Tężniopolis, czyli pieśń przeszłości
Choć procedurę warzenia soli spisano bardzo dokładnie, to jednak głowy Marka Grzelaka, głównego warzelnika soli w Uzdrowisku Ciechocinek, nie zastąpi nic. Bo tylko on wie, jaki wpływ na produkcję niegdysiejszego białego złota ma kierunek wiatru czy układ zapomnianych wiele dekad temu podziemnych rur. W tym miejscu recepturę przekazywano z ust do ust. I tak już pozostanie.
Tężnie jako fabryki
Tężnie solankowe kojarzą się z nastrojowymi spacerami, orzeźwiającym aerozolem i odpoczynkiem w uzdrowiskowym mikroklimacie. Mało kto pamięta jednak, że te imponujące drewniane konstrukcje powstały jako potężne fabryki, a ich historia sięga znacznie głębiej, niż do niedawna przypuszczano. Choć w całej Europie dawne gradiernie zamieniono w muzea lub bezpowrotnie zlikwidowano, w Ciechocinku wciąż bije serce dawnego przemysłu.
Jeszcze na początku XXI w. naukowcy sądzili, że tradycja budowy tężni narodziła się w średniowiecznej Lombardii. Przełomowe badania archeologiczne przeprowadzone pod kierunkiem doktora Józefa Bednarczyka w inowrocławskiej dzielnicy Rąbin wywróciły tę wiedzę do góry nogami. Odkrył on bowiem tam ślady ogromnego ośrodka solowarskiego sprzed osiemnastu wieków, w którego skład wchodziło pięć drewnianych tężni. Największa z nich mierzyła aż 37 m długości.
Podobne obiekty odnaleziono w Słońsku nad Wisłą (dzisiejsza dzielnica Ciechocinka) oraz w Kruszy Zamkowej – identyfikowanej ze słynną osadą Askaukalis, zaznaczoną na antycznej mapie Klaudiusza Ptolemeusza.
Nowożytna technologia zatężania solanki kształtowała się stopniowo. Zanim wprowadzono znane nam dziś wiązki tarniny, solankę wylewano na drewniane skrzynie wypełnione słomą lub sianem. Pierwsza tężnia na obecnych ziemiach polskich powstała w 1710 r. w Kołobrzegu. W XVIII w. w Europie Środkowej nastąpił prawdziwy boom na budowę tzw. Leckwerków. Metoda ta pozwalała na naturalne odparowanie wody i zwiększenie stężenia soli z kilku do nawet 30 proc., co drastycznie obniżało koszty późniejszego opalania drewna pod panwiami w warzelniach.
Kujawy i sól
Gdy po pierwszym rozbiorze Polski w 1772 r. Rzeczpospolita straciła dostęp do kopalni w Wieliczce i Bochni, poszukiwanie lokalnych źródeł soli stało się sprawą wręcz kluczową. Uwaga władz skierowała się na Kujawy, gdzie od wieków z solanek korzystało słowiańskie plemię Słończyków.
W pierwszych latach Królestwa Polskiego z inicjatywy ministra skarbu, księcia Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, podjęto decyzję o budowie państwowego zakładu. Projekt opracował Jakub Graff, a budową od 1824 r. kierował inżynier Karol Knake. Rozmach inwestycji do dziś zdumiewa: do wzniesienia ciechocińskich tężni zużyto około 19 000 m³ drewna oraz 50 000 m³ faszyny z gałęzi śliwy tarniny.
Tężnie w Ciechocinku wybudowano jako część zakładu produkującego sól, lecz bardzo szybko dostrzeżono ich walory prozdrowotne. Już w 1836 r. w Ciechocinku uruchomiono pierwsze kąpiele solankowe. Jak pisała XIX-wieczna prasa: „Tym sposobem do zakładu przemysłowego dodano zarazem i zakład leczniczy”.
Znamy bardzo dobrze ówczesną procedurę warzenia soli, jak i narzędzia, które do tego wykorzystywano – mówi Marek Grzelak z Uzdrowiska Ciechocinek, który nadzoruje ciechocińską warzelnię. – Wykorzystujemy narzędzia, które pochodzą sprzed kilkudziesięciu lat, albo takie, które skonstruowaliśmy dokładnie według ówczesnych wzorców. Nie ma tu żadnej elektroniki. Ba, nie ma tu nawet żadnego urządzenia elektrycznego. Wszystko robimy tak jak na początku XIX w.
Wraz z rozwojem górnictwa soli kamiennej w XIX i XX w. tradycyjne warzelnictwo w Europie przestało być opłacalne. Słynny polski „Raport trzech” z 1927 r. jednoznacznie wykazał, że produkcja soli w Ciechocinku generuje wysokie koszty. W większości europejskich kurortów – takich jak Bad Kösen czy Schönebeck – wygaszono produkcję, a obiekty wyburzono lub zamieniono w muzea. W Kołobrzegu dawna infrastruktura warzelnicza zanikła niemal całkowicie.
Od zakładu do uzdrowiska
Ciechocinek obrał jednak inną drogę. Dzięki rozwojowi balneologii i udowodnionym właściwościom inhalacyjnym tężni dawny zakład przemysłowy płynnie przekształcił się w serce polskiego lecznictwa uzdrowiskowego. Poeta Janusz Żernicki ochrzcił to miejsce mianem „Tężniopolis” – miasta, w którym unikatowa architektura przemysłowa współgra z harmonią natury.
To, co wyróżnia Ciechocinek na tle świata, to fakt, że tężnie nie są jedynie historyczną dekoracją. Tutejszy układ technologiczny wciąż działa dokładnie tak samo jak 200 lat temu.
Solanka o stężeniu 4,5 proc. wydobywana z ujęcia nr 11, czyli słynnej fontanny „Grzybek”, trafia rurociągami na tężnię nr 1, gdzie zatęża się do 11 proc., następnie na tężnię nr 3, gdzie zatęża się do 22 proc., aż wreszcie na tężnię nr 2, gdzie osiąga stężenie 30 proc. – wylicza Marek Grzelak z Uzdrowiska Ciechocinek. – Stamtąd kierowana jest do zabytkowej warzelni, w której warzelnicy ręcznie, za pomocą specjalnych grac i łopat, wybierają krystalizującą się na panwiach sól kuchenną oraz cenne produkty uboczne – szlam i ług.
Większość powstających dziś w Polsce współczesnych, małych tężni miejskich działa w oparciu o pełną automatykę. Solanka – często dowożona cysternami – spływa w nich po wszystkich ścianach niezależnie od pogody. Tymczasem w Ciechocinku rządzi natura i doświadczenie ludzi.
Praca ciechocińskich tężników odbywa się w ścisłym reżimie technologicznym od połowy marca do końca października i jest szczegółowo regulowana przez przepisy Ministerstwa Zdrowia. Każdy dzień zaczyna się od przeglądu pomp, zaworów oraz pomiaru stężenia solanki w ośmiu zbiornikach.
Kluczowa jest obserwacja wiatru. Tężnik decyduje, na którą stronę konstrukcji skierować strumień, odkręcając ręcznie wykonane z drewna kasztanowego krany. Solanka musi spływać po ścianie nawietrznej, aby podmuchy wiatru jak najefektywniej rozbijały krople na kolcach tarniny, tworząc leczniczy aerozol bogaty w jod, brom, magnez i wapń. Gdy wiatr zmienia kierunek, tężnicy muszą natychmiast przeregulować cały system. Równie odpowiedzialnym zadaniem jest ochrona zbiorników przed opadami – przed nadejściem deszczu pracownicy muszą odpowiednio przestawić drewniane rzygacze i zastawki, aby woda opadowa nie rozcieńczyła cennej solanki.
Choć może brzmi to wszystko bardzo prosto, tak naprawdę warzenie soli nie jest wcale takie proste – dodaje z uśmiechem Marek Grzelak. – Nie raz zdarzało się, że choć wszystko robiliśmy zgodnie ze sztuką, okazywało się, że nie uzyskiwaliśmy spodziewanego rezultatu. Przepracowałem tu prawie czterdzieści lat i niejedno już widziałem. Nauczyłem się przy tym nie tylko warzenia soli, ale także tego, że aby robić coś naprawdę dobrze, trzeba to kochać. A ja naszą ciechocińską sól kocham, bo przecież jest najlepsza na świecie.
Uznany w 2017 r. przez prezydenta RP za Pomnik Historii kompleks – obejmujący tężnie, fontannę „Grzyb”, warzelnię soli oraz Parki Tężniowy i Zdrojowy – pozostaje bezprecedensowym w skali świata żywym zabytkiem inżynierii. Pokazuje, że mądra transformacja potrafi nie tylko uratować dziedzictwo przemysłowe przed zniszczeniem, ale uczynić z niego bezcenny skarbiec zdrowia dla kolejnych pokoleń.

