, magnesy, kubki i puzzle, które można kupić jako pamiątki w Punkcie Informacji Turystycznej. A jakie są obecne plany Aleksandry Ciążyńskiej?
Nie myślę o przyszłości. Cieszę się z każdego dnia. Wiem tylko jedno- że chcę malować. Wiem też że będą lepsze i gorsze chwile- tak po prostu wygląda życie, więc czekam co przyniesie mi każdy kolejny dzień… – odpowiada.

